Siedemdziesięcioletni sen

Rabi Jochanen tak opowiada o rabim Chonim Hameagelu:

Przez całe swoje życie sprawiedliwy mąż Choni rozważał słowa Psalmów: „Gdy Pan wywiódł z niewoli uprowadzonych z Syjonu, byliśmy jak we śnie”55.

Bardzo możliwe, że Choni nie mógł pojąć, jak człowiek może przez siedemdziesiąt lat trwać we śnie.

Pewnego razu, jadąc na oślicy drogą do miasta, zauważył człowieka, który sadził przed domem drzewo owocowe. Podszedł do niego i zapytał:

— Po ilu latach drzewo to zacznie owocować?

— Po siedemdziesięciu.

— Jesteś pewny, że dożyjesz do tego czasu i będziesz korzystał z jego owoców?

— Nie martwię się tym. Kiedy się urodziłem, zastałem tu drzewa, z których owoców korzystałem. Drzewa te zasadzili dla mnie moi rodzice, ja zaś sadzę to drzewo dla moich dzieci.

Zszedł rabi Choni z oślicy, żeby zrobić postój i się pożywić. Oślica też była głodna i potrzebowała odpoczynku. Wypuścił ją więc na pole, gdzie rosła trawa. Posiliwszy się, rabi Choni zapadł najpierw w drzemkę, a potem w głęboki sen.

I oto wyrosła obok niego wysoka, olbrzymia skała, która całkowicie oddzieliła go od świata. I w ten sposób rabi Choni przespał siedemdziesiąt lat. Kiedy się obudził, skała rozpłynęła się w powietrzu. Patrzy Choni i widzi, że ktoś zrywa owoce z tamtego drzewa, które przed snem sadził człowiek, z którym rozmawiał.

Podchodzi do niego i pyta:

— Czy to ty zasadziłeś to drzewo?

— Nie, zasadził je mój dziadek.

— Widocznie — myśli rabi Choni — przespałem siedemdziesiąt lat.

Rozgląda się dookoła i widzi, że na polu pasie się dużo osłów i osiołków, które widocznie urodziła jego oślica w tym czasie. Rusza w drogę do domu. Wchodzi do swego miasta i nie poznaje go. Nowi ludzie, nowe ulice. Podchodzi do pierwszego napotkanego człowieka i pyta go:

— Gdzie mieszka syn Choniego Hamagaela?

— Od dawna już nie żyje. Może chodzi ci o jego wnuka?

Powiada do niego Choni:

— Ja jestem Choni Hameagel.

Nikt oczywiście nie daje mu wiary. Wchodzi do bejt hamidraszu. Siada i słyszy, że w trakcie dyskusji któryś z jej uczestników powiada: „Problem, nad którym dyskutujemy, nie jest tak jasny jak w czasie wielkiego Choniego Hamagaela”.

Słysząc to, rabi Choni wtrąca się do dyskusji.

— Ja właśnie jestem Choni Hamagael.

Rzecz jasna nikt w to nie wierzy. Odwracają się od niego i starają się go nie zauważać.

Nie mogąc znieść tego stanu, rabi Choni wymodlił dla siebie śmierć.