Pieśń dziewiętnasta. Blu śpiewa dla dwuosobowej publiczności

Moje drogie plażowiczki, pozwólcie, proszę

że będę was zabawiał niczym przybłęda

olśniony znienacka waszą urodą i szykiem

Pachnące świętymi olejkami do opalania

leżycie tu razem, grając w dziwne scrabble

za pomocą słów, lecz już z ich spełnieniami

Obejmujecie fantazje, reakcje nieświadome

idee niesprawdzalne za pomocą grabek

swymi ramionami, obejmuje się razem

Będę was teraz przedrzeźniał i przezywał

Wasz publiczny autyzm jest uroczy, zaprawdę

a dialog dopiero zaczęty zaprasza mnie

Czy mogę dołączyć się do waszej gry w słówka?

Upijemy się znaczeniami każdej litery

jak chłodnym winem na plaży razem z butelki

Jesteście niczym morskie potwory

o ciekawej dla ewolucjonisty fizjologii dziwadeł

Wasze filozoficzne śpiewy uśpiły niejednego

Sen zachłannego podróżnika, niby to odkrywcy

który ze zdziwieniem roztrzaskiwał się o skały

otwardy brzeg z krzaczkami logicznymi w tle

malowanymi pośpiesznie na potrzeby scenografii

a potem nie mógł wykonywać już żadnej pracy

on tak by chciał być tylko filozofem, tylko

Wy jesteście jego dyskretnymi kusicielkami

przez wasze pirackie pieśni pachnące tytoniem

i morzem