Rabi Pinchas ben Jair

Pewnego razu rabi Pinchas ben Jair wyruszył w drogę, żeby wykupić wziętych do niewoli Żydów. Długo szedł, aż dotarł do dużej i głębokiej rzeki Ninaj. Nie mogąc jej przebyć, zawołał:

— Ninaju! Ninaju! Rozstąp się i otwórz mi drogę. Muszę się dostać na drugi brzeg.

— Pinchasie! Pinchasie! — odpowiedziała mu rzeka — wiem, że masz spełnić wolę Stwórcy, ale ja też spełniam wolę Stwórcy. Ty albo ją spełnisz, albo nie, ja zaś z całą pewnością ją spełnię.

Rozzłościł się rabi Pinchas i zawołał:

— Jeśli natychmiast się nie rozstąpisz i nie otworzysz mi drogi na drugi brzeg, to sprawię, że twoim korytem nigdy już woda nie popłynie.

I woda w rzece od razu się rozstąpiła i rabi Pinchas pokonał ją suchą stopą. Tymczasem na brzegu pozostał człowiek dźwigający worek z pszenicą przeznaczoną do wypieku macy na zbliżające się święto Pesach.

Zobaczył to rabi Pinchas i zawołał z drugiego brzegu:

— Rzeko Ninaj, rozstąp się także przed nim. On spełnia boży nakaz.

I rzeka spełniła jego żądanie. I oto nagle wyłonił się trzeci człowiek z zamiarem przekroczenia rzeki. Był nim Arab, który przez cały czas, krocząc za nimi obydwoma, pozostał nieco w tyle. Rabi Pinchas wstawił się za nim u rzeki:

— Otwórz także przed nim drogę — zawołał. — On nam towarzyszył w drodze i powinnaś potraktować go tak samo, jak nas.

I rzeka rozstąpiła się, i Arab przeszedł na drugi brzeg.

Rabi Pinchas dotarł wreszcie do zajezdnego domu. Zatrzymał się w nim i poprosił gospodarza o nakarmienie osła. Kiedy podano osłowi do jedzenia niewymłócony jeszcze z kłosów jęczmień, ten nie chciał go nawet tknąć. Wymłócili więc kłosy, ale osioł nadal nie chciał jeść.

Przebadali i dokładnie przebrali jęczmień, żeby był czysty i jadalny, ale osioł mimo tych zabiegów nie chciał nawet spojrzeć na niego.

Zastanowił się rabi Pinchas nad przyczyną takiego zachowania osła i doszedł do wniosku, że być może nie odstawiono tu do Świątyni należnej dziesięciny.

Szybko odłożyli dla lewitów dziesiątą część ze zbioru jęczmienia i osioł natychmiast zabrał się do jedzenia.

Widząc to, rabi Pinchas oświadczył:

— Biedne zwierzę spełnia wolę Stwórcy, a wy mu podajecie do jedzenia jęczmień nie odpowiadający wymogom naszego prawodawstwa.

Kiedy rabi Jehuda Hanasi dowiedział się, że do miasta przybył rabi Pinchas ben Jair, wyszedł mu naprzeciw i powitawszy go, rzekł:

— Uczyń mi tę łaskę i przyjdź do mnie na obiad.

— Chętnie to uczynię — odpowiedział rabi Pinchas.

Twarz rabiego Jehudy promieniała radością. Widząc to, rabi Pinchas powiada do niego:

— Myślałeś, że mogę odmówić Żydowi i nie przyjąć jego zaproszenia na posiłek? Uchowaj Bóg! Żydzi są święci. Jeden Żyd chce i nie może, drugi może, ale nie chce. Ty zaś i chcesz, i możesz. Teraz jednak śpieszę wypełnić ważną micwę. Dlatego wstąpię do ciebie dopiero w drodze powrotnej.

Wracając tą samą drogą, rabi Pinchas wstąpił do domu rabie go Jehudy. Dochodząc do drzwi, zauważył, że stoją w nich białe muły110. Krzyknął z wrażenia:

— W tym domu gości Anioł Śmierci! Ja tu nie będę się posilał.

Usłyszał to rabi Jehuda i wyszedłszy do niego na dwór, oświadczył:

— Sprzedam te muły.

— Przed ślepcem nie rzuca się kłód111.

— Przepędzę je.

— Wtedy wyrządzisz jeszcze większą szkodę.

— Przetnę im żyły w nogach.

— Szkoda zwierząt. Należy im się miłosierdzie.

— To je zabiję.

— Wtedy naruszysz zakaz Tory, który mówi, iż nie wolno niszczyć wartościowych rzeczy.

Rabi Jehuda nie przestawał jednak zapraszać gościa do domu. Tak długo na niego nastawał, aż w pewnej chwili wyrosła między nimi wysoka góra.

Rabi Jehuda zareagował na to płaczem. Łamiącym się głosem zawołał:

— Jeśli Bóg czyni cuda cadykom za życia, to cóż dopiero po ich śmierci!