Pieśń trzydziesta trzecia. Do następnego przejścia

Prześlizgnę się na brokacie piasku przeciągle

za pomocą jednego, mocno rozkraczonego

gestu tanecznego z akompaniamentem słów

dotrzeć do następnego chętnego z publiczności

wybranego, oderwanego od czynności ciała

Na palcu średnim mojej lewej stopy tańczyłem

Dawne wykonanie pozy łyżwiarki chińskiej

która wygnie się tak mocno, boleśnie dla was

chce być taka piękna i najwyżej oceniona

przez komisję, która nie lubi Chińczyków

Dawne konkursy odbijają się we wspomnieniu

lecz teraz mój najdrobniejszy ruch powieki

jest doceniony u napełnionych wszystkim

Mój taniec jest więc wolny od choreografii

Chybotliwe echo naśmiewa się ze wzorników

Płynę teraz na tafli wszystkiego najlepszego

Jestem wśród finalistów mistrzostw świata

Paraolimpiady dla nie do końca sprawnych

gdzie wszyscy dostaną swoje złote medale

za niedokładne wykonanie figur na lodzie

Pieśń trzydziesta czwarta. Blu spotyka czarną Bambolę6

Czy przy tobie jeszcze można coś skomleć?

Ty jesteś taką bambolą, z różnymi funkcjami

możesz mówić mama, możesz nawet sikać

Słodki wyraz twarzy, nadzwyczaj słodki

Gdybym był gwiazdą muzyki rozrywkowej

śpiewał co roku na festiwalu San Remo

gdzie podstarzali łysiejący, gdzie młode kicie

to bym wzruszał się infantylnie nad dolą lalki

made in Rwanda or Republic of China

Jak słodko można chrzanić i wzruszać się

Małe, czarne bambole z Afryki transportowane

Czyż moje wzruszenie nie jest śmieszne

jest kłamliwe, bo wymówione na głos?

Śpiewanie na głosy, teraz już tak potrafię

Czy tylko łzy wylewać do kwiatów ogrodowych

nad dolą światów trzecich i czwartych, i piątych

Popatrzmy na zdjęcia małych, głodnych ust

czarnych, małych gardeł ze strunami

na których grana jest bardzo dziwna melodia

Jakże straszliwe są te pęczki warzyw

te cenne darowizny, wypieprzone na boki

z nadmiaru, zbyt niskiej ceny rynkowej

Nie opłaca się ich przechowywać dłużej

w drewnianych skrzyniach płynących

Język jest bezużyteczny i pachnie tandetą

zakwiecone wersje opisujące czarną skórę

Ładne litery z motywami etnicznymi

informują, że jest to wersja second skin

Nawet jak się histerycznie bronisz chirurgią

staje mi wszystko w gardle i krztuszę się

i duszę, i wypluwam, i znów dławię się

ciemniejszą wersją kaszki manny na mleku

Chodź do mnie, moja mała dziewczynko

bawisz się teraz wiaderkiem na plaży

budując nieznane rzeźby minimalistyczne

Nie będę trzaskać twoim plastikowym ciałem

w kaloryfer, sprawdzając, czy jesteś odporna

jaki dźwięk dasz przy tym do akompaniamentu

Nie będę białym kolonizatorem gwałcącym czerń

Nie będę ci obgryzać paznokci nerwowo

ani też czesać twoich włosów w ciągłe dekoracje

Nie posadzę cię obok mnie, byś mi towarzyszyła

lecz ja przysiądę się do ciebie, ja będę twoją kukłą

dla ciebie choć przez chwilę, kukłą drugiego sortu

zakopaną tylko dla twojej zabawy w piachu

bym to Ja śmiesznie i litościwie wyglądał

Pieśń trzydziesta piąta. Bambola z funkcją śpiewania

Mam taką funkcję w sobie, mogę śpiewać

Funkcja niezwykle pożądana wśród was

kolekcjonerów pamiątek z dziwnych miejsc

Czarne wydłużone rzeźby z pseudohebanu

Udawanie materiałów, udawanie wzruszenia

z udawania ciebie i mnie, wiekuiste podróby

Jestem wieczną sierotą pozostawianą w przejściach

Czy ktoś mnie przygarnie ze względu na wygląd?

Mieszkałam w Kinoni, rodzice zginęli w walkach

Nikt nie znał ich z imienia, z nazwisk źle napisanych

Nikt mnie nie znał, leżałam jak porzucona zabawka

która pociesza wokół wszystkich swymi zdrobnieniami

bez tkanych białych kwiatków na bluzce

w ułożonych pęczkach, w pęczkach smażonych

bez żadnych wstążek na sukience, trzeba oszczędnie

Przy ulicy Pamiątkowej jest taki smutny plac zabaw

porozrzucane są tam deszczowe mioty dżdżownic

tak boleśnie czują wszystko w porach suchych

braki opiekunów do przytuleń, choć chwilowych

a ja żywiłam się zgniłymi bananami

więc nimi pachniałam doszczętnie

Mój głód był największy na świecie

Byłam głodna wszelkich bananowych eliksirów

radości i zapachów szczęścia, i najedzenia

Cała lepiłam się od słodkości porzucenia

od odwróconych spojrzeń w inne strony

dlatego przyczepiałam się do wielkich drzew

gdzie czułam się bezpieczna, gdzie duża mama

przyjaźnie częstowała mnie tłustym cieniem

zawsze nachylając się do mnie gościnnie