SCENA XVIII

Ci sami.

DIONIZOS

Ty z Hellenów pierwszy piałeś niebotycznie pieśń dramatów,

Tyś ozdobił kram tragiczny, więc wal śmiało, do stu katów!

AJSCHYLOS

do Dionizosa

Całe zajście jest mi wstrętne, wnętrzności się we mnie burzą,

Że takiemu dziś chłystkowi stawać muszę —

do Eurypidesa

znaj to dobrze,

Że mi nie zabraknie broni — więc mi zaraz tutaj mów,

Dla jakich powodów trzeba uwielbiać poetę, wieszcza?

EURYPIDES

Dla artyzmu i tendencji, by udoskonalić ziomków

Na pożytek miasta-państwa...

AJSCHYLOS

Jeśliś tego nie uczynił,

Lecz przeciwnie, z dzielnych, prawych, wytworzyłeś nikczemników,

Na co wtedy zasłużyłeś?

DIONIZOS

Na śmierć z takim — słyszysz, bratku?

AJSCHYLOS

Zważaj tedy, jakich pierwej zdałem tobie mężów w spadku;

Czy dorodnych i sążnistych, miłujących obowiązek?

Nie kramarzy, nie trefnisiów, nie łotrzyków, jako teraz,

Lecz ziejących walki żądzą, rozkochanych w kopiach, grotach,

W hełmach buńczukowych, w kordach192, w siedmiobyczych tarcz193 przewadze...

EURYPIDES

Już się wali ta parada! Zasypie mnie przyłbicami...

Niby prawda. Ale jakże, czym żeś ich tak zbohaterzył?

Ajschylos nie zważa, milczy.

DIONIZOS

Mów, Ajschylu, bez urazy, opór, duma — teraz na bok.

AJSCHYLOS

Dałem im wojenny dramat, Aresowy!

DIONIZOS

Jaki dramat?

AJSCHYLOS

Walka Siedmiu przeciw Tebom. Kto w teatrze tę rzecz widział,

Walki żądzą dyszał każdy i na wroga chciał iść w bój!

DIONIZOS

I tu właśnie rzecz chybiłeś, bo Tebanów tam przedstawiasz

Wręcz mężniejszych niźli nasi, za to patrzą ci się baty...

AJSCHYLOS

Wolno było iść w zawody, ale wam rzecz inna194 w głowie...

Potem Persów wystawiłem, arcydzieło mojej sztuki,

Czym wzbudziłem w piersiach braci żądzę boju i zwycięstwa...

DIONIZOS

Radowałem się, gdym słyszał, że król Dariusz zdechł nareszcie,

Ale twój Chór, ręce splótłszy, ot tak, ryczał: „Biada, biada!”

AJSCHYLOS

Więc tak mają działać wieszcze. Uważ bowiem: od początku

Prawdziwi poeci byli źródłem dobra dla ludzkości.

Orfeusz195 święte związki stworzył i zakazał ofiar z ludzi;

Księgę leków i uroków dał Musajos196, a Hesjodos197

Gospodarki pieśnią uczył, kiedy orać, kiedy zbierać;

Z czegoż boski Homer słynie? Czyż nie z tego, że opiewał

Szyki zbrojne, męstwa czyny i oręża jak zażywać?

DIONIZOS

Nie potrafił jednak durnia Pantaklesa nic nauczyć,

Kiedyś bowiem na procesji przypiął na tył hełm przyłbicą.

AJSCHYLOS

Iluż innych za to dzielnych? Ot, nasz Lamach bohaterski!

I ja, idąc w ślad Homerów, przedstawiałem bohaterów:

Lwa Patrokla i lwa Teukra198, by dźwignąć rodaków serca,

By silili im dorównać, gdy posłyszą hasła surmy.

Lecz, na Zeusa, jam nie tworzył nigdy ścierek, jak Stenobia

Albo Fedra199. Jam nie wpuszczał romansowych bab na scenę!

EURYPIDES

Tak, przebogi! Afrodyta czci od ciebie nie doznała!

AJSCHYLOS

Mniejsza o nią — lecz przez ciebie i twych gachów grubo czczona,

To cię nawet kosztowało!

DIONIZOS

Tak, to prawda, coś tam było.

Wiarołomstwo, które wielbił, na nim w końcu się skrupiło!200

EURYPIDES

Cóż Stenobie moje mogą szkodzić państwu, mój olbrzymie?

AJSCHYLOS

Co? Tyś sprawcą, że uczciwe i uczciwych mężów żony,

Zhańbione przez twych gładyszów201, trucizną ratują sławę!

EURYPIDES

Przecież nie ja wymyśliłem mit o Fedrze: zło istniało.

AJSCHYLOS

Tak, istniało. Lecz poeta winien zło omijać, kryć,

A nie szerzyć i zachwalać! Szkolarz uczy pacholęta,

Lecz mistrzem dorosłych ludzi jest poeta — więc my musim

Głosić zawsze ideały!

EURYPIDES

Takie twoje ideały,

Że im prawisz o Parnasach, o innych niebotycznościach,

Zamiast mówić raz po ludzku...?

AJSCHYLOS

Ależ, czarcie, to konieczność

Wielkie myśli i zamiary wyrażać wielkimi słowy.

Z drugiej strony wszak półbogi winni mówić stylem wzniosłym,

Strój ich nawet okazalszy niż codzienna szata nasza.

Jam to wszystko zaprowadził, a tyś zepsuł!

EURYPIDES

Jak to? Zepsuł?!

AJSCHYLOS

Tyś mocarzy w łachy ubrał, by wzbudzali większą litość

W sercach widzów na teatrze...

EURYPIDES

Czyż i przez to zawiniłem?

AJSCHYLOS

Tak jest. Żaden bogacz nie chce bojowych korabi sprawić,

Lecz w łachmany ustrojony piszczy, biadka, że jest dziadem!

DIONIZOS

Gdy w ten sposób władzę ołga, patrz, gdzie idzie: do handelku!

AJSCHYLOS

Tyć wychuchał paplaninę i krzykliwe oratorstwo,

Tyś wyplenił zapaśnictwo i młodzieńcy mają teraz

Nikłe zady, ale za to paplą, bają bez ustanku.

Tyś zbuntował pomorzanów! Za mych czasów ci wioślarze

Nie umieli nic, jak tylko żreć i ryczeć w takt do wioseł...

DIONIZOS

No — i pierdnąć prosto w gębę najbliższego podwioślarza,

Osikać wspólnika miski, a na lądzie troszkę kraść!

AJSCHYLOS

Iluż to łotrostw on jest powodem!

Wszak on zapuścił rajfurów jad,

Świątynie splamił Augi porodem202,

On, kazirodnej miłości swat!

Jego damy rezonują,

„Być czy nie być”203 deklamują.

A w mieście na tle tych bredni

Powstał hufiec niepośledni

Literackiej gryzipiórków hołoty:

Darmozjadów i krzykaczy,

Małpikrólów i gardłaczy,

Co uwodzą na bezdroża lud złoty.

Lecz nie umie nikt z pochodnią

Biec do mety w zawody,

Gimnastyka dziś zbrodnią!

Dawno wyszła już z mody!

DIONIZOS

Tak, na Zeusa! Jam od śmiechu

Mało nie pękł, kiedy podczas

Panateńskich świąt patrzyłem,

Jak z pochodnią jakiś grubas,

Tłuścioch blady, biegł zgarbiony:

Sapał, dyszał, cuda jawił;

Ale wraz pozostał w tyle!

A w keramskiej bramie stali

Chłopcy stamtąd: nuże walić

W brzuch tłuściocha, w łydki, w bary!

Dłoń po dłoni w zad trzaskała.

On zaś drzysnął204 raz i drugi,

Smolak zgasił, rżnął o ziemię

I umykał, aż dudniło!

CHÓR

śpiew, strofa (1099–1108)

Wielka sprawa, spór zacięty, wojna sroga tu się toczy,

Rozejm teraz niemożliwy.

Jeden bowiem prze gwałtownie,

Drugi umie się zawrócić i atak paruje cięto.

Ale trzeba zmienić oręż!

Jednym walka trwa za długo, inne przecież są przyrządy

By ocenić wartość sztuki.

Więc gdy macie spór wieść dalej,

Walczcie, mówcie, pytajcie się ze sztuk starych albo nowych!

Ale macie ryzykować dowcip gładki i sens zdrowy!

A jakkolwiek boicie się, że słuchacze niedouki

Nie poznają się na razie

Na foremnych słów zastawie.

Pomimo to nie zwlekajcie! Tak bardzo źle bowiem nie jest...

Wszak to wszystko kute wygi;

Głowy dobre, każdy teraz księgi czyta i w tej chwili

Słuchać będą całą duszą

Te natury arcyprzednie.

Więc bez trwogi mówcie, wierząc, że widzowie nie są durnie!