VI

Myślałby kto, że wszystko bliskie dopełnienia,

A to zaledwo pierwsze wyzwolały brzmienia;

Lud, nawykły się karmić zewnętrzną kabałą,

Chce egipskiego cielca — rzeszy grube ciało

Tłoczy wewnętrzne słowo i znów zamieszanie.

Cóż dopiero... gdy szerzej obejrzysz się na nie!

Tam, na krańcach obszaru błogosławionego

Prometej ogień poniósł — dla kogo? Dla czego?

Co dnia bok mu rozdarli, a skoro mistrz słowa

Taki, jak Orfej... serce takie... taka głowa

I taka pieśń powstanie, to w jednej wieczerzy

Rozwarkoczonych kobiet, którym naród wierzy,

Zginie.

Solon, późniejszy, chóru nie zrozumie,

Teatru się ulęknie, mniej mądry, gdy w tłumie47,

A objawiciel Sparty uzna za stosowne

Czcić to, co energiczne, hańbić, co wymowne.

Fryg Ezop48 z obosieczną formą apologu

Zdałoby się, że wytrwa, bo chytry i w progu,

Ale i tego widzę, że na skały kraniec

Pcha rzesza parazytów49, pcha delficki taniec,

Aż wygiął się nad otchłań i stopę usunął:

Wzleciał spłoszony orzeł... bajkopisarz runął!