SCENA X
Dionizos, Ksantias, Chór i Panna dworska.
PANNA DWORSKA
Witaj nam, Heraklesie, proszę, racz wejść do nas!
Gdy usłyszała nasza bogini, żeś przybył,
Kazała piec chleb zaraz, nagotować bobu
I prażuchy coś ze trzy albo ze dwa kotły,
Wołu całego pieką na węglach żarzących,
Robią pączki, kołacze... racz wejść, pani prosi.
KSANTIAS
gburowato
Bardzo pięknie dziękuję.
PANNA DWORSKA
Na Apolla! Nigdy
Nie pozwolę ci odejść: ależ tam się właśnie
Rumieni pieczeń z ptaków, smażą naleśniki
I wino przyprawiają najsłodsze. Wejdź tylko!
KSANTIAS
Mocno dziękuję.
PANNA DWORSKA
ciągnie go za lwią skórę
Głupstwo, ja ciebie nie puszczę.
Wiesz? Jest tam już fletnistka i to cud dziewczyna,
Jest też tancerek kilka, dwie czy trzy, nie pomnę135.
KSANTIAS
żywo
Są, powiadasz, tancerki?!
PANNA DWORSKA
Młodziutkie, świeżutkie,
I właśnie sobie teraz włoski wyskubały!
Lecz wejdź, bo kucharz prawie chciał pieczeń wyjmować
I stół jadalny nawet przed chwilą nakryto.
KSANTIAS
zmienia ton i zamiar
Idź zatem i zapowiedz najpierwej tancerkom,
Które u was czekają, że sam wnet przybędę.
Panna dworska odchodzi.
do Dionizosa
A ty chłopie marsz za mną, niosący me rzeczy!
DIONIZOS
Hola! Wstrzymaj się acan! Czyś to wziął za prawdę,
Gdy ja w żarcie zrobiłem z ciebie Heraklesa?
Dajże pokój tym dąsom, mój miły Rudasku,
I na powrót zabieraj na plecy me sakwy!
KSANTIAS
Cóż to znowu? Nie myślisz Waszeć136 mi odbierać
Tego, coś sam darował?
DIONIZOS
wydzierając maczugę
Nie myślę, lecz biorę:
Zdejm lwicę!
KSANTIAS
z patosem
Dobrze — zdejmę, lecz bogów na świadki
Wzywam, im polecając teraz moją krzywdę!
DIONIZOS
Jakich ty bogów wzywasz? Czyż to nie błazeństwo,
Myśleć, że ty, niewolnik, śmiertelny, być możesz
Synem Alkmeny!!!
KSANTIAS
Zgoda. Niech tak będzie, bierz lwa:
„Przyjdzie koza do woza”, jeśli bóg pozwoli!
Ksantias i Dionizos przebierają się, a chór śpiewa zwrócony do Dionizosa.
CHÓR
strofa (534–548)
To są sprawki godne człeka,
Co rozumem się przechwala,
Co obwąchał każdy żłób:
Zawsze na czas tam ucieka,
Gdzie nie miota łodzią fala...
Nie stać mu jak ryty słup,
Co ma wiecznie jedno lice!
Lecz kierować tam źrenice,
Kędy wionie milszy wiew...
Spryt i rozum mu pozwala!
Znam! To Teramena śpiew!
DIONIZOS
Ale czyż nie głupstwo grube,
Abym Ksantię — niewolnika
Na kobiercze puchy słał?
By tancerki pieścił lube,
By mi wołał: „Daj nocnika”,
A ja tylko patrzeć miał,
Dusząc mego brysia w łapie???
Aż gdy na nich się zagapię,
On, jak zwykle, łotr i gbur,
Bęc mnie w gębę, nieszczęśnika,
Zbije zębów przedni chór?
Wpadają dwie karczmarki, każda z chłopakiem z prawej strony od widzów.