IV

Niech mi nikt nie zarzuca, że pieśń moja pełza,

I żem opuścił rymów tęczowe Dżennaty17,

Lecz moja dłoń pegaza swego sama kiełza:

Szukam ciszy, bo w ciszę duch mój nie bogaty.

Kochałem perły rymów. Poznałem najrzadsze

Klejnoty mowy bogów i najsłodszy zapach

Ich kwiatów. Po czarownym pieśniarzy teatrze

Wędrowałem swobodnie, jak po znanych mapach.

Ale dzisiaj już rymy dobieram najprostsze,

Po Edenie18 płaczący, jak po synach Rizpah19 —

Bo serce mi przebiło długich zwątpień ostrze

I spoglądam w tę stronę, gdzie odrodzeń wyspa.

Więc nie dziw się, że u mnie nie napotkasz częstych

Rymów, wyświątecznionych w brylantach i perłach:

Są, którzy gonią rzadkie rymy. Lecz ja drwię z tych,

Co to czynią. Jam pielgrzym, co wchodzi na Gierłach20,

Więc rzucam wszystek ciężar — i chcę na gołoledź

Szczytu gór iść swobodny — z jedną tylko cytrą,

A duch jakiś mi szepce: «Poleć w górę, poleć!

I pożegnaj na wieki wszelką sztukę chytrą».