Aba Chilkija wymodlił deszcz
Aba Chilkija był wnukiem Choniego Hamagaela. W czasie suszy uczeni żydowscy zwracali się do niego z prośbą o wymodlenie deszczu. Trzeba przyznać, że jego modły o deszcz zawsze odnosiły pożądany skutek.
Pewnego razu podczas długotrwałej suszy Żydzi wysłali do niego dwóch uczonych w Piśmie, którzy poprosili, żeby pomodlił się do Boga o deszcz.
Uczeni nie zastali go w domu. Odnaleźli go w polu, gdzie właśnie zajęty był kopaniem ziemi. Z szacunkiem pozdrowili go, ale on nie raczył odpowiedzieć na ich pozdrowienie. Czekali, aż skończy robotę. O zmierzchu Aba Chilkija zebrał do worka trochę wiórów i założył go na ramię wraz z żelazną łopatą. Na drugim ramieniu niósł płaszcz. Skończywszy robotę, udał się do domu na bosaka. Kiedy doszedł do strumyka, nałożył na nogi buty. Minąwszy strumyk, natknął się na ściernisko. Tu podciągnął nieco nogawki.
Tuż przed miastem zobaczył żonę, która wyszła mu na spotkanie. Była bardzo pięknie ubrana. Kiedy doszli do domu, Aba najpierw przepuścił przez drzwi żonę, potem sam wszedł i na koniec wpuścił przybyłych uczonych.
Po umyciu rąk zasiadł do stołu, żeby spożyć kolację.
Gości do stołu nie zaprosił. Przełamał się chlebem z dziećmi.
Starszemu dał jeden kawałek chleba, młodszemu zaś dwa kawałki.
Posiliwszy się, wstał od stołu, zawołał żonę na bok i powiedział jej:
— Domyślam się, że moi goście przyszli po to, żebym pomodlił się o deszcz. Dlatego wejdź ze mną na strych i prośmy Boga, żeby okazał nam Swoje miłosierdzie. Może wysłucha naszych modłów i ześle na ziemię deszcz.
Jak rzekł, tak uczynili. Oboje weszli na strych. On stanął w jednym kącie, ona w drugim. Zaczęli się modlić. I oto na niebie pojawiła się chmura, najpierw od strony kąta, w którym stała jego żona, a potem dopiero od strony jego kąta. Kiedy zeszli ze strychu, Aba Chilkija zapytał swoich gości:
— Szanowni panowie, z czym do mnie przyszliście?
— Przyszliśmy w imieniu Żydów z prośbą, żebyś wymodlił deszcz.
— Bóg już sprawił, że nie musicie u mnie zabiegać o deszcz.
— Nie wmówisz nam przecież, że to nie dzięki tobie spadnie deszcz. Wiemy, że bez ciebie się nie obejdzie. Poza tym proszę nam wyjaśnić, dlaczego tak niegrzecznie zachowałeś się wobec nas. Zaiste trudno nam to zrozumieć. My pozdrowiliśmy cię z szacunkiem i serdecznością, a ty nie okazałeś nam najmniejszej życzliwości.
— Pracowałem jako wynajęty na dniówkę robotnik. Nie miałem prawa zmarnować nawet chwili czasu na rozmowę.
— Dlaczego włożyłeś na jedno ramię worek z wiórami, a na drugim niosłeś płaszcz?
— Bo płaszcz nie należał do mnie. Wypożyczyli mi go tylko do noszenia, a nie do czegoś innego.
— Dlaczego przez całą drogę chodziłeś na bosaka i dopiero przy strumyku nałożyłeś buty?
— Na drodze widać, na czym stawia się nogi, ale w wodzie tego nie widać i łatwo się można skaleczyć.
— Dlaczego przechodząc przez ściernisko, podciągnąłeś nogawki?
— Ciało zawsze się samo zagoi, ale spodnie nie.
— Dlaczego żona wystroiła się, wychodząc ci na spotkanie?
— Żebym się nie oglądał za inną kobietą.
— Dlaczego najpierw przepuściłeś przez drzwi domu żonę, potem sam wszedłeś i dopiero na końcu nas wpuściłeś?
— Dlatego, że nie wiedziałem, do jakiego stopnia jesteście uczciwi.
— Dlaczego sam zasiadłeś do kolacji, a nas do stołu nie zaprosiłeś?
— Ponieważ nie starczyłoby chleba. Zaprosić do stołu i nie poczęstować chlebem, to dopiero byłoby obrazą.
— Dlaczego starszemu dziecku dałeś jeden kawałek chleba, a młodszemu dwa?
— Bo młodszy siedzi w domu, a starszy uczy się w szkole.
— Dlaczego najpierw pojawiła się deszczowa chmura od strony kąta, w którym stała twoja żona?
— Ponieważ żona stale przebywa w domu. Przychodzi biedak, to częstuje go chlebem i radość biedaka objawia się na miejscu. Ja natomiast daję biedakowi jałmużnę pieniężną i radość jego nie od razu może się objawić.