6 listopada, sobota
Legiony! Legiony! Polacy! Polacy!
Oto nowe nabytki języka urzędowego. Dawniej takich wyrazów na plakatach ulicznych nie widywaliśmy. Dzisiaj hojnie nimi szafuje dłoń kapryśnego losu Polski. To już i wódka niepotrzebna! Same te słowa upić mogą i oszołomić.
Ukazały się właśnie na rogach ulic białe plakaty „Polacy!” itd. A więc mamy oficjalne potwierdzenie pogłosek o wielkim przywileju. Komenda ma być polska, obyczaj wojskowy i obozowy polski itd. Podpisany jako naczelnik, organizator, niejakiś pan Mniejszaoto.
Możemy zatem na własną rękę, we własnych mundurach i pod własnym wodzem, zwalczać Legiony Polskie, sformowane w Galicji; te nazwano dla przyzwoitości wojskami pruskimi. Możemy współdziałać w wyparciu ich z ziemi polskiej.
Ale co to? Warszawa dostała napadu histerii? Nie jest oczarowana, zachwycona? Nieobliczalne miasto! Takie ponęty! Polska komenda, własne wyekwipowanie i tysiąc innych wdzięków — a Warszawa szemrać gotowa? Nie do pojęcia, nie do wiary! Na zebraniu w ratuszu, złożonym z osób tylko zaproszonych — a więc rzecz prosta nieupiększonym przez takich jak ja — przewodniczący, jakiś współheros organizatora, niesłychanie się zdziwił, gdy jeden z obecnych redaktorów zapytał o „mandat od społeczeństwa” do organizowania legionów. Odpowiedziano śmiałkowi: jeśli mu nie wystarcza to prawo, jakie uzyskano, i sam fakt, który się zaczął iścić — może sobie wyjść. Oponent wyszedł — ale z nim i trzy czwarte zgromadzenia...
Histeryczka znad Wisły miewa miesiące i lata zupełnego zaniku powonienia, ale miewa i chwile czucia przesubtelnego. Tak było właśnie tym razem. Coś nieprzyjemnego ją zaleciało — nikt nie wytłumaczy, co. Może się jej wydało, że pan Mniejszaoto jako osobistość całkiem nieznana mógł się wydawać mało zdolnym do naśladowania np. Napoleona i Dąbrowskiego. A może pomyślano sobie, że chociaż wprawdzie modnym jest uważać Mickiewicza za śmieszność Polski — to jednak nie powinien lżyć pamięci jego i jego legionów? A może o Legionie Mickiewiczowskim276 przypomniał niektórym Piłsudski i pięść ich złowrogo się zacisnęła, a oczy szukać zaczęły szpicruty277 na widok neopozytywisty, plwającego na ową dostojną i eposową kartę z dziejów Polski?
Jakkolwiek bądź, pan Mniejszaoto zaniechał swej ekspedycji karnej na Legiony Polskie, zwinął od razu chorągiew, przestał werbować zapaleńców, którzy może nawet nie słyszeli nigdy o Legionie Mickiewicza, w pismach ogłosił swą rezygnację na stanowisko zwyczajnego szeregowca, i balon pękł...
Twierdzą, że pana Mniejszaoto nawet poturbowano. O mężu publiczny a niewczesny, jakże mi ciebie żal!
A przecież ja osobiście zachowam dla niego pamięć przyjazną. Taka nicość, a tak wielką sprowadził zmianę w nastroju Warszawy! Prawda, że w tym mu świetnie dopomógł pan minister Kasso278 swym okólnikiem279, przekreślającym nowe prawo o szkołach prywatnych, i przywracającym język rosyjski w dawnym zakresie. Prawda, że pomogli mu także naczelnicy różnych zarządów kolejowych, którzy korzystając z zamętu, chyłkiem a nagle wprowadzili kilka kawałów rusyfikacyjnych z czasów przedrewolucyjnych — ale bądź co bądź naczelnik „Legionu” ma znaczną zasługę.
W rezultacie zaś ogólnym tych reform i innowacji, Warszawa do reszty zbaraniała. Wczoraj — onegdaj zaczęła nie wierzyć, dzisiaj jęknęła boleśnie, może nawet ryknęła wściekłością...
Mój przyjaciel Aureli Kos, z idiotycznym triumfem zaciera ręce...