Unieważniony dekret

Rząd rzymski wydał pewnego razu dekret zabraniający Żydom świętowania soboty i rytualnego obrzezywania chłopców.

Rabi Reuwen ben Istrobli ostrzygł się, ubrał i uczesał na wzór Rzymian i wszedł w towarzystwo bogatych miejscowych patrycjuszy.

Przy jakiejś okazji wszczął z nimi rozmowę na temat Żydów. Zadał im pytanie:

— Jak sądzicie, czy wrogowi można życzyć, żeby jeszcze bardziej się wzbogacił, czy też należy mu życzyć, żeby zbiedniał?

— Jasne, żeby zbiedniał!

— Skoro tak uważacie, to należy Żydom zabronić pracować w sobotę. Wtedy zarobią mniej.

— Masz rację — odpowiedzieli mu chórem Rzymianie.

— A jak myślicie — zapytał ich znów — czy wrogowi należy życzyć, żeby rósł w siłę, czy też, żeby słabnął?

— Oczywiście, żeby słabnął!

— W takim razie niech obrzezają swoich chłopców. Przez taką operację tracą siłę. Stają się słabsi.

— Słusznie mówisz — oświadczyli patrycjusze.

Zaraz po tej rozmowie spowodowali unieważnienie antyżydowskiego dekretu.

Radość Żydów trwała jednak krótko. Kiedy dowiedzieli się, że ich rozmówcą był Żyd, postarali się o przywrócenie dekretu, co też się stało.

Zebrali się Żydzi na naradę. Zastanawiali się, kogo by tu znowu wydelegować do Rzymu, żeby spowodował odwołanie dekretu. Po dłuższej dyskusji stanęło na tym, żeby posłać tam rabiego Szymona bar Jochaja, który już nieraz spotykał się z cudami. Jako towarzysza podróży przydzielili mu rabiego Elazara ben Josiego.

W drodze do Rzymu napotkali diabła, znanego ze sztuczek błazeńskich Ben Temaliona, który z miejsca oświadczył, iż gotów jest pójść z nimi, bo dzięki niemu pomyślnie załatwią sprawę.

Usłyszawszy propozycję diabła, rabi Szymon się rozpłakał i zawołał:

— Służąca naszego praojca Abrahama zasłużyła u Boga na to, że na swojej drodze spotkała anioła. Ja natomiast nie miałem szczęścia spotkać anioła. Nie pozostaje nic innego, jak tylko zdać się na cud, korzystając z byle jakiego pośrednika.

Diabeł Ben Temalion ruszył z impetem naprzód i pierwszy dotarł do cesarskiego pałacu. Tu wstąpił w ciało córki cesarza, która od tego ciężko zaniemogła. Zwołano lekarzy, ale żaden nie był w stanie postawić diagnozy. Kiedy rabi Szymon przybył do pałacu, z miejsca zabrał się do wypędzenia dybuka z ciała cesarzówny. Wyprosił wszystkich z pokoju chorej i kiedy zostali sam na sam, zawołał:

— Ben Temalionie, Ben Temalionie, wyjdź natychmiast!

Ten, usłyszawszy głos rabiego Szymona, opuścił ciało cesarzówny, która natychmiast wyzdrowiała.

— Czym mogę ci się odwdzięczyć? — zapytał go cesarz. — Powiedz, a dostaniesz wszystko, czego zażądasz. Wejdź ze mną do skarbca i wybierz sobie, ile tylko chcesz złota, srebra i klejnotów.

Wszedł rabi Szymon z cesarzem do skarbca, a tam leżał wśród innych papierów także pergamin, na którym napisany był nieszczęsny dla Żydów dekret. Na oczach obecnych cesarz podarł go.