Jedne usta

— Gdybym był wśród stojących na górze Synaj — powiedział rabi Szymon bar Jochaj — tobym poprosił Boga o to, żeby stworzył człowieka o dwóch ustach. Jedne do nieustannego uczenia się Tory, a drugie do zwykłych czynności.

Szybko się jednak rozmyślił i oświadczył:

— Patrząc na to z drugiej strony, może dobrze się właściwie stało tak, jak jest. Jeśli przy jednych ustach szerzy się dzisiaj tyle donosicielstwa i tyle oszczerstw, to jakby to wyglądało, gdyby człowiek miał dwie pary ust?

Pewnego razu rabi Jehuda, rabi Josij i rabi Szymon, członkowie bractwa, zwani chewerim, siedzieli sobie i gwarzyli. Był z nimi także pewien mąż, zwany Jehudą ben Gerim97.

Tematem rozmowy była charakterystyka i ocena narodu rzymskiego.

Powiada rabi Jehuda:

— Ileż to pożytecznych rzeczy stworzyli Rzymianie. Urządzili targowiska, wybudowali piękne fora, świetne mosty i wspaniałe łaźnie.

Rabi Josij pilnie go wysłuchał, ale słowem się nie odezwał. Natomiast rabi Szymon żywo zareagował na jego wywody:

— Tak, to prawda, ale wszystko to zrobili dla własnej wygody i przyjemności. Rynki, zwane przez nich forami, zbudowali po to, żeby osiedlić tam ladacznice. Łaźnie dla zażywania w nich rozkoszy. Mosty, żeby ściągać podatek mostowy.

Co zrobił Jehuda ben Gerim, który przysłuchiwał się ich rozmowie?

Rozpowszechniał wszem wobec o tym, co powiedzieli chawerim o Rzymianach. Wkrótce doszło to do uszu władcy, który wydał taki wyrok:

— Rabiego Jehudę za to, że chwalił Rzym, wynagrodzić. Rabiego Josija za milczenie zesłać na prowincję do miasta Cypori. Rabiego Szymona za krytykę Rzymu, uznaną za równą bluźnierstwu, skazać na śmierć.

Dowiedziawszy się w porę o grożącej mu śmierci, rabi Szymon szybko schronił się wraz z synem w jakimś bet ha-midraszu. Żona jego cichaczem przynosiła im codziennie chleb i dzbanek wody. Bojąc się, że władze wkrótce wpadną na jego trop, rabi Szymon powiedział do syna, że muszą opuścić bet ha-midrasz.

— Trzeba się liczyć z tym, że wezmą moją żonę na spytki. Poddana torturom, mogłaby im ujawnić miejsce naszego ukrycia.

Szybko opuścili bet ha-midrasz i schronili się w jaskini. I oto zdarzył się cud, bo nagle w jaskini wyrosło drzewo chlebowe i ze skalistej ściany wytrysnęła woda. Przez cały dzień, nieubrani, siedzieli w jaskini i studiowali Torę. Tylko do odprawiania modlitwy wdziewali szaty. Postępowali w ten sposób, aby nie niszczyć ubrań.

W jaskini przeżyli dwanaście lat. Pewnego dnia w wejściu do jaskini stanął prorok Eliasz, który gromkim głosem zawołał:

— Kto zawiadomi Szymona ben Jochaja, że cesarz umarł i jego wyrok został unieważniony?

Usłyszawszy to, Szymon ben Jochaj i jego syn w mig opuścili jaskinię. Rozejrzawszy się po okolicy, zauważyli rolników, który orali i siali w polu. Zgorszony tym, co zobaczył, rabi Szymon gniewnie zawołał:

— Odkładają na bok życie wieczne98 i zajmują się doczesnym.

A wtedy wszystko, na co spojrzał, stanęło w płomieniach. I rozległ się głos z nieba:

— Czy po to wyszliście z jaskini, żeby zniszczyć stworzony przeze mnie świat? Precz! Z powrotem do jaskini.

Wrócili do swojej jaskini i spędzili w niej jeszcze dwanaście miesięcy.

Zaczęli się skarżyć:

— Nawet złoczyńcy przebywają w piekle nie dłużej niż dwanaście miesięcy.

Wtedy znowu rozległ się głos z nieba:

— Możecie opuścić jaskinię.

Wyszli obaj z jaskini. Tym razem rabi Szymon łagodził gniewne słowa syna, który dalej chciał niszczyć to, co nie miało związku z nauczaniem Tory99.

— Synu mój — powiedział rabi Szymon. — Wystarczy, że ja i ty zajmujemy się Torą.

Był wieczór poprzedzający nadejście soboty. Idąc ulicami miasta, zauważyli biegnącego starszego Żyda, który niósł w ręku dwie wiązki mirtu.

— Starcze, po co ci dwie wiązki — zapytali.

— Ku czci soboty.

— Nie wystarczy ci jedna?

— Nie. Jedna wiązka dla słowa „zachor”100, a druga dla słowa „szmor”101.

Zwracając się do syna, rabi Szymon powiedział:

— Widzisz, jak micwa jest miła Żydom.

I obaj odczuli w sercu przypływ błogości.

Kiedy rabi Pinchas ben Jair, zięć rabiego Szymona, dowiedział się o powrocie teścia, wyszedł mu na spotkanie: przywitawszy się z nim, zaprowadził go do termy w Tyberiadzie. Tam go wykąpał, umył, oczyścił i wytarł ręcznikiem. Na widok ran na ciele teścia wybuchnął płaczem. Spływające z oczu łzy spadały na nie zabliźnione jeszcze rany i rabi Szymon poczuł tak piekący ból, że zaczął krzyczeć wniebogłosy.

Przejęty współczuciem do cierpiącego teścia rabi Pinchas westchnął i powiedział:

— Biada mi, że cię widzę w takim stanie.

— Dobrze, że mnie widzisz w takim właśnie stanie. Gdybyś mnie nie zobaczył takim, jakim w tej chwili jestem, tobym nie był tym, kim jestem.

Po tym, jak lecznicze kąpiele poprawiły stan zdrowia rabiego Szymona, ten zaczął się zastanawiać, w jaki sposób powinien odwdzięczyć się Tyberiadzie. Pytał spotkanych mieszkańców, w czym mógłby być pożyteczny dla miasta.

I tak dowiedział się, że w rynku jest miejsce nieczyste102. Cierpią na tym kapłani, którzy muszą omijać ten kąt i nakładać drogi. Nie przestaje więc wypytywać ludzi o starca, który by mógł pamiętać, czy plac ten nie był kiedyś uznany za nieczysty?

I znalazł się jeden, który oświadczył, że w tym miejscu rabi Jochanen ben Zokaj ścinał kiedyś łupiny z terumy103. Usłyszawszy to, rabi Szymon zaczął badać ziemię w tym miejscu. Tam gdzie była twarda, uznał ją za czystą, tam zaś gdzie była miękka, uznał ją za nieczystą. W taki sposób oczyścił wiele miejsc w rynku, przez które kapłani mogli już swobodnie przechodzić.

Starzec potem dodał:

— Ben Jochaj doprowadził do czystości miejsce, na którym przedtem był cmentarz.

Słysząc to, rabi Szymon się rozgniewał i powiedział:

— Gdybyś nie był z nami albo gdybyś nawet był z nami i nie zgodził się z nami, miałbyś prawo tak twierdzić, ale teraz, kiedy byłeś z nami i zgodziłeś się z nami, ludzie powiedzą: „Nawet rozpustne kobiety nawzajem się upiększają. Cóż dopiero uczeni”. I powiedziawszy to, przeszył go takim wzrokiem, że ten natychmiast umarł.

Pewien Samarytanin, który był świadkiem tego, czego dokonał rabi Szymon w Tyberiadzie, postanowił z niego zakpić. Ruszył głową: „Co by to wymyślić, żeby tego starszego, poważanego przez Żydów rabiego wystawić na pośmiewisko”. Wpadł na pomysł: przywlókł na rynek trupa i pochował go w miejscu, które poprzednio oczyścił rabi Szymon, po czym podszedł do niego i drwiąco zapytał:

— Czy oczyściłeś już to miejsce?

— Tak — odpowiedział rabi Szymon.

— A co będzie, jeśli ci pokażę, że tam zostały jeszcze trupy?

— Pokaż!

Samarytanin zaprowadził go do miejsca, w którym leżał trup. Rabi Szymon w mig zrozumiał, że Samarytanin użył fortelu i natychmiast oświadczył donośnym głosem:

— Rozkazuję, żeby ten, który jest na górze, spadł do dołu, a ten, który jest w dole, wzniósł się w górę104.

I jak powiedział, tak się stało.

Potem rabi Szymon spotkał w rynku Jehudę ben Gerima. Na jego widok zawołał:

— Co? Ten osobnik jeszcze żyje na tym świecie?

I przeszywszy go gniewnym wzrokiem, zamienił w kupę kości.