III

Inna część ogrodów Kleokarpa. Noc.

EGINEA

Zdawało mi się, że upadł kwiat granatu, ale to, widzę, upadł suchy liść...

Wydawało mi się, że gwiazda przeleciała zniecierpliwiona, ale to tylko świecący przemknął robaczek.

To, co jest na niebiosach, wydaje mi się jaśniejącym w przygodach rzeczy poziomych, gdy poziome odnosi się przed oczyma moimi na niebiosa. Ziemia i eter139 odcofnęłyż się ode mnie czyli140 mnie ogarniają wirem nieznanego szału?

Teraz, teraz sobie samej, niestety, ufać przestawam: potrąciłam-że kamyk okrągły stopą niepewną i drżącą?...

garnąc ręką ku ziemi

Ale owo i kwiatu pąk wilgotny, owo i uskrzydlający mnie dreszcz, co przenika zupełnie całość istoty, tętniąc silnie, rączo i równo, jakby odpowiadał z wnętrza człowieka akordowi, rozbrzmiewającemu na niebiesiech...

W rytmie cała się czuję, i oto już nie będę więcej omylona. To... on!

TYRTEJ

Zatrzymałaś mi dziś bicie serca dla upadku kamienia na ścieżki twoje, a wydało ci się grubiaństwem wszechprawo świata. Herkules boski byłżeby w sile docisnąć kwiatem wątłym na odległość tak wielką?... Niewiasto czarująca! Kamyk ten, w kwiecie uwikłany, to tajemnica święta rzeczywistości, to właśnie że jeden z najdroższych twojej płci klejnotów, to świat wasz... i to cię tylko obraziło! Zaiste, potrąciłaś się o świat cały gniewem twoim.

po chwili

„Tak jesteście wy wszystkie!” zwykłem był kiedyś mawiać, bluźnić; dzisiaj mówię: „Tak ty na jedną chwilkę chwili bywasz...”

Tak bywasz — mówię — i ty...

EGINEA

Więc dlatego, o Tyrte, omyliłam siostrę i dałam się sędziwemu ojcu omylić, aby pierwszym spotkania naszego słowem było nieporozumienie i tęsknota, do wyrzutu podobna? Dlaczegóż serce, oczekując, nie oczekuje nigdy według kształtu, w jakim rzeczy po sobie następują i zdarzają się?

TYRTEJ

To jest jeszcze owo ziarno kamyka, objęte purpurą granatowego kwiatu i nadające całości wagę konieczną...

Kwiat skoro na zamierzone upadnie miejsce, odtoczy się wraz141 kamyk okrągły...

A któryż go przechodzień nazajutrz pozna, lub z twardego czoła jego wyczytać potrafi, co ten kamień spokojny poczynał w nocy?

EGINEA

Idziesz za myślą twoją, Tyrte. Ja tu za sercem przyszłam.

TYRTEJ

podając jej rękę i ramię

Nie zbłądziłaś.

EGINEA

Oto mi powiedz raczej ty, co poczynałeś w dniu ubiegłym.

TYRTEJ

Dawałem życie, by wziąć żywot, a odbierałem co?...

Poglądałem na oblicza, żółte zazdrością, i musiałem przeto odgadywać wartość całości społeczeństwa, a tę odgadywać musząc, przynaglony byłem widzieć przyszłość, a przyszłość pojmując, wyniszczały mnie smutki, i myśliłem, żeby też coś robić, o co by mnie pod wieczór słodki głos zapytał: „Co dziś robiłeś?...”

I urwałem amarantowy pąk granatu, i oplatałem weń kamyk okrągły, i podniosłem ramię moje, patrząc w niebiosa, a zdawało mi się, że wybłyska gwiazda z eteru... I rzuciłem kamykiem w mirtowe przeddomie Eginei, popełniając nieznane dotąd grubiaństwo: samej ciężkości ciał dotkliwych!

To robiłem... i sporo innych rzeczy, ale wszystkie są smętne! Albowiem oblicze wielkie całych Aten, po pierwszy raz się ku mnie obróciwszy, po raz się ostatni obróciło. Żegnać mam? Witać? Nigdy nie dano mi swobody. A jednakowoż wszystko, i co krok, witać, witać muszę... U każdej z bram trzynastu, mogę być pewnym naprzód, że napotkam znajomości trzynaście, które mnie dziś poufnym raczą uśmiechem... Przy Ceramice142 wstrzymuje jeździec konia swego i, zeskakując lekko, pochyla się w objęcia moje: „Boski, miły Tyrteju!” — To Chariklesa syn (który mi urągał mało dni temu)...

W cieniach kolumn Wiktorji stoją zacne matrony i córy ich. Ta i owa rzuca mi różę białą, zapominając, do ila jest trudno kwiaty podejmować, skoro się kulawym przyszło na świat...

(Dni temu niewiele tak dobitnie piętnowały one moją ułomność!...)

Przed prytaneum143 uderza mnie w ramię mąż sędziwy, z wielkim pocztem idący (któregoże na życiu nie widziałem); nic nie rzekłszy, pośpiesza dalej z tajemniczym wyrazem spiskowego.

A około liceum! A przy teatrze! — Przy teatrze?... Dlaczegóż to wszystko nie przy teatrze jedynie?

U ostatniego wschodu świątyni Bachusowej przypada mi do kolan ogromny mąż i, obzierając się jak zbrodzień, szepce: „Do nas, do nas, osobo, przejrzana na niebiosach! Takiego to my, wielkoludy, wyglądamy...” To niejaki Carohaj, Scyta z narodu (który mnie nazywał ślepym i kulasem, gdy u jego Prostata uczyłem dzieci).

Piękne są Ateny! Święte miasto i umiejące, jak widzisz, dawać siłę wybranym synom swoim, dawać im siłę na wtóry dzień po usłyszeniu głosów bożych, gdy rozbrzmieją stanowczo nad człowiekiem, przez żywot jego cały pomiatanym... Gdyby można było dorzucić grochowymi ziarny do Olimpu144, przewotowałby145 może lud ateński wyroki i samego Apollina...

postępują razem; Tyrtej się zatrzymuje i poczyna z westchnieniem

Czemuż ich pieśni już tak mało pewna

Treść i skażonej całości?

Lutnie ich czemu z łomliwego drewna,

A nie ze słoniowej kości?

Ta ich łomliwość czemu jednak rzewna?

Spyta mnie serce, łzom żyzne:

Wygnana oto wdzięki swe królewna

Kryje w poziomą pstrociznę!

I ów, co boski duch na dziejów karty

Bierze, jak orzeł na skrzydła

Słońce, poeta czemuż nie pożarty

Przez lwy, lecz stłoczon od bydła?

Orfeusz146 czemu mógł piekielne larwy147

Zebrać na strunę, jak pyły,

I zatrząść nimi, nie zmieniając barwy

Słów, ni poniżając siły?...

Furiom wspaniałej nie zabijał ody

Na hekatombę piekielną,

Choć szedł po żonę urodziwą, młody,

Śmiertelny szedł po śmiertelną...

..............................

Gdy ty, co śladem tak zacnym ozutą

Nogę, jak w złotym koturnie,

Na popiół stawisz Erebu148, jak dłuto,

Miękkiej dające kształt urnie —

Choć bóg piekielny nie groźnym już bóstwem

Tobie, przed tobą zjednany:

I ty w purpurze (która jest ubóstwem) —

Ty, król, ty czemuś poddany?...

po chwili z rodzajem obłędu

Cedr nie ogrody, lecz pustynie rodzą:

Próżnia kołyską olbrzyma...

Eginej!... Wielcy poeci przychodzą,

Gdy poetów wielkich nie ma...

ciszej

Lecz dziejów karta ma niejedną stronę:

Jest słowo z brzmienia, jest z ducha,

I bywa z dachów poetom głoszone,

Co powiedział wieszcz do ucha.

EGINEA

Ścieżki już nie ma dalej... Pozwoliłam ci kroczyć na wolę niosącego cię zapędu, aż oto uwikłałeś całe czoło w gałęzie lauru.

odczepiając mu włosy z liścia

Zaiste, że poeci wielcy nazbyt długi po sobie przestanek zostawili...

TYRTEJ

Tak było zawsze, o Eginej. I to jest właśnie, co ci śpiewam. Posłuchaj jeszcze:

Cedr nie ogrody, lecz pustynie rodzą,

Próżnia kołyską olbrzyma;

Wielcy poeci dopiero przychodzą,

Kiedy ich nie ma!...


Popsowałaś mi całą piękność rymu i odczepiłaś mi z włosów wszystkie wawrzyny, pomiędzy które mnie chore oczy moje i brak ścieżki zaplątał. Och! nie tego, nie tego wyglądałem i upragniałem od kobiety...

A jednakże tobie powiadam, że nic bez ciebie...

Nic!... Nawet i sam delficki wyrok o mnie nie ma pełności swojej bez kobiety.

Co mówię ci, wielkie jest. Słuchaj!

przysiadają oboje w wybłęku mirtowym

Lacedemońskich stu mężów z rzędu celnego (który u nich „równymi” się zowie) widziałem dziś. Mało wyrażam, iż widziałem: bowiem dla mnie i ku mnie, i ku mnie, i rzec mógłbym, że po mnie zbiegli tu. Czyli z nimi mówiłem? Nie wiem, iż słowo Spartanów jest przestankiem mowy człowieczej.

A jakkolwiek przestanek ostatecznym nazwać się godzi całego tonu mowy wysłowieniem, nie przeto jednak opiewać nim nie można rzeczy potocznych dlatego, iż wzajemnie podawanym sobie i zamienianym być nie może.

Tę to jedyną treść pojąwszy w pierwszym zaraz zetknięciu się z lacedemońskimi posły, odgadnąłem nieledwie całość posłannictwa własnego i ozwałem się w sobie głosem ducha ku wyrokom delfickim, podziwiając boską onychże mądrość!...

A ozwawszy się duchem we wnętrzu siebie, przechodziłem w modlitwie przed szeregiem stu niemych piersi mężów niemych, uderzając tego i owego po kamiennym ramieniu i dając się im zrozumiewać niewysłowionym całego postanowienia mego wzięciem i mocą. Lecz, gdzie piersi dotknąłem i ilekroć u okolic serca zatrzymała się ta ręka moja, tylekroć zadzierzgałem nią o klamrę żelaznego upięcia, pod którym, powiadam ci, Eginej, że człowiecze nie bijało serce!

ciszej i tłumniej

Tajemnica to wielka... Przenika mnie zimno świętego dreszczu, gdy dobieram słów dość poufnych, ażeby ci oną wypowiedzieć, ale wypowiedzieć nieba mi każą. Słuchaj:

pochylając się ku jej skroni

Lud ten cały zżelaźniał... Już Likurgowego testamentu ostatnie słowo przyszło na świat w pokoleniu, zrobionym przez prawodawcę... Już skończyło się wszystko i bóg tam nic nie tworzy więcej... I już miejsca dlań nie ma, jak dla podrzutka albo dla nowonarodzonego niedołęgi, któremu też prawem śmierć zadają, nim wypełznie z kołyski. I oto przestanek lakoński stał się w lakońskich dziejach, tak, jak w języku ich!...

I posłany jestem ja, nim dla bogów ojca miejsce się znajdzie...

przerywa za znakiem Eginei

EGINEA

spostrzegając przerwę

To nic!... To tylko jedna wielka gwiazda spadła, lecz choć zapatrzyłam się w niebiosa, słucham a słucham. Mów!

TYRTEJ

Wielka jest to tajemnica, o Eginej, iż nie mogą być ludy zakochanego Pigmaliona rodzinami. O rzeźbiarzu tym wiesz z powieści świętych, iż rozpłomienił mu się w objęciach jego posąg kamienny i że takowy skoro za żonę pojął, miał z nią potomstwo. Synem łoża tego przecież był Pafus149!...

Nie przeraź się rzeczy słów moich, ani poglądaj w niebo, dopatrując czyli nie zadrżą gwiazdy, skoro ci powiem, że Pafusów takowych ludem Lacedemona dzisiaj jest.

Pigmalionem był stary Likurg i, z posągiem umiłowanej idei swojej tajemniczego uścisku dokonawszy, spłodził zastępy synów twardych, których goleń i czoło i najzacniejsze serca okolice przeświecają rzniętym marmurem. Gladiatorów to rzeczpospolita gimnazjalna150, której koniec zapowiedziany był na Delfach, ale oni już ani słów wyroczni, lubo o nich głoszącej, nie byli w stanie pojąć! Zaiste, rzekł Apollin, iż „dopóty Sparta trwać będzie, pokąd się Likurgowe prawa nie wyczerpną...”

Śmiech mnie bierze okropny, okropny śmiech. —

— Zaprawdę, że tak, tak jest — i tak stawa się... Kilkadziesiąt tysięcy zdrowych głazów, żelazem dobrze skwadrowanych i po jednej architekta myśli zastosowanych w przewidziany naprzód ogół, skończenie też swoje mają naprzód; a pomnikiem są póty, dopóki trwa budowniczego abrys151! Pierwej, potem i w przeciągu samegoż budowania... to są kamienie!

*

O historio, jeżeli ty byłaś kiedykolwiek?... O historio, patrz: Czy z tych to żywiołów powstała ta ateńska republika? Kodrus152 wielki, ostatni król, azali i dziś nie panuje nieobecnością wszechprzytomną153? On, szukając śmierci od dzid doryjskich, na które się królewskimi swoimi wparł piersiami; on, w sukmankę przebrany kmiecą; on, z tą umyślnie łomliwą kosą w ręku upadający, gdy zawołał: „Koniec królestwu ateńskiemu!” — czy rozumiesz, Eginej? — on kamieniem stał się węgielnym przeobrażenia ludu, i oto głęboka Aten żałoba rozrzewniła się po nim w republikę.

Nie nauczał on służby warsztatu jak rzemieślnik tępy i surowy, ale gestem jednym jako mistrz tworzył na wieki! Palec jego, wśród zamachów doryjskich i okrwawionych oręży podniesiony, blady palec jego pisał na niebie, a zatrzeć tego nikt połą płaszcza swojego nie potrafi, iż jest współboskie.

Królowanie takowe, o Eginej, obywatelstwem jest, aby się obywatelstwo wszelakie stało królestwem. Inaczej sędziwy począł sobie Likurg, wódz ćwiczonych od dziecka chłopiąt, marmurowych młodzieńców rzeźbiarz, mąż, który nie w boskiej sile przetwarzania, lecz w wierności swojemu własnemu zarysowi całą siłę stanu założył.

Współboskie poczęcie jest Kodrusa, jako owych, którzy z córami niebios wczasy swoje miewali, ale potomstwo Likurgowe jest ze współposągowego stadła przyszłe na świat i, dopóki kamienie zwyciężać mogą ludzi, póty zwycięży...

Lecz skoro już zwycięży i gdzie zwycięży, nie zostanie tam kamień na kamieniu...

nagle

To tam wszelako, o Eginej, tam iść mając, odkryte mi są ku poznaniu te straszne prawdy.

Jak ogromnej miłości potrzebować będę, jak ogromnej, sama odgadnij!

Dlatego to oprzyj białe ramię swoje na piersiach moich i zupełną daj folgę tak szlachetnej i całej serce potrzebie. Żadnej z córek ateńskich nie wzywał nikt świętszym uczucia gwałtem. I jeżeli nie pojmiesz mnie, i jeżeli ty jeszcze nie pojmiesz, to ani Aten nie będzie, iż nie było w nich jednej kobiety!

EGINEA

Słuchaj, Tyrte! Niech stanie tu przede mną teraz ojciec siwy, poprzedzony służbą z pochodniami i na walne idący posiedzenia; niech oświecą nas w głębokich oczach jego szerokie łuny od stóp do głów, — nas, tak uplatanych ku sobie ramionami; niech zaskoczą nas wszyscy domownicy: a głosem tym samym, bez ochwiania i jednego wydźwięku słów, rzeknę, w tę się pierś moją uderzając, iż cały areopag jest w tej chwili, cały areopag w tej tu niewieściej piersi jest! I, jeżeli boski duch na Delfach zagrzmiał imieniem twoim, to nie będzie mu kłamać córka ateńska. Bo zaprawdę powiadam tobie, Tyrte, że syn żaden wielkiej rzeczypospolitej zupełniejszą nie był od ciebie miłością ukochany. Lecz nie dzisiaj, nie teraz, nie o schyłku tej nocy podrzucisz mnie na konia swego i pomieszam te sploty moje z rozwianą grzywą. Wiatr nie ten, co się zrywa, ochładzać mi będzie skroń i łzę odgarnie...

Tyrte, ty mi pozostawisz w mieście ludzi swoich, i rącze konie, i pozostawisz mi dokoła twoją myśl, i serce twoje, i tę moc, z którą mogłabym dziś czoło w czoło napotkać olimpijską ojca powagę. Moc, co biorę od ciebie, a niezadługo potem przyzywam jej sama, po nazwisku wołać tej mocy nie umiejąc; z mocą tą czekać będę chwili, stanowczemu przedsięwzięciu odpowiedniej, i wypowiem sędziwemu ojcu mojemu, cokolwiek czuję. A jeżeli ojciec nie pojmie mnie, toć pojmą bogi; a jeżeli nie pojmie nikt, to pojmą rozkazy nasze, ludzie twoi, i rącze konie pojmą, wydążając po rosie nocnej, że przed nami tętni Zwycięstwo!

Tyrte, zdaje mi się, że wzrostem stałam ci się równą. Pojrzyj! Zdaje mi się, że i szerokością ramion moich stałam się na razie równą tobie — tak szeroko oddycham, szeroko tak, i pełno, i tak bezpiecznie...

TYRTEJ

To jest sen, o Eginej, który mnie się przedstawił nocy uprzedniej...

EGINEA

zawierając mu usta palcem

Iż w objęciu twoim wzrosłam cała i stałam się tobie równą, o Tyrte?

Nie mów dalej, nic dalej nie mów! To jest sen, który mnie się nocy uprzedniej przedstawił.

TYRTEJ

Śnimy razem! — Czuwajmyż razem! Żyjmy, i umierajmy, i odlatujmy razem w wiry niebieskie!

EGINEA

Bóg obwinął nas dwoje połą eterowego płaszcza swego, to i jakże cię opuścić potrafiłaby Cerery154 koryfea?... Niechaj niewolnice i niech dziewczyny barbarzyńskie zaprzedają miłości swoje za łan zboża, za parę złotych kolców155, lub za cokolwiekbądź z ziemskich drogości. Nie na takim to przemyśle wysnowały się dzieje tej ojczyzny, co podesłała nam pod nogi zwaliska Troi! I nie pod tym niebem, w które Helena poglądała, i nie przed tym nareszcie areopagity domem miejsce na kram północnych branek...

TYRTEJ

Miłość taka, o koryfeo, to Grecja cała — to wolność, to prawda i to świętość...

Dlatego, kiedy będę już wjeżdżał w miasto nieznane...

EGINEA

przerywając

I kiedy lacedemońskich dziewic chóry słać ci będą przed koniem pomost wawrzynów, Tyrte, pomnij, że będę z tobą...

TYRTEJ

Dlatego, kiedy walczyć mi przyjdzie bojem wewnętrznym i poglądać z twardej powózki na łamiące się fale ramion krwawych wśród zawichrzonego marszem piasku...

EGINEA

Ja z tobą będę...

TYRTEJ

Dlatego, kiedy osamotnieję przegraną bitwą i, tułając się, posłonię twarz moją do kałuży przydrożnej, ażeby się ręka napić wody...

EGINEA

Ja będę z tobą.