Widzący ślepiec

Raw Szeszet był ślepcem. Z tego powodu przez trzydzieści lat powtarzał z pamięci wszystko, czego się nauczył. Upewniony w tym, że niczego z pamięci nie uronił, zwykł chwytać się rygli drzwi i wisząc na nich, radośnie wykrzykiwać:

— Ciesz się duszo moja! Raduj i wesel! To dla ciebie uczyłem się Biblii! To dla ciebie uczyłem się Miszny!

Pewnego razu miał do miasta przybyć sam cesarz. Mieszkańcy wylegli na ulicę, żeby powitać dostojnego gościa. Wśród witających był także ślepy Szeszet. W pewnej chwili podszedł do niego członek jakiejś heretyckiej sekty i drwiącym głosem powiedział:

— Dzbany — do rzeki, ale skorupy rozbitego dzbana, dokąd?125

— Idź, a zobaczysz, że wiem więcej od ciebie — odpowiedział mu Raw Szeszet.

Na ulicy pojawił się pierwszy legion. Maszerował dziarsko. Z szumem i trzaskiem. Powiada do Szeszeta heretyk:

— Cesarz nadchodzi.

— Jeszcze nie — odpowiada Raw Szeszet.

Pomaszerował drugi legion i heretyk znowu powiada:

— Teraz już na pewno nadchodzi cesarz!

— Jeszcze nie.

Na ulicy zjawił się trzeci legion. Raw Szeszet zawołał:

— Teraz już nie ulega wątpliwości, że cesarz nadchodzi.

Pyta go heretyk:

— Skąd o tym wiesz?

— Królestwo ziemskie podobne jest do niebiańskiego. Jest bowiem napisane: „Nie z szumem nadchodzi Bóg, ale po szumie... bardzo cichy głos... i Bóg się odezwał”.

Kiedy cesarz podszedł blisko, Raw Szeszet pobłogosławił go.

Heretyk zapytał:

— Jak można błogosławić kogoś, kogo się nie widzi?

Raw Szeszet zmierzył go wtedy przenikliwym wzrokiem. Z jego oczu wyleciały iskry, które oślepiły heretyka na zawsze.