SCENA DWUDZIESTA PIERWSZA
Kinesjas, Chór Starców.
KINESJAS
gapi się przez chwilę — osłupiały
Zabiła mnie na śmierć żona,
Na proch i na sieczkę starła,
Żywcem odarła
I poszła sobie na Zamek!
Och, kogóż teraz obłapię w ramiona,
Gdy najpiękniejsza ze wszystkich stracona?
Jakże ten drobiazg nakarmię, napoję?
Hej, Lisipiesek217, przyjdź na prośby moje,
Sprzedaj mi jednę z twych mamek!
STRYMODOROS
Och, jaka boleść targa twą duszę,
Podle zdradzony biedaku!
Tak mi cię żal, nieboraku!
Ajaj, kto strzyma takie katusze?
Mieć takie lędźwie potężne,
Tylą urodę i takie człony
I biodra jędrne, półkule prężne,
A nie móc ściskać co rano żony?
KINESJAS
O Zeusie, ratuj! Ten skurcz szalony!
DRAKES
Zaprawdę, tobie zadała te męki
Ta szelma, potwór wcielony!
KINESJAS
Nie mów tak! Kocham i wielbię jej wdzięki!
STRYMODOROS
Jakie tam wdzięki! Ot, szelma podła!
wznosi ręce do modlitwy, za nim cały Chór Starców
Zeusie, nasz Panie!
Obyś ją porwał, jak drzewo suche,
Uniósł wichurą, skręcił w orkanie,
Gnał w podniebną zawieruchę,
A potem puścił! Niech leci na ziemskie padoły
I niespodzianie
Niech się nabije na czyj... kulas goły!