Dom spania

Śpię,

mieszkam w sobie. Trzoda

pilnuje się sama,

nie zapomina o mnie. Gdzieś, na zanikającej krawędzi

jakaś idea schodzi szlakiem

trawionej kromki chleba, przebija jeszcze

rytm niedawnej rozmowy, topnieje

resztka strachu w przykurczonym mięśniu. I cokolwiek jest,

jest oddzielone,

ale przenika mnie. Świat się usunął,

ja się usunęłam;

w tej rozrzedzonej, odradzającej przestrzeni

próbuje głosu kiełkujący chór.

Nie słyszę go. Śpię,

żyję

swobodnie.

1978