III

Pierś mi strawił zatruty mego wieku rozczyn —

Duch zmęczony, że sam by pragnął siebie przerość,

Tęskni dziś za spokojem zapomnianych wioszczyn,

Gdzie, pod lip starych cieniem, kwitnie złota szczerość.

Znudziły mnie zawroty tej abrakadabry12

Prostoty chcę, zieleni śród lasów i opól;

Nęcą mnie kraśne maki i niebieskie chabry,

Szmery wód, ciche szumy rokicin13 i topól.

I chciałbym ksiąg zapomnieć, których czar mnie urzekł,

I stanąć odrodzony śród zielonych muraw,

I usiąść nad strumieniem w kole dobrych wróżek

Lub ulecieć nad pola jak swobodny żuraw.

I chciałbym, zapomniawszy pieśni kłamnych syren,

Wsłuchać się w tajemnicze borów Zendawesty14,

I jak jaskółka spadać na prostaczy świren15,

Lub kwitnąć jak na piaskach nadwiślańskich rdesty.

I tak chciałbym, z nieziemskich odrodzony przyczyn,

Pojąć pieśń, którą śpiewa dziś stuleciu ziemia.

Którą pszczół roje brzęczą śród gryk i koniczyn,

I którą szumią ludzkie ule i żeremia16.

Bo wierzę, że w tych szumach żyje boża czeladź

Kwiatów, ptaków, motyli — i chciałbym balsami

Zapach łąk w serce przelać — i z wolna się wcielać

W treść istot, z którą w końcu duch się utożsami.

Chciałbym, by światło błysło w moich oczach ślepych,

Bym je zamknął na fałszu uwodzące złoto,

Bym, pojąwszy natury prostotę i przepych —

Jak ona lśnił przepychem naraz i prostotą.