Sam wziął na siebie cierpienie

Rabi Elazar ben Szymon zetknął się kiedyś z urzędnikiem, który zajmował się śledzeniem złodziei. Zapytał go:

— W jaki sposób rozpoznajesz złodziei? Czy podobni są do dzikich zwierząt, które w dzień się ukrywają, a w nocy wychodzą na żer? Przecież możesz złapać i zamknąć porządnych ludzi.

— Nic na to nie poradzę. Wykonuję tylko rozkaz cesarza.

— Powiem ci, co masz zrobić. O czwartej rano masz wstępować do szynku i jeśli zobaczysz tam osobnika lekko drzemiącego nad szklanką wina, to sprawdź, co to za jeden. Jeśli to student, który wstał wcześnie, by się uczyć, albo robotnik śpieszący do pracy, to wiedz, że to porządni ludzie. Jeśli okaże się, że ten osobnik nie jest ani studentem, ani robotnikiem, to wsadź go do więzienia. To na pewno złodziej.

Słowa rabiego Elazara doszły do uszu cesarza, który natychmiast wydał rozkaz brzmiący nieco dziwnie:

— „Autor listu ma zostać listonoszem”106.

Wezwali rabiego Elazara i powierzono mu funkcje łapacza złodziei.

Na wieść o tym, rabi Jehoszua ben Korcha mocno się oburzył na Elazara.

— Ty, syn wina, jesteś teraz octem107. Jak długo będziesz przekazywał katom na śmierć synów naszego narodu. Narodu i umiłowanego przez Boga?

W odpowiedzi rabi Elazar oświadczył:

— Ja wymiatam ciernie z winnicy.

Wtedy rabi Jehoszua zareplikował:

— To należy do właściciela winnicy108. On wymiecie ciernie ze swojej winnicy.

Po jakimś czasie spotkał się rabi Elazar oko w oko z praczem, który z miejsca zaczął go besztać:

— Tyś ocet, syn wina.

Zamyślił się rabi Elazar:

— Skąd się bierze u człowieka tyle zuchwałości i bezczelności. Ten człowiek musi być przestępcą. I bez zwłoki rozkazuje swoim sługom wsadzić pracza do więzienia. Kiedy jednak jego gniew przeminął, starał się ze wszystkich sił go uwolnić. Władze rzymskie chętnie trzymały ludzi w więzieniu, niechętnie zaś z niego wypuszczały. Wszystkie jego zabiegi o uwolnienie pracza zawiodły. Z tego powodu rabi Elazar bardzo cierpiał. Wyraził to w następujących słowach:

— Kto swego języka pilnie strzeże,

ten od cierpień się ustrzeże.

Pracz został wyrokiem sądu powieszony. Przy szubienicy stał rabi Elazar i gorzko płakał. Przez głowę przeszła mu myśl:

— Kto wie, czy tym razem nie przeze mnie zginął niewinny człowiek?

Widząc, że rabi Elazar bardzo cierpi, ludzie znający miasto powiedzieli mu:

— Rabi, nie masz powodu czynić sobie wyrzutów. My znamy tego człowieka. To był przestępca.

Odetchnął rabi Elazar z ulgą i położywszy ręce na brzuchu, zawołał:

— Cieszcie się moje trzewia i radujcie! Jeśli wasze „wątpliwości” są tak mocne, jestem pewny, że robaki się do was nie dobiorą.

I mimo to do końca nie mógł się uspokoić. Wreszcie podali mu do wypicia środek nasenny, po czym położyli go na stole! w domu zbudowanym z marmuru i otworzyli mu brzuch.

Wycięli z niego całe zwały tłuszczu109, które wystawili na upalne słońce lipcowe. Mimo upału tłuszcz nie wydawał smrodliwego zapachu. Uspokojony po tym zabiegu, rabi Elazar wypowiedział słowa z Psalmów, które według niego mogły się odnosić do niego samego:

— „Także moje ciało spoczywać będzie w spokoju”.

Wkrótce okazało się, że do całkowitego spokoju było mu daleko. Skazał wtedy siebie na ciężkie cierpienie. Co noc kazał sobie podkładać sześćdziesiąt sztuk pościeli i ściągać z żył sześćdziesiąt szklanek krwi i ropy. Po tak wyczerpującym zabiegu żona podawała mu do jedzenia sześćdziesiąt różnych potraw, po których spożyciu powoli odzyskiwał siły. Do bet ha-midraszu nie pozwalała mu już chodzić, ponieważ obawiała się, że przebywający tam uczniowie mogą przysporzyć mu zmartwień.

Co noc przed zaśnięciem zwracał się do swoich cierpień tymi słowami:

— Bracia moi i przyjaciele, przyjdźcie do mnie!

Nad ranem zaś powiadał do nich:

— Teraz idźcie sobie!

Nie chciał, żeby cierpienia przeszkadzały mu w studiowaniu Tory. Któregoś dnia żona usłyszała jego słowa skierowane do cierpień. Zapłonęła gniewem i zaczęła robić mu wyrzuty:

— Więc to tak wygląda? Ty sam, z własnej woli wzywasz na siebie cierpienia? Mało ci, żeś przechorował pieniądze mego ojca?

I wyrzuciwszy z siebie te słowa oburzenia, zabrała dzieci i przeniosła się do domu swego ojca.

I oto w tym samym czasie zdarza się cud. Sześćdziesiąt statków płynie po morzu. Nagle zrywa się gwałtowna burza i wzburzone fale zaczynają miotać statkami. Jeszcze chwila i pójdą na dno. Przerażeni marynarze wznoszą modły o ratunek:

— Boże Elazara, odezwij się!

I morze w jednej chwili się uspokoiło. Zszedłszy szczęśliwie na ląd, marynarze i pasażerowie statków zanieśli rabiemu Elazarowi duży prezent. Niosło go sześćdziesięciu niewolników. Każdy niósł trzos wypełniony pieniędzmi. Oni też codziennie przygotowywali dla niego sześćdziesiąt różnych potraw.

Pewnego dnia przebywająca w domu ojca żona Elazara powiedziała do córki:

— Pójdź do domu i dowiedz się, jak ma się ojciec.

Kiedy córka zjawiła się w domu ojca, ten do niej rzekł:

— Wracaj do matki i powiedz jej, że jestem teraz bogatszy od jej ojca.

I mówiąc to zacytował werset z Przypowieści Salomona o dzielnej żonie, odnosząc to do siebie:

„Ona jest jak statki kupca

Z dalekich krajów otrzymują swój chleb”.

W następstwie dobrego odżywiania się chory rabi Elazar wkrótce wyzdrowiał i znowu zaczął chodzić do bet ha-midraszu, żona z dziećmi zaś wróciła do niego. Któregoś dnia przypadkiem obnażyło się ramię rabiego. Na widok pięknej, czystej skóry ramienia żona najpierw się uśmiechnęła, a potem rozpłakała. Uśmiechnęła się z radości i powiedziała:

— Szczęśliwa jestem, że zespoliłam się z ciałem tego sprawiedliwego męża.

I rozpłakawszy się, tak rzekła:

— Biada mi, że takie ciało pochłonie ziemia.

Przed śmiercią rabi Elazar powiedział do żony:

— Wiem, że mędrcy są na mnie oburzeni i boję się, że mogą mnie pochować bez należnego mi szacunku. Dlatego uważam, że lepiej będzie, jeśli złożysz moje martwe ciało na poddaszu. Nie powinnaś z tego powodu bać się mnie.

Po wielu latach, które upłynęły od śmierci rabiego Elazara, jego żona opowiedziała o leżącym na poddaszu ciele męża:

— Chyba ze dwadzieścia lat ciało mego męża leżało na poddaszu. Kiedy wchodziłam do tej izdebki, zwykłam była oglądać jego włosy na głowie. Zauważyłam, że kiedy jakiś włos wypadał, pojawiała się kropla krwi. Pewnego razu zobaczyłam, że z ucha wylazł mu robaczek. Okropnie się tym przejęłam. Zjawił mi się potem we śnie i powiedział: „Nie martw się. To nic strasznego. To się stało wskutek tego, że kiedyś moje uszy usłyszały, jak pewien mędrzec został obrażony i ja na to nie zareagowałem”.

Kiedy do jego domu przychodziło dwóch Żydów, żeby ich rozsądził, i stojąc w drzwiach, wygłaszali swoje racje, z poddasza rozlegał się głos rabiego Elazara:

— Ty, który nazywasz się tak i tak, nie masz racji, natomiast ty, zwany tak i tak, masz rację.

Pewnego dnia żona rabiego Elazara pokłóciła się z sąsiadką, która w ferworze sporu przeklęła ją tymi słowy: „Obyś skończyła jak twój mąż. Żebyś jak on nie została pochowana zgodnie z prawem Izraela!”.

Kiedy słowa sąsiadki doszły do uszu mędrców, ci uznali, iż dalej nie można już tolerować tego stanu rzeczy i że należy nieboszczyka Elazara pochować zgodnie z żydowskim rytuałem.

Krążą również wieści o tym, że ojciec rabiego Elazara, rabi Szymon, miał jakoby przyśnić się mędrcom, którym oświadczył:

— Macie mojego gołąbka i nie chcecie go do mnie przynieść.

Zebrali się mędrcy, by urządzić pogrzeb Elazara, ale spotkali się ze sprzeciwem mieszkańców Achbary, którzy twierdzili, iż w czasie kiedy ciało Elazara spoczywało na poddaszu domu, żadne dzikie zwierzę nie napadło na ich miasto.

Pewnego dnia mędrcy, korzystając z wigilii Jom Kipur i z tego, że mieszkańcy Achbary byli zajęci przygotowaniami do święta, wynajęli tragarzy, którzy zanieśli ciało rabiego Elazara do groty, gdzie spoczywał jego ojciec rabi Szymon. Podchodząc go groty, natknęli się na jadowitego węża, który nie wpuścił ich do środka. Mędrcy wznieśli wtedy okrzyk:

— Wężu! Wężu! Otwórz wejście i wpuść syna do ojca.

I wąż posłuchał ich i otworzył wejście do groty.