SCENA XVII

Ci sami.

DIONIZOS

Teraz macie tu natychmiast deklamować pięknie, dwornie,

Nie powtarzać nic cudzego, nie kryć prawdy, choć pozornie!

EURYPIDES

Jakim jestem ja poetą, to wam powiem na ostatku.

Naprzód tutaj udowodnię, że wróg mój był samochwalcą

I oszustem, bo w teatrze oszukiwał swoich widzów,

Durnych dudków, na Frynicha181 nudnych sztukach utoczonych.

Naprzód tedy dał na scenie jedną postać zasłoniętą;

Achillesa lub Niobę, nieme maski dla tragedii,

Ale twarz im zakrył szczelnie, więc na scenie nic nie mówią...182

DIONIZOS

Tak, na Zeusa, tak zupełnie!

EURYPIDES

Chór zaś dreptał nieustannie,

I piał hymnu cztery sążnie183! Tamci za to wciąż milczeli.

DIONIZOS

Ach! Ta cisza uroczysta — ona mnie cieszyła więcej

Niźli modne dziś gadanie!

EURYPIDES

Jesteś głupi, mój mospanie!

DIONIZOS

Wiem, mówili mi to nieraz. Cóż więc dalej on nabroił?

EURYPIDES

Sama blaga, a widzowie siedzą cicho w tej nadziei,

Że Niobe choć raz jęknie... i tak dramat grał się dalej.

DIONIZOS

A to łajdak! Toż, jak widzę, pięknie umie mydlić oczy.

do Ajschyla, który mruczy

Cóż ty? Jeszcze się tu zżymasz?!

EURYPIDES

Cyt! Chcę dalej krytykować.

Gdy więc takie brednie płodzi, a sztuka już jest w połowie,

Wtedy słów bawolich tuzin w hełmach i buńczukach184 powie,

Słów okropnych, upiorowych, których słuchacz nie rozumie...

AJSCHYLOS

grozi Eurypidesowi

Och, ty, nędzny!!!

DIONIZOS

Milczeć teraz i zębami tu nie zgrzytać!

EURYPIDES

Czyż choć raz rzekł co mądrego? Lecz Skamandry185 i okopy,

Orłolwice miedziokryte i podobne karkozłomy,

Czego diabeł nie zrozumie!

DIONIZOS

Tak, to prawda; wszak ja kiedyś

Całą noc przemyśliwałem, co to znaczy ten kurokoń

Białogrzywy? Jakiż to ptak?

AJSCHYLOS

Ależ, głowo do pozłoty,

Wszak tu sztandar na korabiu, malowane godło perskie!

DIONIZOS

Jam zaś myślił186, że to śliczny Filoksena syn, Eryksys!

EURYPIDES

do Ajschylosa

Mów, co robi twój kurokoń, jakim prawem jest w tragedii?

AJSCHYLOS

A czy pomnisz, boży wrogu, praktyki sam jakieś czynił?

EURYPIDES

O, na Zeusa! Jam nie robił kurokoni, kozłocapów,

Ni potworów, jakie tkają na kobiercach krasnych perskich;

Lecz gdym objął wraz po tobie sztukę mocno napuchniętą,

Rozepchaną twym szalbierstwem i słowami niestrawnymi,

Wziąłem leczyć i odtłuszczać. Zaraz tuszy jej ująłem

Przez drobniutkie dawki piosnek, przez wywody mędrkujące

I środki rozwalniające, jako barszczyk i kleiczek

Z paplaniny, przecedzony przez me księgi i papiery187.

Odżywiałem potem dobrze potrawką z mimicznych pieśni

Na sosie z Kefisofonta188 i już więcej nie paprałem,

Anim wierszy nie nicował, lecz od razu, prosto z mostu

Pierwszy aktor, co wychodzi, wyłuszcza genezę dramy.

DIONIZOS

Ale twej genealogii on nie tyka, rzecz to śliska...

EURYPIDES

Dalej już od głównej roli jam nikogo nie oszczędzał.

Więc też u mnie mówią wszyscy: mówi pani i niewolnik

Nie mniej jako sam pan domu, mówi dziewka i babunia...

AJSCHYLOS

Że cię też gdzie nie ubili, żeś te brednie śmiał wprowadzać!

EURYPIDES

Jak to? Za co? Na Apolla! Wszak demokratycznie działam!

DIONIZOS

Daj no pokój demokracji, dla cię śliska to materia.

EURYPIDES

Tych tam nauczyłem gadać...

AJSCHYLOS

Oj, to prawda! Szkoda tylko,

Że cię na pół nie rozdarli, nim skończyłeś tę naukę!

EURYPIDES

Wskazałem im też formułki, kątomierze od poezji,

Nauczyłem myśleć, śledzić, kręcić, kochać, kokietować,

Intrygować, węszyć, wietrzyć...

AJSCHYLOS

Smutna prawda, ja to mówię!

EURYPIDES

Jam wprowadził tu na scenę życie w domu, sprawki nasze,

Te codzienne, drobne, znane. Z tego bierzcie mnie na spytki.

do widzów zwrócony

To widzowie rozumieją, niech więc moją sztukę sądzą.

Alem nigdy nie junaczył, od rozumum nie odwodził,

Ani ich nie tumaniłem, przedstawiając jakichś Kyknów189,

Czy Memnonów jutrzenkowych190, na rumakach w dzwonki strojnych!

Każdy pozna moją szkołę, a odróżni jego uczniów:

Formisja i Megajneta, nieboraków, perukarzy,

Wyrwidębów sarkastycznych, pancernych trębaczy blagi.

Z mojej szkoły zaś Kleitofont i syn mody, Teramenes191.

DIONIZOS

Teramenes? Mądra jucha, do wszystkiego, zuch nad zucha.

poważnie

Gdy na druhów gromy biją, on się skurczy, uda niskim,

Inni giną, w pętach gniją, ten wychodzi z grubym zyskiem!

EURYPIDES

Jam rodaków wprawiał głowy

Do myślenia, pogląd nowy

W sztuce dając i zasady.

Teraz wszystkie znają wady,

Każdy krytykuje, bada;

Nawet domem lepiej włada

I rozrządza niźli pierwej:

„Jak tam?” — krzyczy, pełen werwy,

Jeszcze w progu; „Gdzie to, co to?”

„Któż to porwał?” „Ty niecnoto!”

DIONIZOS

Tak, na bogów, tak w Atenach!

Każdy, wpadłszy, jeszcze w sieniach

Niewolników łaje, fuka,

Przewraca, odmyka, szuka:

„Gdzież ten garnek? Któż tu główkę

Śledzia ugryzł? Kto makówkę?

Kto zjadł czosnek, kto sardynkę?

Oho! Już ktoś porwał rynkę?

Znów oliwy skradli trochę!”

Przedtem niby dudki płoche,

Czyste gapie i niedźwiadki

Siedzieli, ot, jak gagatki!

CHÓR

„I ty to widzisz, przesławny Achillu!”

Cóż więc odpowiesz, wieszczu mój, Ajschylu?

Lecz miarkuj gniew,

By cię nie uniósł za godności szranki!

Prawda, że krew

Burzy się na te oszczercze zachcianki.

Ty zemstę tłum!

Powściągaj żagle i trzymaj co siły,

Aż burzy szum

Wyhuczy się i powiew wionie miły!