Promienista korona
Pewien bardzo bogaty i namiętny mąż imieniem Natan tak się zakochał w cudzej, znanej z urody żonie, o imieniu Chana, że ciężko się rozchorował. Życie mu całkiem obrzydło. Wszystko przestało go interesować. Lekarze orzekli, że jeśli nie zdobędzie tej kobiety, niechybnie umrze.
Traf chciał, że mąż Chany wpadł w pieniężne tarapaty. Nie był w stanie spłacić zaciągniętych długów. Wierzyciele podali go do sądu, a sędzia wpakował go do więzienia. Żona, skazana na własne utrzymanie, poszła do pracy. Pracowała ponad siły. W dzień i w nocy zajęta była przędzeniem i tkaniem. Za ciężko zarobione pieniądze kupowała jedzenie i zawoziła je mężowi do więzienia.
W końcu miał dość więziennego życia. Pewnego dnia, kiedy przyszła jak zwykle z jedzeniem, rzekł do niej:
— Musisz mnie za wszelką cenę stąd wydostać. Już dłużej nie wytrzymam.
— Skąd ja ci wezmę pieniądze? To musi dużo kosztować — zawołała zrozpaczona żona. — To, co zarabiam, ledwo starczy na jedzenie dla ciebie.
— Pójdź do bogatego Natana i poproś go o pożyczkę.
— Co ty wygadujesz? Ja mam pójść do Natana? Czyżbyś nie wiedział, że on się we mnie na zabój zakochał? Codziennie przysyła do mnie posłańców z pieniędzmi, a ja ich z kwitkiem odprawiam. Chcesz, żebym się udała do niego prosić o pieniądze? Chyba oszalałeś!
Mocno wzburzona taką propozycją wróciła do domu i z wielkiego żalu do męża przez trzy dni nie zanosiła mu jedzenia.
Czwartego dnia, kiedy gniew jej ostygł, poszła do więzienia. Zastała męża w stanie godnym pożałowania. Był chory. Ledwo żył. Przywitał ją jadowitym szeptem i złym wzrokiem:
— Oby Bóg się za mną ujął, bo ty, jak widzę, chciałabyś, żebym tu, w więzieniu, skonał. Wtedy będziesz mogła urzeczywistnić swoje pragnienia i wyjść za mąż za Natana.
Zabolały ją słowa męża.
— Skora jestem spełnić twoją wolę — rzekła. — Udam się do niego, ale najpierw rozwiedź się ze mną, żeby, broń Boże, nie doszło do wielkiego grzechu.
— Co ja słyszę? Miałem rację, twierdząc, że masz na niego chrapkę. Chcesz wyjść za niego za mąż.
— Oj biada mi, biada! Kto to słyszał, żeby mąż własną żonę posyłał do obcego mężczyzny i namawiał ją do grzechu z nim, byleby tylko on sam mógł opuścić więzienie.
— Idź już, idź! — zawołał mąż i odepchnął ją od siebie. — Zejdź mi z oczu! Niech się stanie wola Boga.
Zrozpaczona kobieta, pełna goryczy, wróciła do domu. Nie wiedziała, co z sobą począć. W końcu przemogła się i powodowana współczuciem do nieszczęśliwego męża postanowiła spełnić jego wolę.
Z ciężkim sercem udała się do domu Natana. W drodze szeptem modliła się do Boga.
— Panie świata, uchroń mnie! Obroń mnie! Spraw, żebym wróciła do domu czysta i nieskalana.
Wkrótce dotarła do pięknie rzeźbionych drzwi pałacu Natana. Natan leżał w łóżku, trawiony ciężkim smutkiem. Ostatnio cierpiał na melancholię. Nie przestawał myśleć o Chanie.
I oto stał się cud. Sługa melduje mu, że u drzwi stoi upragniona Chana. Natan nie mógł w to uwierzyć. Podniecony tą nowiną zawołał:
— Jeśli to prawda, to podaruję ci wolność.
Po chwili wpadła do jego pokoju służąca, wołając:
— Chana jest już na progu domu!
— I ty także jesteś wolna. Szybko wprowadź ją!
Chory Natan w mig ożywił się. W jego oczach pojawiły się błyski nadziei. Twarz promieniała szczęściem.
Chana weszła do pokoju. Stanąwszy na progu, wbiła wzrok w podłogę. Natan nie spuszczał z niej oka. Patrzył na nią spojrzeniem pełnym miłości.
— Kochana niewiasto — rzekł drżącym głosem — powiedz, co cię do mnie sprowadziło. Powiedz, czego pragniesz, a ja natychmiast spełnię każde twoje życzenie. Dla ciebie zrobię wszystko.
— Przyszłam do ciebie z prośbą o pożyczkę dla mego męża. Potrzebuję pieniędzy na wykupienie go z więzienia. Bóg cię za to wynagrodzi.
Natan natychmiast polecił słudze przynieść z kasy potrzebną sumę pieniędzy.
Kiedy zostali sami w pokoju, rzekł do niej:
— Ja spełniłem twoje życzenie, teraz kolej na ciebie. Zlituj się nade mną. Jestem chory z miłości do ciebie. Tylko ty jesteś w stanie przywrócić mi zdrowie i życie.
— Panie, jestem w twoich rękach. Możesz ze mną zrobić, co zechcesz, ale wiedz, że szczęście, które masz teraz okazję kupić, będzie krótkotrwałe. Dlatego proszę cię, żebyś mnie nie dotykał. Nie burz mego rodzinnego życia. Nie rób tego, czego byś później przez całe życie żałował. Jeśli pójdziesz za głosem rozsądku i odpędzisz od siebie Zły i Głupi Instynkt, dobrze na tym wyjdziesz.
Słowa Chany wywarły na nim wielkie wrażenie. Nagle bowiem zerwał się z łóżka i padłszy twarzą do podłogi, rozpłakał się i zawołał:
— Boże, użycz mi siły, żebym mógł pokonać Zły Instynkt. Pomóż mi zgasić płonący we mnie ogień namiętności.
I uspokojony trochę rzekł do Chany:
— Droga, pobożna Chano! Niech cię Bóg błogosławi. Uratowałaś mnie od złego. Twoje słowa uwolniły mnie od ciężkiej choroby. Możesz spokojnie wrócić do domu. Bądź szczęśliwa.
Uradowana i szczęśliwa Chana pobiegła do więzienia i wykupiła męża. Po drodze do domu opowiedziała mu o tym, co zaszło. Mąż nie przerywał jej. Słuchał w napięciu, ale w jego sercu utkwiła drzazga. Podejrzewał, że coś jednak musiało zajść między żoną i Natanem.
Traf chciał, że w jakiś czas po tym wydarzeniu rabi Akiwa, wyglądając przez okno na ulicę, zobaczył jeźdźca, którego głowa promieniała blaskiem słońca. Zapytał jednego ze swoich uczniów, kim jest ów jeździec.
— Ten jeździec? Nie wiesz? To przecież znany hultaj Natan.
— Powiedz, czy widzisz coś wokół jego głowy?
— Nie. Nic nie widzę.
— Przyprowadź go szybko do mnie!
Kiedy Natan stanął przed rabim Akiwą, ten rzekł do niego:
— Synu mój, zauważyłem, że twoją głowę otacza promienista korona. Świadczy to o tym, że zasłużyłeś na wieczny żywot na tamtym świecie. Powiedz mi, czego wielkiego dokonałeś w swoim życiu?
Opowiedział mu Natan o przygodzie z Chaną. Rabi Akiwa wysłuchał go uważnie. Wyrażając podziw dla jego wielkiej siły duchowej, dzięki której odniósł zwycięstwo nad Złym Instynktem, powiedział:
— Rzeczywiście dokonałeś wielkiego wyczynu. Wykazałeś się niezwykłym bohaterstwem. Nic przeto dziwnego, że Bóg opromienił twoją głowę tak pięknym blaskiem. Wyobraź sobie, jakie szczęście oczekuje cię w niebie na tamtym świecie. Radzę ci porzucić wszystkie interesy i zająć się nauką. Mój dom nauki stoi przed tobą otworem.
Natan posłuchał rady rabiego Akiwy i stał się jednym z jego umiłowanych uczniów. Nie minęło sporo czasu i Natan osiągnął w nauce ogromny sukces. W domu nauki przypadło mu miejsce obok rabiego Akiwy.
Pewnego dnia przeszedł obok domu nauki rabiego Akiwy mąż Chany. Zajrzał do wnętrza domu i ku swemu zdumieniu zauważył studiującego tam Natana. Jeszcze bardziej zdumiał się, widząc, na jakim miejscu siedzi. Zapytał jednego z uczniów, co to ma znaczyć. Ten opowiedział mu, jak się rzecz ma.
Teraz dopiero przekonał się, że Chana po uwolnieniu go z więzienia powiedziała mu prawdę. Uspokoił się. Z podejrżenia o zdradę żony nie pozostał najmniejszy ślad. Pełen szczęścia pobiegł do żony. Uściskawszy ją i pocałowawszy w głowę, powiedział:
— Wybacz mi za to, że cię podejrzewałem. Dopiero dzisiaj w domu nauki rabiego Akiwy dowiedziałem się całej prawdy. Gdybyś wiedziała, ile ja się przez cały czas nacierpiałem. Dziękuję Bogu, że zmiłował się nade mną i otworzył mi oczy.
Rabi Chanina bar Awin powiedział:
— Kto wpadł w rozpustę, tego ciało samoistnie zostaje przeżarte.
Grzeszne myśli są bardziej szkodliwe niż sam grzech.
Rabi Szymon ben Elazar powiada:
— Zły Instynkt należy odpychać lewą ręką, a przyciągać prawą174.