W jednym dniu powieszono osiemdziesiąt czarownic

Kiedy rabi Szymon ben Szatach został przewodniczącym sanhedrynu, doniesiono mu, że w lesie za miastem Aszkelon zagnieździło się w jaskini osiemdziesiąt wielce niebezpiecznych czarownic.

Usłyszawszy to, rabi Szymon postanowił skończyć z czarownicami. Pewnego dnia wybrał osiemdziesięciu młodzieńców wyróżniających się siłą, urodą i wysokim wzrostem. Każdemu wręczono dzban, do którego włożony był czysty, nowy płaszcz. Na rozkaz Szymona młodzieńcy zakryli dzbany z płaszczami i niosąc je na głowach, wyruszyli pod jego przewodem do jaskini z czarownicami. W drodze podał im szczegóły taktyki, jaką zamierza zastosować wobec czarownic:

— Ja wejdę pierwszy do jaskini i w odpowiednim momencie zagwiżdżę. Wtedy wy wyciągniecie z dzbanów płaszcze i włożycie je na siebie, kiedy znowu zagwiżdżę, hurmem wtargniecie do jaskini i każdy z was chwyci czarownicę i podniesie. Z czarownikami bowiem rzecz ma się tak: oderwani od ziemi, tracą swoją moc.

Kiedy znaleźli się w pobliżu jaskini, rabi Szymon ben Szatach owinął się płaszczem i zapukawszy w drzwi prowadzące do jaskini, zawołał:

— Ojim! Ojim!52 otwórzcie, jam jeden z waszych.

Czarownice otworzyły przed nim drzwi i wpuściły go do środka. Na dworze padał deszcz, a płaszcz rabiego Szymona był suchy. Zdziwione zapytały go:

— Jak to się stało, że nie zmokłeś od padającego deszczu?

— Przedzierałem się między padającymi kroplami.

— Po co tu przyszedłeś?

— Żeby się od was czegoś nauczyć i was czegoś nauczyć. Niech każda z was pokaże, co potrafi.

Pierwsza czarownica wypowiedziała jakieś zaklęcie i w mig pojawił się bochenek srebrnego chleba. Druga wymówiła inne zaklęcie i zaraz pojawił się kawał żelaznego mięsa. Trzecia wywołała złote wino. Czwarta miedzianą zupę.

— Widzisz — powiedziała do niego czarownica wyglądająca na przywódczynię — jaką wspaniałą ucztę przygotowałyśmy na twoją cześć. Teraz przyszła kolej na ciebie. Pokaż, co potrafisz!

— Dobrze! Zagwiżdżę dwa razy i zobaczycie, jak pojawi się w jaskini osiemdziesięciu przystojnych, smukłych, zgrabnych młodzieńców, ubranych w suche płaszcze. Jaskinia natychmiast się ożywi i zapanuje w niej radość.

I rabi Szymon gwizdnął dwa razy. Po pierwszym gwizdku młodzieńcy wyjęli z dzbanów płaszcze i owinęli się nimi. Po drugim gwiździe hurmem wtargnęli do jaskini.

Wtedy rabi Szymon wydał im polecenie:

— Niech każdy z was wybierze sobie partnerkę spośród tych kobiet.

Młodzieńcy w mig wykonali polecenie rabiego. Każdy pochwycił jedną czarownicę i uniósłszy ją w górę, oderwał od ziemi. Nagle wszystkie czarownice jakby zawisły w powietrzu.

— A teraz — zwrócił się rabi Szymon do czarownicy, która wyczarowała srebrny chleb — pokaż mi znowu tę samą sztuczkę.

Tego, rzecz oczywista, czarownica nie potrafiła. Wtedy rabi Szymon zawołał do młodzieńca, który ją pochwycił:

— Wynieś ją i powieś na drzewie.

Młodzieniec wykonał polecenie rabiego. Wtedy rabi Szymon polecił czarownicy, która wyczarowała złote wino, żeby powtórzyła to jeszcze raz. Rzecz zrozumiała, że nie była w stanie tego wykonać. Wtedy rabi powiedział do młodzieńca, który ją pochwycił:

— Wynieś ją i powieś na drzewie.

W ten sposób powieszono wszystkie osiemdziesiąt czarownic.

Choni Hameagel i jego wnuki