II
Siedem lat przed nadejściem Mesjasza nałożą na jego szyję żelazne dyby, pod których ciężarem pochyli się ku ziemi.
— Panie świata! — krzyknie wtedy, płacząc gorzkimi łzami. — Boże, czy starczy mi sił? Czy wytrzymam? Czy starczy mi odwagi? Czy wytrzyma to moje ciało? Przecież jestem tylko zwykłym śmiertelnikiem.
— Efraimie, Mesjaszu mej sprawiedliwości — odpowie mu Bóg. — Tyś sam od dawna już wziął na siebie to jarzmo. Od sześciu dni stworzenia. A czy twoje cierpienia są większe od moich? Zapewniam cię, że od czasu kiedy złoczyńca, Nabuchodonozor, napadł na mój kraj, zniszczył mój dom, spalił moją Świątynię, wypędził moje dzieci i rozproszył je wśród narodów świata, sam jestem jak obłąkany, nie mogę usiedzieć na swoim tronie. Popatrz na moją głowę. Pokryta jest rosą.
— Uspokoiłeś mnie — powiedział Mesjasz. — Słudze wystarczy, jeśli się zachowa tak jak jego Pan.