Ryba na święto

Rabbi Tanchuma828 opowiedział kiedyś taką historię.

W Rzymie mieszkał był pewien pobożny krawiec żydowski. W przeddzień Jom Kippur poszedł na targ, żeby kupić ryby. Tu zetknął się ze służącym naczelnika miasta, który również chciał kupić ryby. Kupiec miał jednak do sprzedania już tylko jedną rybę. Mając przed sobą dwóch klientów zaczął podbijać cenę. Postanowił sprzedać rybę temu, który więcej zapłaci. Obaj klienci zaczęli się licytować i wkrótce ryba osiągnęła cenę dwudziestu denarów829. Ostatecznie kupił ją krawiec. Kiedy nastała pora obiadu, naczelnik miasta zapytał służącego, dlaczego nie wykonał polecenia i nie kupił ryby.

— Panie mój — odpowiedział służący — nie będę kłamał. Zgodnie z twoją wolą poszedłem na targ, ale tam znalazłem w sklepie tylko jedną rybę. Wraz ze mną był też pewien Żyd, który również chciał ją kupić. Kupiec zaczął podbijać cenę. Doszła do dwudziestu denarów. Czyżbyś chciał, żebym wydał na jedną rybę tyle pieniędzy?

— Kim jest ten, który kupił?

— A taki sobie Żyd. Wygląda tak i tak.

Naczelnik miasta polecił odszukać i wezwać tego Żyda. Po krótkim czasie sprowadzono Żyda przed oblicze naczelnika miasta.

— Jak to jest — zapytał go naczelnik — że ty, biedny krawiec, mogłeś sobie pozwolić na kupno ryby za dwadzieścia denarów?

— My, Żydzi — odpowiedział krawiec — mamy jeden dzień, kiedy Bóg odpuszcza nam wszystkie grzechy popełnione w ciągu całego roku. Czy z tego powodu nie powinniśmy za wszelką cenę Go uczcić?

— Twoja odpowiedź przekonała mnie i dlatego nie ukarzę ciebie.

A Bóg wynagrodził biednego krawca za przestrzeganie święta. Kiedy jego żona rozcięła rybę, w jej wnętrzu znalazła drogocenną perłę, za którą rodzina krawca dostała tyle pieniędzy, że mogła spokojnie żyć do końca swoich dni.