VIII. Klęska Hamana
„Owej nocy sen króla został zakłócony”. Właściwie nikt tej nocy nie zmrużył oka.
Estera zajęta była przygotowaniem uczty dla Achaszwerosza i Hamana, Mordechaj pościł i nie ustawał w modłach, Haman zaś krzątał się przy wznoszeniu szubienicy, na której zawisnąć miał Mordechaj.
Powiada wtedy Bóg do Anioła Snu:
— Moim dzieciom grozi straszne niebezpieczeństwo, a ten złoczyńca śpi sobie w najlepsze w łóżku. Idź i odpędź od niego sen.
Zstępuje Anioł Snu na ziemię i budzi Achaszwerosza. Potrząsa nim i apeluje do jego sumienia:
— Niewdzięczniku, idź i podziękuj twemu wybawcy.
— Co się dzieje — woła obudzony Achaszwerosz — Komu winienem wdzięczność?
I żeby sobie przypomnieć, każe przynieść Kronikę Wydarzeń. Królewski pisarz, syn Hamana, bierze Kronikę i zaczyna czytać. Dochodzi do wydarzenia, które opisuje, w jaki sposób Mordechaj uchronił Achaszwerosza przed spiskiem Bigtana i Teresza. Chcąc to zataić przed królem, przerzuca kartkę i zamierza dalej czytać. Kartka Kroniki z zapisem o spisku sama się jednak odwraca i staje przed oczyma czytającego. Ten znowu ją przewraca. Doprowadza do Achaszwerosza do wściekłości.
— Jak długo będziesz mi tu przewracał kartki? Czytaj po kolei.
— Nie mogę tego czytać — powiada syn Hamana.
I nagle słowa tekstu zaczynają same siebie odczytywać.
Kiedy Achaszwerosz usłyszał imię Mordechaj, uspokoił się. Zachciało mu się spać. Kiedy nad ranem zapadł w głęboki sen, ujrzał w nim stojącego nad sobą Hamana z mieczem w ręku, gotowego zadać cios. W tej samej chwili rozległo się pukanie do drzwi sypialni i Achaszwerosz obudził się. Przestraszony zawołał:
— Kto tam?
W odpowiedzi słyszy, że za drzwiami stoi Haman.
— Nie, to nie jest sen — pomyślał Achaszwerosz — To prawda.
I szybko pobiegł wpuścić Hamana.
Gdy tylko Haman się pokazał, król zapytał go:
— Co powinien uczynić władca, chcąc kogoś uszanować?
Usłyszawszy to pytanie, Haman od razu pomyślał, że chodzi o niego. W takim razie należy zażądać jak najwięcej.
— Królu mój i władco — rzekł Haman — powinieneś ubrać tego człowieka w królewskie szaty, posadzić na królewskiego rumaka i włożyć mu na głowę koronę królewską...
Achaszwerosz na dźwięk słowa „korona” zmienił się na twarzy. Po głowie przebiegła mu myśl:
— Oto rozwiązanie zagadki mego snu. Haman ma ochotę na moją koronę.
I hamując wzbierający w nim gniew, rozkazał:
— Biegnij szybko i uczyń tak z Mordechajem.
— Panie — zaczął bełkotać ze zdumienia Haman. — O jakiego Mordechaja chodzi?
— O tego Zyda, Mordechaja.
— Czy jeden Mordechaj znajduje się wśród Żydów?
— Chodzi mi o tego Mordechaja, który siedzi w bramie królewskiego pałacu.
— O tego Mordechaja? Czy nie za duży to dla niego honor? Myślę, że zadowoli się czymś znacznie mniejszym. Wystarczy podarować mu jakieś miasteczko albo rzekę.
Tego Achaszwerosz nie mógł już zdzierżyć i ryknął jak rozwścieczony lew:
— Masz wszystko wykonać co do joty! Tak, jak sam proponowałeś.
I zaraz wezwał Achaszwerosz Hatacha i Charbone, którym polecił dopilnować, żeby Haman nie zaniedbał najmniejszej rzeczy.
Haman stał jak wryty. Drżały mu ręce i nogi. Oczy wbił w podłogę. Świata wokół siebie nie widział. Nie wiedział, co się z nim dzieje. Zgięty w pół wszedł do skarbca królewskiego i wyjął królewskie szaty wraz z regaliami. Przybity i zmieszany wstąpił do stajni i wybrał najpiękniejszego konia, po czym zarzuciwszy na ramiona królewskie szaty, udał się do Mordechaja.
Mordechaj ujrzawszy z daleka Hamana z koniem, powiedział do swoich uczniów:
— Uciekajcie, dzieci. Ratujcie się. Złoczyńca zmierza do nas. Na to dzieci zgodnym chórem odpowiedziały:
— Nie rozstaniemy się z tobą. Razem żyliśmy i razem umrzemy.
Owinął się Mordechaj tałesem i zaczął wznosić modły do Boga.
Tymczasem Haman podszedł bliżej. Zatrzymał się i czekał, aż Mordechaj skończy się modlić. Gdy to nastąpiło, Haman zwrócił się do niego tymi słowy:
— Sprawiedliwy mężu, Mordechaju, potomku Abrahama, zrzuć z siebie worek i popiół, włóż szaty króla i wsiądź na jego konia.
Zgorzkniały Mordechaj, podejrzewając Hamana o podstęp, odparł:
— Złoczyńco, Hamanie, potomku Amaleka, poczekaj chwileczkę. Niech najpierw wypiję czarę goryczy. Potem możesz mnie zaprowadzić na szubienicę.
— Nie, cadyku Mordechaju. Od wieków przydarzają wam się wielkie cuda. Sam król przysłał mnie do ciebie. Chce cię ukoronować. Spełnij więc wolę króla, włóż na siebie królewską szatę i dosiądź królewskiego rumaka.
Zrozumiawszy, że doprawdy dokonał się cud Boży, Mordechaj powiada do Hamana:
— Popatrz na mnie, Hamanie. Wytarzany przecież jestem w popiele, wybrudzony i wysmarowany. Jak mogę w takim stanie włożyć królewską szatę. Najpierw muszę się należycie wymyć i ostrzyc.
Każe Haman sprowadzić łaziebnego i golibrodę, ale nie można ich znaleźć. Sam więc prowadzi Mordechaj a do łaźni. Zakasuje rękawy, napina mięśnie i zaczyna myć i namaszczać Mordechaja najlepszymi olejkami i wonnościami. Następnie posyła gońca do siebie do domu, żeby przyniósł nożyczki, po czym zabiera się do strzyżenia włosów Mordechaja.
Słyszy Mordechaj, jak Haman ciężko przy tym wzdycha, i pyta go, co oznaczać ma jego wzdychanie.
— Jak nie mam wzdychać, kiedy ja, premier rządu, Haman stałem się łaziebnym i golibrodą.
Na to powiada Mordechaj:
— Tak to się toczy na tym świecie. Pamiętam doskonale twego ojca. Był golibrodą we wsi jakieś dwadzieścia dwa lata temu. Zdaje mi się, że nożyczki, którymi mnie strzyżesz, od niego pochodzą.
Uporawszy się z myciem i strzyżeniem, Haman powiada do Mordechaja:
— A teraz wsiądź na konia.
— Stary jestem i osłabiony od poszczenia. Nie potrafię dosiąść konia.
Nie pozostało Hamanowi nic innego, jak tylko pochylić się i podstawić Mordechajowi grzbiet, żeby ten mógł najpierw stanąć na nim, a potem wspiąć się na konia.
Jedzie Mordechaj na koniu po ulicach miasta, a Haman idzie z przodu i, trzymając uzdę w rękach, woła głośno:
— Tak czyni król z człowiekiem, którego chce uszanować.
Z obu stron jeźdźca maszerowało dwadzieścia siedem tysięcy młodzieńców z dworu królewskiego. W prawej ręce nieśli złote puchary, a w lewej srebrne. Raz po raz wznosili okrzyki: „Tak czyni król z człowiekiem, którego chce uszanować!”.
Wszyscy mieszkańcy miasta wylegli na ulice z pochodniami w rękach. Zewsząd rozlegały się okrzyki i pieśni chwalące Mordechaja.
Stojąca w oknie córka Hamana na widok ojca w haniebnej dla niego sytuacji nie wytrzymała i wyskoczyła z najwyższego piętra, ponosząc śmierć na miejscu.
Tego dnia Haman wrócił do domu jako rzemieślnik, który opanował cztery profesje: łaziebnego, golibrody, koniuszego i herolda.