I
Kim był bożek Moloch, któremu, naśladując inne narody, Żydzi oddawali pokłony?
Jego siedzibą nie była sama Jerozolima, gdzie znajdowało się sporo innych bożków, ale miejsce położone daleko poza jej granicami. Moloch, zbudowany z metalu, był wewnątrz pusty. Miał twarz wołu. W wyciągniętych do przodu rękach, gotowych do przyjmowania daniny, dzierżył miedzianą tacę. Prowadziło do niego siedem sektorów. Wszystkie były ogrodzone.
Rodzaj przyniesionej ofiary decydował do jakiego sektora zostanie skierowany ofiarodawca. Kto przyniósł kurę, ten dopuszczany był do pierwszego sektora. Ofiarodawca kozy miał dostęp do drugiego sektora. Owca otwierała drogę do trzeciego, cielę do czwartego, byczek do piątego, wół do szóstego. Tego zaś, który na ofiarę przyprowadził syna, kapłan wprowadzał do siódmego sektora. Najpierw ojciec całował Molocha. (O takich ojcach prorok Ozeasz powiedział: „Ludzie zarzynają, a cielce całują”). We wnętrzu Molocha płonęło ognisko. Ogień buchał tak mocno, że taca, którą trzymał przed sobą, rozżarzona była do czerwoności.
Dziecko przeznaczone na ofiarę kładło się na tacy. Towarzyszyło temu bicie w bębny, które zagłuszało rozpaczliwy jego płacz i krzyk. Przypatrujący się temu ludzie wpadali w ekstazę. Raz po raz rozlegały się niesamowite, wprost nieludzkie okrzyki. Kapłan wznosił hymny pochwalne na cześć Molocha, któremu na zakończenie życzył dobrego apetytu.