Adrian chce zostać Bogiem
Cesarz Adrian po podbiciu całego niemal świata i triumfalnym powrocie do Rzymu zebrał swoich dworzan i oświadczył:
— Od dzisiaj macie mnie uznawać za Boga, ponieważ cały świat leży już u moich stóp.
— A co ze stolicą, w której mieści się Świątynia żydowskiego Boga? Jej jeszcze nie zdobyłeś — zwrócili mu uwagę śmielsi dworzanie.
Wyruszył wtedy Adrian na podbój Jerozolimy. Zburzył Świątynię i wypędziwszy Żydów z kraju, powrócił do Rzymu.
Znowu zebrał wszystkich dygnitarzy dworu cesarskiego i oświadczył:
— Położyłem już kres miastu żydowskiego Boga. Spaliłem jego Świątynię i wypędziłem z kraju cały naród. Teraz możecie już uznać mnie za Boga.
Rabi Berachia opowiada, że wśród zebranych dworzan byli trzej światli filozofowie156. Jeden z nich odezwał się:
— Nie można się przeciwstawiać cesarzowi w jego pałacu, ale można to uczynić poza jego obrębem. Wyjdź także ty, cesarzu, z pałacu Boga, stań wobec nieba i ziemi, które On stworzył, i ogłoś się Bogiem.
Drugi filozof jeszcze mocniej wystąpił:
— Daremne są twoje starania, cesarzu. Boski prorok Jeremiaszi dawno temu powiedział: „Bogowie, którzy nie stworzyli nieba ani ziemi, zginą z ziemi i spod tego nieba”.
Trzeci filozof zwrócił się do cesarza tymi słowy:
— Mam do ciebie, cesarzu, prośbę. Udziel mi pomocy, bo znajduję się w potrzebie.
— O co chodzi? — zapytał cesarz.
— Mój statek płynie po morzu. Znajduje się trzy mile od brzegu. Grozi mu niebezpieczeństwo. Lada chwila może zatonąć. Ja zaś umieściłem na nim cały mój majątek.
— Zaraz wyślę na ratunek moje statki wraz z legionistami. Oni ocalą twoje mienie.
— Po co masz wysyłać na morze statki z legionistami. To zbytni trud. Czy nie lepiej będzie, jeśli wyślesz na morze stosowny wiatr, który doprowadzi mój statek do brzegu i uchronir go przed zatonięciem?
— A skąd ja ci wezmę wiatr?
— Jak to? — zawołał filozof — nie jesteś w stanie wysłać na morze wiatr, a chcesz być Bogiem? O prawdziwym Bogu jest powiedziane: „On tworzy niebiosa i rozciąga je. Rozpościera ziemię i ludziom na niej daje duszę”.
Wysłuchawszy tych słów, cesarz w nerwach udał się do pałacu. Żona, widząc w jakim jest stanie, powiedziała do niego:
— Twoi ludzie wmówili w ciebie, że możesz zostać Bogiem. Zgoda, jesteś potężnym władcą, ale powiedz mi, czy wszystko jest w twoich rękach? Coś ci powiem. Zwróć Bogu jego depozyt, a zostaniesz Bogiem.
— Co to za depozyt?
— Dusza.
— Bez duszy nic ze mnie nie będzie.
— A więc widzisz. Nie posiadasz władzy nad własną duszą i chcesz być Bogiem. Jesteś człowiekiem, a nie Bogiem.
Bóg z góry przewiduje
Pewien heretyk zapytał kiedyś rabiego Jehoszuę ben Karcha
— Twierdzisz, że Bóg wszystko przewiduje?
— Jasne, że tak.
— Jeśli tak, to jak wytłumaczyć słowa Tory o Bogu? „On zobaczył, jak wielkie jest Żło człowieka... i smutek ogarnął jego serce”.
Na to rabi Jehoszua zapytał go:
— Powiedz mi, czy urodził ci się kiedyś chłopiec?
— Owszem.
— Coś wtedy zrobił?
— Wyprawiłem wielką uroczystość, na której bawili się wszyscy moi bliscy przyjaciele.
— Czy nie przewidziałeś z góry, że twój chłopiec kiedyś umrze?
— Co to ma do rzeczy? W czas radości panuje radość, w czas cierpienia — cierpienie. I tak samo jest u Boga.
Siedzi na wysokościach i kojarzy stadła
Pewna rzymska matrona zapytała kiedyś rabiego Joseja ben Chalafta:
— W ciągu ilu dni Bóg stworzył świat?
— W ciągu sześciu dni. Od tamtego czasu siedzi na wysokościach i kojarzy małżeńskie pary na ziemi.
— I tym zajmuje się Bóg? Też mi sztuka! Sama też to potrafię. Mam mnóstwo służących i liczne służące. W jednej chwili potrafię połączyć ich małżeńskim węzłem.
— Dla ciebie, być może, to drobnostka, ale dla Boga to poważna i trudna sprawa, tak jak przepołowienie morza — powiedział rabi Josej i pożegnał matronę.
Zastanowiła się matrona nad tym, co powiedział jej rabi Josej, po czym zebrała wszystkich swoich służących i służące i ustawiwszy ich w dwa naprzeciw siebie stojące rzędy, rozkazała, żeby każdy służący lub służąca dobrali sobie partnera.
W ten sposób, w ciągu jednej nocy skojarzyła pięćset par.
Następnego dnia z samego rana stanął przed nią cały tłum skojarzonych w nocy par. Jedni z rozbitą głową, drudzy z wybitymi oczami, jeszcze inni ze zwichniętymi rękami lub połamanymi nogami.
— Co się z wami stało? — zapytała zdumiona matrona.
Powstał gwar. Zaszumiało. Jedni krzyczeli: Nie chcę jej! Kobiety krzyczały: Nie chcę go!
Wysłuchawszy wszystkie skargi, udała się matrona do rabiego Joseja i z miejsca powiedziała do niego:
— Rabi, wasza Tora prawdę głosi. Jest doskonała. Wręcz wspaniała. Miałeś, rabi, rację!
Rabi Berachia powiada:
— Sens tego, co powiedział rabi Josej matronie, był nieco inny, a mianowicie: Bóg siedzi na wysokościach i ustawia drabiny. Jednego poniża i drugiego wywyższa. Jednego poniża w dół i drugiego wywyższa w górę. W ten sposób zapewnia światu równowagę.