Dąb

Zaszumiało, zawrzało, a to właśnie z dąbrowy145

Wbiegł na chóry kościelne krzepki upiór dębowy

I poburzył organy rąk swych zmorą nie zmorą,

Jakby naraz go było wespół146 z gędźbą147 kilkoro.

Rozwiewała się, trzeszcząc, gałęzista czupryna,

I szerzyła się w oczach niewiadoma kraina,

A on piersi wszem dudom148 nastawił po rycersku,

A w organy od ściany uderzał po siekiersku!

Grajże, graju149, graj,

Dopomóż ci Maj,

Dopomóż ci miech, duda

I wszelaka ułuda!

Bił prawicą na lewo, a lewicą na prawo,

Pokrzyżował ryk z jękiem, a lamenty ze wrzawą,

Aż z tej dudy — marudy dobył dłonią sękatą

Pieśń od wnętrza zieloną, a po brzegach kwiaciatą.

Wyszli święci z obrazów, bo już mają we zwyku150,

Że się garną śmierciami do śpiewnego okrzyku.

I Bóg przybył skądinąd, niebywały w tej porze,

Niebywały, lecz cały zasłuchany! O, Boże!

Grajże, graju, graj,

Dopomóż ci Maj,

Dopomóż ci miech, duda

I wszelaka ułuda!

Grał ci drzewne obłędy, sen umarłej zieleni,

Rozpacz liści, porwanych wirem zimnych strumieni,

I grał marsze żałobne muchomorów, co kroczą

Jedną nogą donikąd, kiedy zgon swój zaoczą151.

I grał o tym, jak mszary152 jeno153 milczą a milczą,

Jak śmierć leśna śpi na wznak pod jagodą, pod wilczą154,

I jak rosa bez oczu swymi łzami się nęka,

I jak drzewo pod ziemią w nagły żal się rozklęka!

Grajże, graju, graj,

Dopomóż ci Maj,

Dopomóż ci miech, duda

I wszelaka ułuda!

A gdy śpiew mu uderzył durem155 leśnym do głowy,

Grał wszystkimi jarami156 wszystkie naraz parowy157!

Aż ten ołtarz zlękniony, gdzie wyzłota158 się święci,

Chciał już runąć na ziemię, lecz potłumił swe chęci.

A on wpodłuż159 organów, stare miażdżąc im koście160,

Porozpędzał swe dłonie, jak te nogi po moście,

I rozwiawszy tłum dźwięków po pieśniowym rozłogu161,

Wygrzmiał z miechów to wszystko, co las myśli o Bogu!

Grajże, graju, graj,

Dopomóż ci Maj,

Dopomóż ci miech, duda

I wszelaka ułuda!

Między Bogiem a grajem znikła inszość162 i przedział,

Skoro Bóg się o sobie snów dębowych dowiedział.

«Odkąd żyję na świecie, a wszak jestem wieczysty,

Nigdym dotąd nie słyszał163 takiego organisty!»

Grajek znawstwu bożemu na pamiątkę i chwałę

Porozbujał pieśń górą w dwa ruczaje164 niestałe,

Rozmurawił165 ją dołem, aż się kościół zielenił,

A cienistym przyśpiewem twarz słuchacza ocienił!

Grajże, graju, graj,

Dopomóż ci Maj,

Dopomóż ci miech, duda

I wszelaka ułuda!

I Bóg słuchał wzruszony, słuchał duszą bezkreśną166,

A w tej duszy mu było i ruczajno, i leśno,

I coś jeszcze miarkował167, i coś dumał na stronie,

I biegł żywcem do grajka, i wyciągał swe dłonie!

Święci, wiedząc, co czynią, w nagłej cudom podzięce

Poklękali radośnie, wziąwszy siebie za ręce,

Bo od kiedy świat światem, a śmierć jego obrębem,

Po raz pierwszy Bóg, płacząc, obejmował się z dębem!

Grajże, graju, graj,

Dopomóż ci Maj,

Dopomóż ci miech, duda

I wszelaka ułuda!