SCENA IX
Dionizos, Ksantias, Chór, odźwierny Ajakos.
DIONIZOS
ostrożnie
Jakby tu pukać mądrze; pytam: jak zapukać,
W jakiż sposób pukają mieszkańcy tych krain?
KSANTIAS
Nie marudź, ale spróbuj stuknąć we drzwi śmiało,
Zwłaszcza gdyś Heraklesem z miny i czupryny!
DIONIZOS
wali kołatką w drzwi
Hej, otwórz chłopie!
AJAKOS
odźwierny, wychodzi z podwoi
Kto tam?
DIONIZOS
Bohater Herakles.
AJAKOS
O łajdaku, wisielcze, o ty łotrze jakiś!
Ty zbóju, ty rozboju, ty herszcie rozbojów,
Tyś nam naszą sobakę127, naszego Kerbera
Porwał, mało nie zdusił i uciekł z nim razem,
Omal nie sprzed mych oczu! Zapłacę ci teraz!
Za karę ciebie Styksu128 bezlitosne turnie
I krwią oblane skały Acherontu129 zamkną!
Psy Kokytu130 przysiędą ciebie, wkoło wyjąc,
Żmij stułebny wyszarpie ci jelita z brzucha,
A płuca twoje połknie Murena z Tartesu131!
Posoką zlane nery, wątrobę i... resztę
Rozedrą, pożrą, zmiażdżą Gorgony132 z Tejtrasji133!
Do nich też pokieruję moje lotne skoki!
Wpada do wnętrza i drzwi za sobą zatrzaskuje. Dionizos przykucnął ze strachu i...
KSANTIAS
zatykając nos
Co ty robisz?!
DIONIZOS
słabym głosem
Popuszczam. Wołaj: „Boże wspieraj!”
KSANTIAS
O ty błaźnie, co żywo podźwignij się z ziemi,
Nim cię ujrzy kto z widzów!
DIONIZOS
usiłując na próżno powstać
Ależ bo zemdleję!
Podaj mi mokrą gąbkę i przyłóż do... serca!
KSANTIAS
wyciąga z juk gąbkę, macza i podaje mu z przodu
Na! Masz, bierz i przykładaj!
DIONIZOS
szuka za sobą
Gdzież jest?
Robi z niej użytek.
KSANTIAS
Złote bogi!
Czy to tam twoje serce?
DIONIZOS
No tak, bo ze strachu
Wlazło mi serce właśnie do tej dolnej jamy.
KSANTIAS
Wiesz, jesteś pierwszym tchórzem i z bogów, i z ludzi...
DIONIZOS
wstając
Ja? Tchórzem? W jaki sposób? Czyż nie zawołałem
O gąbkę? Inny pewnie tego by nie zrobił.
KSANTIAS
Proszę?
DIONIZOS
Byłby tak leżał, wąchając w przestrachu.
Jam zaś powstał, a nawet obtarłem staruszkę.
KSANTIAS
Cud odwagi, w istocie!
DIONIZOS
A tak jest, na Zeusa!
Ale czyś ty się nie bał, słuchając słów huku
I groźnych klątw?
KSANTIAS
Na Zeusa, ani mi się śniło.
DIONIZOS
Więc dobrze; skoro tedy masz taką odwagę.
Zamieńmy nasze role! Bierz lwa i maczugę,
Bądź Heraklem, gdy nie zna twoje serce trwogi,
Ja zaś będę na odwrót — twoim pacholikiem.
KSANTIAS
Niechże ta, niechże, dajcie! Cóż robić, trza słuchać.
Przebierają się, zamieniwszy role.
No, teraz na Herakla-Ksantiasa rzuć okien!
Czy jestem tchórzem, gadaj, czy mam postać twoją?
DIONIZOS
Na Zeusa, wykapany skurczybyk z Melity134!
dźwigając nosidła z jukami
A zatem ja mam dźwigać teraz owe torby.
Podwoje otwierają się powoli. Dionizos w strachu wskakuje za Ksantiasa, który groźnie podnosi maczugę, gotów walczyć przeciw wszelkim monstrom piekielnym, jakie zapowiedział Ajakos. Ukazuje się śliczna panna dworska z fraucymeru Persefony.