SCENA XII

Dionizos, Ksantias, Chór.

DIONIZOS

do Ksantiasa słodko

Żeby mnie piorun strzelił, ja kocham Rudaska!

KSANTIAS

Wiem ja, wiem już... co myślisz, daj pokój tym trelom.

Heraklesem nie będę.

DIONIZOS

Ależ, jakże można,

Mój Ksanteczku!

KSANTIAS

naśladując i powtarzając dosłownie wyrazy Dionizosa

Ależ bo „jak mogę być synem

Alkmeny, ja — śmiertelny, ja — niewolnik — sługa”?

DIONIZOS

Wiem ja, wiem, że się gniewasz. Masz zupełną słuszność

I gdybyś mnie bił nawet, nie pisnąłbym słówkiem.

Lecz jeśli ci w przyszłości cokolwiek odbiorę,

Niech sam marnie przepadnę wraz z żoną i dziećmi;

Ze wszystkim... i z kaprawym nawet Archedemem142!

KSANTIAS

Wierzę twojej przysiędze i przyjmuję rolę.

Przebierają się po raz trzeci.

CHÓR

śpiewa zwrócony do Ksantiasa

antystrofa (590–604)

Teraz twoją będzie sprawą,

Gdy się boga strój przywdziało,

Odrzuciwszy brzemię juk,

Rześką szczycić się postawą,

Groźnym okiem patrzeć śmiało,

Jak to czyni prawy143 bóg,

Któremu się równać kwapisz.

Lecz jeżeli się poszkapisz144

W czynie, słowie choć na włos,

Tobół twoje grzeszne ciało

Musi dźwigać! Taki los!

KSANTIAS

Wasza rada — niezła wcale

I ja właśnie w głowie mojej

Nicowałem myśli te;

Wiem to z góry doskonale,

Że się znowu pan przestroi,

Jeśli szczęście spotka mnie.

Ano, niech tam, nie dbam o to.

Zucha będę grał z ochotą,

Wkoło groźny miotał wzrok.

Lecz już słychać zgrzyt podwoi,

Robię tedy śmiały krok!

Brama z trzaskiem otwiera się: wypada odźwierny Ajakos z nahajką145 w ręku, za nim dwaj draby w strojach scytyjskich146; Ajakos wskazuje im Ksantiasa.