Janaj przed sądem rabiego Szymona ben Szatacha

Pewnego razu sługa króla Janaja zabił człowieka. Przewodniczący sanhedrynu rabi Szymon ben Szatach polecił postawić zabójcę przed sądem. W tym celu wysłał gońca do króla Janaja, żeby ten sprowadził sługę do sądu. Król wysłał pod eskortą sługę do sądu, ale rabi Szymon zawiadomił króla Janaja, że zgodnie z nakazem Tory, pan sługi musi stawić się w sądzie razem z nim.

Posłuchał król Janaj wezwania rabiego Szymona i przybył do sądu. Podstawiono mu krzesło obok przewodniczącego sanhedrynu rabiego Szymona ben Szatacha.

Otwierając posiedzenie sądu, rabi Szymon zwrócił się do króla Janaja słowami:

— Proszę wstać, królu Janaju! Znajdujesz się bowiem przed sądem sanhedrynu. Musisz najpierw wysłuchać na stojąco świadków, którzy chcą zeznawać przeciwko tobie. Taki jest nakaz Tory.

Na to król Janaj odpowiedział:

— To tylko ty tak twierdzisz. Chciałbym usłyszeć, co powiedzą pozostali członkowie trybunału.

I mówiąc to, spojrzał pytającym wzrokiem na prawą stronę sądu. Siedzący tam sędziowie spuścili oczy i nic nie powiedzieli.

Spojrzał wtedy król na sędziów siedzących po lewej stronie izby sądowej, czekając na to, co powiedzą. Nikt się jednak nie odezwał. Każdy patrzył na podłogę.

Zachowanie sędziów wprawiło w gniew rabiego Szymona ben Szatacha.

— Nie jesteście szczerzy — zawołał do nich. — Niechaj Bóg, który zna myśli każdego człowieka, policzy się z wami.

I oto zdarza się cud. Wszyscy sędziowie stracili nagle przytomność i bezwładnie osunęli się na podłogę.

Na widok bezwładnie leżących sędziów król aż zatrząsł się ze strachu. Rabi Szymon ben Szatach wstał i podniesionym głosem zawołał:

— A teraz, królu, wstań i niechaj świadkowie składają zeznania. Wiedz, że nie stoisz przed nami, ludźmi, ale przed Bogiem. Przed Stwórcą Świata!

Król Janaj natychmiast wstał z krzesła.

Kidusz ha-szem51

Szymon ben Szatach nie opływał w dostatek. Utrzymywał się ze skromnych dochodów płynących z działki, na której uprawiał len. Pewnego razu uczniowie kupili dla niego osła u Araba. Czyszcząc sierść osła, znaleźli ukryty na jego szyi brylant. Uniesieni radością zawołali:

— Rabi, Bóg zesłał ci drogocenny brylant. Jesteś teraz bogaty!

— Nie, dzieci moje — powiedział rabi Szymon. — Brylant nie należy do mnie. Ja kupiłem osła, a nie brylant.

I natychmiast zwrócił brylant Arabowi. Ten, nie posiadając się ze zdumienia, zawołał:

— Niech będzie pochwalony Bóg Żydów. Bóg Szymona ben Szatacha.