Czterej świadkowie

Był swego czasu pewien młody, urodziwy i bogaty młodzieniec, który pilnie przestrzegał nakazu noszenia cicit. I oto co mu się przydarzyło. Doszły go słuchy, że w pewnym mieście żyje piękna kobieta, która za czterysta zugów172 obdarza mężczyzn miłością. Długo nie myśląc, posłał jej pieniądze, a ona wyznaczyła mu termin spotkania. W ustalonym dniu zjawił się i zapukał do drzwi jej domu. Służąca zameldowała swojej pani o jego przybyciu. Ta poleciła służącej wprowadzić go do pokoju, w którym stało duże ozdobne, siedmiopiętrowe łóżko. Sześć srebrnych pięter i jedno — najwyższe — ze szczerego złota. Od jednego do drugiego piętra prowadziły schodki. Sześć srebrnych schodków i jeden złoty. Piękna kobieta weszła na siódme piętro łóżka i rozebrała się do naga. Na ten widok młodzieniec szybko wspiął się po schodkach na jej łóżko i w pośpiechu zaczął ściągać z siebie ubranie. I nagle błysnęły mu przed oczami frędzle cicit z czterech stron małego tałesu, który nosił pod ubraniem. Błysk cicit wstrząsnął nim do głębi. Bez słowa zszedł z łóżka i ze spuszczoną głową usiadł na podłodze. Kobieta podążyła za nim. Usiadła obok niego i wziąwszy go za rękę, niby obrażona powiedziała:

— Klnę się na koronę Rzymu, że nie pozwolę ci odejść, póki mi nie powiesz, jaki feler odkryłeś w mojej urodzie.

— Przysięgam na wszystkie świętości, że w życiu nie widziałem piękniejszej od ciebie kobiety. Nasz Bóg jednak obdarzył nas nakazem noszenia cicit, które mają nam przypominać w każdej sytuacji, iż człowieka będzie nagradzał i karał na podstawie jego czynów. Otóż te frędzle zwisające z czterech końców tałesiku, który noszę pod ubraniem, stanęły mi przed oczyma niczym czterej świadkowie i powstrzymały mnie we właściwym czasie od grzechu.

Usłyszawszy to, piękna kobieta zamyśliła się, po czym, wziąwszy go za rękę, powiedziała:

— Proszę cię, żebyś mi podał swój adres, wyjawił swoje imię i powiedział, kto jest twoim nauczycielem i w jakiej szkole pobierasz naukę.

Młodzieniec wziął kartkę i napisał na niej wszystko, o co prosiła, po czym pożegnał się i odszedł.

Zaraz po tym wydarzeniu kobieta zlikwidowała posiadany przez siebie majątek. Jedną trzecią podarowała państwu, jedną trzecia rozdała ubogim i jedną trzecią wraz z łóżkiem zostawiła sobie. Potem udała się do miasta, w którym mieszkał ów młodzieniec. Odszukała bet ha-midrasz, w którym pobierał naukę u rabiego Chiji. Wkraczając w progi szkoły, od razu zwróciła się do rabiego Chiji z następująca prośbą:

— Rabi, postanowiłam przejść na wiarę Żydów. Bądź łaskaw spełnić moją wolę.

— Kobieto, dlaczego tego pragniesz? Czy któryś z moich uczniów wpadł ci w oko?

Kobieta pokazała mu wtedy kartkę z zapisem dokonanym przez młodzieńca. Nie omieszkała przy tym opowiedzieć mu całą historię o tym, jak ów młody człowiek się zachował i co ona uczyniła. Rabi Chija wysłuchał ją i rzekł:

— Skoro tak się rzeczy mają, uczciwie zasłużyłaś na to, żeby on się z tobą ożenił. Zostało to bowiem z góry w niebie ustalone. Obojgu wam życzę szczęścia i pomyślności.

I to samo siedmiopiętrowe łóżko, które kiedyś po kryjomu zaproponowała młodzieńcowi, otwarcie teraz stało się ich uczciwym małżeńskim łożem.