Raba bar Nachmani
Śmierć w lesie
Raba bar Nachmani był przełożonym jesziwy w dużym babilońskim mieście Pumpadita. Żydzi ze wszystkich okolicznych miast i miasteczek przybywali do Pumpadity, żeby słuchać jego sławnych kazań. Głównie dwa razy w roku w miesiącach Nisan i Tiszri, kiedy przed licznym tłumem wygłaszał mowę na temat przypadających w tym czasie ważnych świąt. Wpłynął do rządu rzymskiego donos na Rabę bar Nachmaniego, że ściągając na swoje kazania wielu Żydów wiosną i jesienią, pozbawia poborców podatków płatników, wskutek czego skarbiec cesarza na tym traci. Cesarz wydał rozkaz sprowadzenia do pałacu Rabę bar Nachmaniego. Ten, widząc, co mu grozi, uciekł. Przez jakiś czas błąkał się po przedmieściach Pumpadity. W końcu jednak postanowił wrócić do miasta. Traf chciał, że w zajeździe, do którego wstąpił, zatrzymał się także strażnik cesarza, który miał Rabę ująć i sprowadzić do cesarza. Strażnik siedział właśnie przy stoliku, na którym postawili mu dwie czarki wina. Strażnik wypił i od razu poczuł się źle. Ból wykrzywił mu twarz. Na ten widok właściciel zajazdu przeraził się. Strażnik był przecież specjalnym wysłannikiem samego cesarza. Co teraz będzie?
Widząc, że właściciel zajazdu drży ze strachu, Raba bar Nachmani poradził mu:
— Podaj mu jeszcze jedną czarkę wina, to przyjdzie do siebie.
Szybko podał strażnikowi trzecią czarkę wina i ten natychmiast wyzdrowiał. Podniósłszy się z krzesła, powiedział do właściciela zajazdu:
— Wiem, że człowiek, którego szukam, znajduje się w tym zajeździe.
Długo też nie szukał Raby, bo zajazd był nieduży i nie można było się skryć. Ująwszy Rabę, powiedział właścicielowi i gościom zajazdu, co zamierza zrobić:
— Za to, że wyleczyliście mnie, zostawię go u was i odejdę. Jeśli cesarz rozkaże mnie zabić, nie wydam go, ale jeśli wezmą mnie na tortury, nie wytrzymam i wydam go.
Zamknęli Rabę w pokoju i strażnik, zabrawszy klucz, udał się w drogę.
Tymczasem uwięziony Raba wzniósł modły do Boga i ściana pokoju się zawaliła. Raba natychmiast rzucił się do ucieczki. Niedaleko był las i Raba znalazł tam kryjówkę. Zmęczony biegiem usiadł na kłodzie po ściętej palmie i zabrał się do studiowania Tory. W tym samym czasie toczyła się gorąca dyskusja w niebiańskiej jesziwie. Tematem dyskusji był traktat Negaim. Rzecz odnosiła się do szkodliwych plag. Jedni twierdzili, że „czyste”, inni że „nieczyste”. Doszli wreszcie do wniosku, że trzeba zapytać o to najlepszego znawcę. A kto mógł nim być? Tylko Raba bar Nachmani. On zresztą zwykł był mawiać:
— W sprawach traktatów Negaim i Aholot, dotyczących „czystości” i „nieczystości”, ja jestem jedynym prawdziwym znawcą.
Rada w radę i posyłają na ziemię umyślnego, żeby sprowadził Rabę na tamten świat. Okazuje się jednak, że Anioł Śmierci nie ma do Raby dostępu, bo ten ani na chwilę nie przerywa studiowania Tory.
Tymczasem powiał wiatr i drzewa w lesie zaczęły szumieć. Pomyślał Raba, że do lasu wstąpił w pogoni za nim konny legion. Stanął przed dylematem: Jaką śmierć wybrać? Doszedł do wniosku, że lepiej mu będzie umrzeć z rąk Anioła Śmierci, niż wpaść w łapy cesarza.
Umierając, szeptał: „czyste”, „czyste”.
Rozległ się głos z nieba:
— Szczęśliwy jesteś, Rabo bar Nachmani, gdyż ciało twoje jest czyste i dusza opuściła je przy słowie „czyste”.
Z nieba spadła na Pumpeditę kartka pergaminu, na której było napisane: „Raba bar Nachmani został powołany do niebiańskiej jesziwy”.
Rabi Abijej i Raw oraz inni mędrcy zajęli się wyprawianiem należnego mu pogrzebu. Nie wiedzieli jednak, gdzie znajduje się jego ciało. Kiedy weszli do lasu, zauważyli, że nad pewnym miejscem stoją ptaki z rozpostartymi skrzydłami. Podeszli do nich i wtedy okazało się, że pod ich rozpostartymi skrzydłami leży ciało Raby bar Nachmaniego. Przez trzy dni i trzy noce ptaki odprawiały nad nieboszczykiem hesped126.
Tymczasem spadła z nieba następna kartka: „Tego, który odstąpi nieboszczyka, dotknie klątwa”.
Odprawili więc hesped przez siedem dni. Dopiero wtedy spadła z nieba kartka z napisem: „Możecie iść do domu”.
W dniu, w którym umarł Raba bar Nachmani, zerwała się tak wielka burza, że jadący na wielbłądzie Arab został siłą wiatru przerzucony wraz ze zwierzęciem na drugi brzeg rzeki.
Zdumiony tym Arab zapytał spotkanych ludzi, co mogło spowodować tak straszliwą burzę. Wyjaśnili mu, że to z powodu śmierci Raby bar Nachmaniego. Usłyszawszy to, Arab wzniósł oczy ku niebu i zawołał:
— Panie świata! Cały świat należy do ciebie i Raba bar Nachmani też należy do ciebie. Dlaczego więc chcesz zniszczyć cały świat?
I burza natychmiast ustała.