Dobytek
To był twój wieczór, nieparzysty chłopcze. Maleją ci oczy z wieczornym
przypływem. Dawno oduczono mnie wyciągać ręce, więc kiedy wracam
do domu przypadkowym taksi, myślę o całowaniu, myślę o peronach,
na których moglibyśmy się żegnać, gdybyśmy jakimś cudem jednak się
spotkali.
Och, to nie przesada — czuję wolę bożą w te zorzyste noce. Lecz
w moim domu susza i zwiędłe paprotki, nikt tu nie zachodzi. Zamknąć
tu oczy znaczy patrzeć na łapki z soczystą słoniną, znaczy mierzyć się
z okazałym piętrem, znaczy rogowacieć. Mógłbyś wejść we mnie tak jak
w trzęsawisko.
Nieparzysty chłopcze, tuż za bzem na skwerze cała moja limfa;
całun z ust dobyty.
Sue Ryder9 od skweru
Sue Ryder — z nieszczęściem zetknęła się wcześnie,
kiedy razem z matką odwiedzała szpitale i ciężko
chorych.
www.dom-seniora.ovh.org
Bądź pozdrowiona Sue Ryder od skweru, na który nie mam okien.
Bądź pozdrowiona, bo nie chcę dziś wracać do siebie. Ty jesteś w śniegu,
a ja w obcej kuchni, moja droga Sue Ryder, na dzikim zachodzie.
Niedługo samo południe, więc się z tobą spotkam, spotkamy się Sue
Ryder, wezmę papierosy. Teraz paznokciem zrywam z parapetu lakier,
potem zrobię na odwrót — lubisz manicury?
Ja lubię, chociaż nie wypada, bo można by robić tyle ważkich rzeczy,
a tu róż biskupi pędzelkiem po płytce i trzeba uważać, bać się konsekwencji.
Czeka nas, kochana, cichy obłok w ziemi
— na skwer za przystankiem trzeba zapracować. Kochana Sue Ryder,
a nawet wtedy nie możesz być pewna, bo szalety przy nim zostaną
trójkątne — ktoś może znaleźć w googlach twoje brzydkie zdjęcie.
Bądź pozdrowiona, Sue Ryder, bezpańska kowbojko. Już wszędzie
nas nie ma — w kapownikach matek, w naszych własnych łóżkach, na
końcówkach nerwów wielonocnych wrogów, jednonocnych braci.
Już wszędzie nas nie ma, więc się nie rozglądaj,
moja smutna Sue Ryder,
nie ma gdzie się szukać.