Czarna godzina Pajci Gotesman. Opowiadanie Chai Rybiarki
— Ach! — powiedziała pewnego razu Chaja Rybiarka, popijając gorącą kawę, którą poczęstowała ją nasza Chana. — Taka kawa to jest cymes! To jest lepsze od miodu, jak człowiek tak zmarznie! Ale... o czymś my to mówili?
— O czarnej godzinie.
— Więc panienka możesz mi wierzyć i możesz nie wierzyć, czarna godzina albo, jak to niektórzy mówią, „pech”, to nie jest wcale głupstwo! Niektóry człowiek ma już taką złą godzinę, że żeby był nie wiem jak bogaty i pochodził z wielkiej rodziny, i był taki uczony, żeby go cała gmina szanowała, to i tak mu się to wszystko na nic nie przyda.
Na przykład Pajcia Gotesman. Pierwsza familia w całym naszym miasteczku. A jaki sklep! Żebym ja miała tyle w całym majątku, co oni przez jeden dzień utargują! I co za żona! Jak ona robi kugiel! A jaka kupcowa! Powiadam panience, żeby mój Icek miał taką głowę do interesów jak ona! I — takie nieszczęście!
Panienka często mówi, że ja lubię stękać na złe czasy, ale ja panience coś powiem. Ile razy przypominam sobie historię Pajci Gotesman, tyle razy myślę: „Ty Chaja jesteś biedna i masz tyle kłopotów w głowie, ile włosów na głowie, ale wiesz co? Dziękuj Panu Bogu, że żyjesz sobie spokojnie i utargujesz na swój bochenek chleba i cztery cebule!”
— No więc, cóż za figla ta Chai „czarna godzina” spłatała tej biednej kobiecie?
— To samo.
— Co „to samo”?
— To, co panienka powiedziała.
— Ależ ja nic nie powiedziałam!
— Z przeproszeniem panienki, panienka powiedziała „tej biednej kobiecie”, tymczasem jaka to kobieta, kiedy to nie kobieta?!
— Jak to „nie kobieta”?! A cóż takiego?
— Nie kobieta, a mężczyzna. Pajcia albo Paje to jest u nas takie imię, co ono może być dla mężczyzny, a może być i dla kobiety. To on się nazywa Pajcia, jak na przykład panienki brat Aleksander.
— No to dlaczego Chaja mówiła, że Pajcia jest bogatą kupcową i robi taki doskonały kugiel?
— Nie Pajcia, a jego żona.
— Aha, rozumiem. Ale nie widzę jeszcze tej „czarnej godziny”?
— Czarna godzina to, proszę panienki, zaczęła się właśnie od ślubu.
— Przecież sama chwaliłaś jego żonę?
— Chwaliłam. Dlaczego nie miałam chwalić? Ale żona to jeszcze nie wszystko. Oprócz żony jest jeszcze mąż.
— Więc Pajcia jest złym mężem? No, ale w takim razie jest chyba sam winny, a nie żadna „czarna godzina”.
— Ajaj, jaka panienka jest prędka! Kto panience powiedział taką rzecz? Pajcia Gotesman wcale nie jest złym mężem! Dlaczego on ma być złym mężem? Taki nabożny kupiec! Taka szanowna osoba!
— Więc?
— Czy panienka zna Moszka Rozenfelda?
— Żałuję, ale nie mam przyjemności.
— Ma panienka czego żałować! Wielka mi przyjemność! Żeby moi wrogowie mieli takie przyjemności! Taki paskudnik, pijanica, łobuz! Taki łapserdak!
— No dobrze, ale co ten Rozenfeld ma wspólnego z Pajcią Gotesman?
— Co on ma wspólnego? On ma dużo wspólnego — on jest właśnie mężem Pajci Gotesman.
— Co takiego?! Jak to mężem?! Niech się Chaja zastanowi, co Chaja mówi?! Przecież przed chwilą objaśniała mi Chaja, że Pajcia jest mężczyzną. Mówiła mi, że jest bogatym i szanownym kupcem i że ma żonę, a teraz znowu mówi, że jest on żoną jakiegoś Rozenfelda?!
— Nu, ja mówiłam. Czy ja powiadam, że ja nie mówiłam, kiedy to wszystko jest rzetelna prawda!
— Nic nie rozumiem!
— Zaraz panienka zrozumie. Tylko ja muszę zacząć od początku. Kiedy Pajcia się urodził, to jego matka była bardzo chora, a jego ojciec chodził przez to jak bez głowy. Więc on posłał na policję dziadka Pajci, który był bardzo stary i trochę głuchy i prawie wcale nie mówił po rosyjsku. To jak ten naczelnik usłyszał, że ten chłopiec nazywa się Pajcia, to on myślał, że ten chłopiec to jest dziewczynka, i tak go zapisał. W domu było wielkie zamieszanie i nikt tego nie zauważył. A i sam Pajcia nigdy do tego papieru nie zaglądał. Po co on miał zaglądać? On i tak wiedział (do stu lat), ile on ma lat i kiedy jemu pora się żenić. A do wojska to wtedy jedynaków nie zabierali.
Otóż, kiedy Pajcia miał już swój wiek, to jego rodzice postarali się dla niego o żonę z takiej samej dobrej i bogatej rodziny jak oni. I wszystko odbyło się jak należy u rabina, a potem zanieśli papiery na policję, żeby tam zrobili ten cywilny interes. I z tego właśnie wyszło całe nieszczęście. Bo trzeba panience wiedzieć, że tego samego dnia żenił się furman Rozenfeld. Z kim on się żenił? On się żenił z Rojzą, służącą od szynkarza — wielkie miszpuche88! I ten Rozenfeld też odniósł na policję swoje papiery.
A nastał właśnie do miasteczka nowy komisarz, straszny gwałtownik i pijanica. Ten dawny komisarz — on także lubił wypić. Każdy komisarz lubi wypić. Ale on nie ryczał na ludzi jak dziki zwierz. On znał wszystkich Żydków w całym miasteczku, on przychodził na szabasową rybę do bogatych kupców i wiedział, co się komu należy. Ten nowy, proszę panienki, to on nie znał nikogo i był już o szóstej rano pijany. Ja panience nie powiem mało, ja panience nie powiem dużo: On ożenił Pajcię Gotesman z Moszkiem Rozenfeldem!
— Coo? Jakim sposobem?
— Czy ja wiem, jakim sposobem? On coś zagubił, czy coś przekręcił w tych papierach, dość, że wyszło, że Pajcia Gotesman jest żoną furmana Rozenfelda. Taki bogaty kupiec żoną takiego łapserdaka! Ładny interes, co?!... I panienka jeszcze mówi cywilny ślub... Tfuu!
— No, ale przecież można było wyjaśnić, sprostować?
— Wyjaśnić... sprostować... Tak się panience zdaje! Pajci też się tak zdawało. Jak tylko się ta historia wydała, zabrał ze sobą Rozenfelda i poszedł do komisarza, żeby mu wytłumaczyć cały interes. On zaczął mu tłumaczyć, że on ma żonę i Rozenfeld ma żonę i że on nie może być żoną Rozenfelda, bo choć on jest niby kobietą, to on właściwie jest mężczyzną...
Ale myśli panienka, że on go wysłuchał ten komisarz? A jakże! On nie opowiedział jeszcze wszystkiego, a ten jak nie zerwie się, jak nie ryknie, że on sobie żarty z władzy stroi albo jest pijany! To powiadam panience, Pajcia, który jest bardzo delikatny na serce, o mało nie zemdlał ze strachu i szczęśliwy był, jak się już znalazł za drzwiami. Poszedł więc Pajcia z Rozenfeldem do starszego rewirowego, który był już dwadzieścia lat w miasteczku, po radę i zaprosił go do siebie na szabasówkę. Rewirowy przyszedł, wypił dwie butelki, wysłuchał całej historii, długo myślał, a później powiada tak:
— Wie pan co, panie Gotesman? Siedź pan cicho i bądź pan dalej żoną Rozenfelda, bo inaczej może być źle. Czy ja wiem? Mogą pana nawet powiesić!
— Powiesić. Dlaczego powiesić?! Za co powiesić?! Co ja jestem winny!
— Winny... niewinny... A dlaczego pan masz w metryce, że jesteś kobietą? Powiedzą, że to jakieś żydowskie krętactwo względem wojska. A przy tym pan się dwa razy ożeniłeś. To jest raz się pan ożeniłeś, a raz wyszedłeś za mąż. Pan myślisz, że to wolno?!
Biedny Pajcia aż pozieleniał, jak to usłyszał, i od tego czasu dał spokój wszelkim staraniom. Ale niech panienka posłucha dalej.
Po trzech dniach przychodzi do niego Rozenfeld, staje w drzwiach i powiada:
— Panie Gotesman, wiesz pan co? Daj mi dwadzieścia pięć rubli.
— Czyś ty oszalał, Rozenfeld? — pyta się go Pajcia. — Za co ja ci mam dać dwadzieścia pięć rubli?!
— Mnie się należy odszkodowanie.
— Za co odszkodowanie?! Jakie odszkodowanie?
— Za sklep.
— Za jaki sklep?
— Za pański sklep! Jeżeli ja jestem pańskim mężem, to pana sklep jest i mój sklep. A powiedz pan sam, co ja z niego mam za zysk, jeżeli pan zabierasz wszystkie pieniądze do kieszeni? Albo pan mi dasz dwadzieścia pięć rubli, albo ja już sobie poradzę!
Co miał robić, biedny Pajcia? On dał mu dwadzieścia pięć rubli.
Panienka myśli, że miał długo spokój? Gdzie tam! Ten łobuz, ten łajdak, zaczął do niego przychodzić co parę dni i był coraz bardziej hucpowaty. Z początku to on stawał w drzwiach, a potem to on wchodził do sklepu, a potem to on szedł sobie do mieszkania Pajci, rozwalał się na krześle i tak się z niego wyśmiewał:
— Ty, Pajcia! — powiada. — Czy zrobiłeś już dla swego męża szabasową rybę?
To mówię panience, Pajcia i jego żona aż płakali ze złości i ze wstydu. Aż w końcu odzywa się raz Pajcia do Rozenfelda:
— Słuchaj, Mojsie, dość tego! Ja ci dam dziesięć rubli, no niech będzie piętnaście rubli na miesiąc i siedź cicho! A jak nie, to wiesz, co zrobię?
— Ny, co ty zrobisz? (On już zawsze mówił do niego „ty”. Taki furman, taki łapserdak, do takiego kupca!).
— Ty mówisz, Mojsie, że jesteś moim mężem! Dobrze. Ale u nas jest przecie rozwód! Pójdziemy do rabina!
To ten paskudnik aż się za boki wziął ze śmiechu.
— Rozwód? Ja nie chcę rozwodu! Ty jesteś bardzo dobra żona, Pajcia, i ja ciebie bardzo kocham! A zresztą, spróbuj pójść do rabina, spróbuj. Co ty jemu powiesz? Ty jemu powiesz: „Rabi, ja chciałbym się rozwieść”? To rabin się zapyta: „Rozwieść z twoją żoną Chaną?”.
— Nie, z Mojsiem Rozenfeldem...!
— Ty jesteś bardzo szanowny kupiec, Pajcia, ale za takie kpiny rabin wyrzuci ciebie na zbity pysk!
Co miał zrobić biedny Pajcia? On sprzedał swój interes w naszym miasteczku i wyjechał z żoną (dzieci on nie miał) aż do Warszawy. To ten łobuz i tam się za nim wybierał, tylko że jak wracał pijany do domu, przejechały go konie i umarł.
— No więc wreszcie Pajcia uwolnił się od niego?
— Od takiego łapserdaka można się uwolnić!
— Jak to? Skoro umarł?
— Niech panienka posłucha tylko! W tydzień po śmierci Rozenfelda zjawia się do sklepu Pajci rewirowy i pyta żony Pajci:
— Czy to pani jesteś pani Rozenfeld z domu Gotesman?
To Pajcia zaraz na nią mrugnął i ona powiada, że tak. A ten jak na nią nie wjedzie!
— Wstydu pani nie masz! — krzyczy. — Czy to słyszane rzeczy, żeby taka zamożna kupcowa zostawiała bez opieki swoich czworo dzieci i żeby one wałęsały się po miasteczku, żebrały i kradły?!
Co miał zrobić biedny Pajcia? On musiał pojechać do naszego miasta i zabrać do siebie czworo dzieci Rozenfelda, który rok przed śmiercią owdowiał.
— I wychowuje je?
— Wychowuje. A że on jest nabożny człowiek, to on jeszcze dziękuje Bogu.
— Ciekawam za co!
— Jak to, za co? Za to, że on się pozbył Rozenfelda, za to, że Rozenfeld miał tylko czworo dzieci, a nie dwanaścioro, no i za to, że wszystkie dzieci są, Bogu dzięki, zdrowe, a najstarszy chłopak, co chodzi do gimnazjum, jest nawet trochę podobny do Pajci Gotesman...
Kuczka mełameda i koza zakrystiana. Opowiadanie Dwojry Pierzarki
Dwojro Pierzarko, ty, która za życia dawałaś ludziom, co tylko mogłaś i więcej, niżeli mogłaś, nie przypuszczałaś chyba, że i po twojej śmierci ktoś cię wykorzysta.
Nie rozumiałaś na pewno znaczenia słów „plagiat literacki”, a gdybyś nawet rozumiała, na pewno byś mi wybaczyła.
A jednak nie chcę popełnić plagiatu i zaznaczam, że twoje jest to opowiadanie o okrutnej zemście i o świętym przebaczeniu.
Twoje są, dokładnie przeze mnie powtórzone, słowa.
A jeżeli nie przemówi do ludzi ta opowieść, jak ongi do mnie przemówiła, to chyba dlatego, że nie zawtóruje tym słowom promienny błysk twoich niby to starczych i przygasłych oczu i mądry, łaskawy uśmiech twoich warg bladożółtawych jak zawiędłe płatki kwiatu.
Znacie przecież te dwa domki obok kościoła, prawda?
W pierwszym, przy samym kościele, i teraz jeszcze mieszka zakrystian, w drugim jest piekarnia Fiszla.
Otóż za dawnych czasów, kiedy was jeszcze na świecie nie było, a ja miałam wszystkiego szesnaście lat, w pierwszym mieszkał dawny zakrystian, którego nazwiska nie pamiętam, a w drugim mełamed, Abram Kalosznik.
Nie można powiedzieć, żeby te dwie sąsiadki, mełamedowa i zakrystianowa, żyły ze sobą jak siostry, bo co tam między nimi mogło być wspólnego, ale żadnej wrogości też między nimi nie było. Przeciwnie, często jedna drugiej pożyczyła jakąś balię lub kubeł, trochę herbaty, cukru lub soli, jak to tam bywa między sąsiadkami.
A dzieci ich nawet razem się bawiły na ulicy albo na trawniku obok studni, bo oba domy miały wspólną studnię.
Aż tu razu jednego zdarzył się taki, głupi na pozór, wypadek, który wszystko zepsuł i zniszczył i mógł doprowadzić do najgorszych rzeczy... no, ale będę opowiadać po kolei.
Zbliżały się święta i mełamed zaczął, z pomocą cieśli Fajgiela, budować na swoim podwórku kuczkę89.
Trzeba wam wiedzieć, że każdy człowiek na świecie ma swoją ambicję — chce czymkolwiek prześcignąć drugich ludzi.
Na przykład, niedaleko szukając, Chaja Rybiarka chwaliła się, że nikt tak dobrze, jak ona, nie wie, co się dzieje w całym mieście, felczer Lewkowicz jest dumny, że nikt w miasteczku tylu książek nie przeczytał, żona pisarza, że nikt oprócz niej nie posiada kapelusza ze strusim piórem, a Ruchla Fajerka szczyci się tym, że nikt w mieście oprócz niej nie ma syna doktora. Jestem pewna, że nawet te paskudne kobiety są dumne z tego, że nikt oprócz nich nie ma czerwonych jedwabnych firanek w oknach i czerwonej latarni przed domem.
Krótko mówiąc, każdy chce się czymś pochwalić i wywyższyć nad innymi ludźmi.
Otóż ten mełamed, Abraham Kalosznik, także miał swoją ambicję: on twierdził, że nikt w miasteczku, nawet sam rabin, nie ma tak pięknej, jak on, kuczki.
I rzeczywiście to nie była kuczka, to był cały gmach!
Taka była duża ta kuczka, że można było w niej urządzić bal albo wesele, i tak porządnie zbudowana, że daj mi Boże mieć kiedyś takie mieszkanie: drzwi porządnie wykończone, okna ze szybami, podłoga gładko zheblowana, a dach z choiny przetykanej takimi czerwonymi jagodami, co one nazywają się jarzębina. W tej kuczce od choiny, od tej jarzębiny i od świeżego drzewa pachniało tak ślicznie, jak w raju. Jednym słowem — pałac, a nie kuczka!
Otóż tego roku, kiedy ja skończyłam szesnaście lat, zdarzył się taki wypadek. Mełamed z cieślą wykończyli kuczkę po południu, a wieczorem mieli tam jeść razem z rodziną jego i żony, które zaprosił do tej wspaniałej kuczki na wspólną ucztę.
Przychodzą tedy wszyscy i co widzą? Kuczka jest bez dachu, wszystka choina na ziemi, a koza zakrystianowej dojada sobie ostatnie gałęzie...
Jak ona tam się dostała, ta koza (niech ona będzie przeklęta!), kto to może wiedzieć? Może ją podsadził jakiś przechodzący ulicznik, a może sam diabeł? Ale mełamedowa zaczęła zaraz krzyczeć, że to zakrystianowa wpuściła kozę na jej podwórko i pewnie zerwała wszystkie gałęzie z dachu, bo koza sama nie dałaby sobie rady. I jeszcze wykrzykiwała mełamedowa, że żona zakrystiana zrobiła to nie tyle, aby nakarmić swoją kozę, lecz żeby zlekceważyć żydowskie święto.
Zakrystianowa, która, jak mi się zdaje, istotnie nie była winna, uniosła się także i zaczęła krzyczeć, że ona ma za przeproszeniem w tyłku mełamedów, ich rodzinę, kuczkę i wszystkich Żydów na świecie. Nawet nie wiem, gdzieby się w takim miejscu mogło pomieścić wszystko, co ona wtedy wyliczyła.
Na to mełamedowa odpowiedziała, że zakrystianowa powinna mieszkać w domu pod czerwoną latarnią, a nie sąsiadować z porządnymi ludźmi.
Od tego czasu zaczęło się między sąsiadkami istne piekło. Zdawałoby się, że obie te kobiety przestały żyć dla siebie, dla swego męża i dzieci, a tylko po to, aby jedna drugiej dokuczyć lub ubliżyć posądzeniem o jakieś paskudne sprawki.
Zakrystianowa miała przy swoim domu mały ogródek, w którym sadziła kapustę.
Pewnego razu podczas nieobecności zakrystianowej, ta sama podła koza (czarny rok na nią!) weszła do ogródka i zaczęła wyżerać całą kapustę.
Mełamedowa widziała to dobrze ze swego okna, ale się nawet nie ruszyła z miejsca.
„Niech diabli wezmą jej kapustę, jak wtedy dach mojej kuczki!” — myślała z zadowoleniem.
Wraca z miasta zakrystianowa i dostrzega, co się u niej dzieje. I dopiero zaczyna krzyczeć i pomstować, że to mełamedowa odwiązała kozę i wpuściła do jej ogródka. A mełamedowa zadowolona, jakby wygrała na loterii.
Innym razem mełamedowa uprała bieliznę i powiesiła na sznurach za domem. W kilka godzin później patrzy, a cała jej bielizna na ziemi.
Kto wie, może sznury były zbutwiałe i przerwały się, może wiatr był wyjątkowo silny, ale mełamedowa zdecydowała od razu, że to zakrystianowa zerwała sznurki, by zmarnować jej ciężką pracę. I znowu zaczęły się wymyślania i przekleństwa — istna obraza boska.
To były tylko takie gospodarskie drobnostki, ale później zaczęły się dziać gorsze rzeczy.
Ktoś tam naszczekał księdzu, że zakrystian się upija i że nawet widziano go w domu paskudnych kobiet.
Ksiądz zrobił mu ostrą wymówkę i zagroził wydaleniem. Wówczas zakrystianowa zadecydowała od razu, że Żydzi lubią pisać „donosy”, więc to na pewno mełamedowie napisali anonimowy list do księdza.
Wyszła więc przed dom i krzyknęła:
— Ty, suko jedna, ty parszywa Żydowico, ty chcesz pozbawić mego męża kawałka chleba, ale niedoczekanie twoje! Ja przedtem zrobię tak, że ty i twój mąż, i twoje dzieci z głodu zdechniecie!
Istotnie, od tego czasu, co zobaczy jakiegoś idącego do chederu Kalosznika żydowskiego bachorka, zaraz go potrąci lub uderzy, wykrzykując przy tym:
— Idź do drugiego chederu, bo ja was tu wszystkich, co do tego parszywca chodzicie, jak wszy powybijam!
Te pogróżki zaczynały skutkować i już niektóre matki odebrały swe dzieci od mełameda Kalosznika, aby umieścić je w drugim chederze, gdzie nie ma w sąsiedztwie takiej jędzy.
Zrazu, kiedy chodziło tylko o gospodarskie drobnostki, obaj mężczyźni, zakrystian i mełamed, nie przyjmowali udziału w tych kłótniach i nawet próbowali łagodzić rozjuszone kobiety.
Ale kiedy zaczęły się poważniejsze sprawy, znienawidzili się wzajemnie i zaczęli życzyć jeden drugiemu w sercu swoim i w słowach nagłej śmierci.
Najgorsze jednak było to, że nienawiść ta udzieliła się dzieciom zakrystiana i dzieciom mełameda.
Dzieci mełameda i dzieci zakrystiana przed tą nieszczęsną historią z kozą i kuczką bawiły się często razem i żyły dość zgodnie.
Oczywiście, jak to bywa między dziećmi, czasami się poczubiły albo trochę pobiły, ale w gruncie rzeczy nawet się wzajem lubiły.
Teraz za przykładem rodziców zaczęły dokuczać jedno drugiemu.
Zwłaszcza chłopcy. Dawniej wiedziały dobrze te łobuzy, że jak który przebierze miarkę, to dostanie wały, a teraz nie tylko czuły bezkarność, ale wiedziały, że rodzice patrzą z zadowoleniem na te ich podłe figle. W końcu zaczęli ci chłopcy rzucać na siebie kamieniami, a matki mówiły co najwyżej: ..Nie rzucaj kamieni, bo on także rzuci i ciebie zabije”. Ale żadna z nich nie powiedziała: „Nie rzucaj kamieni, bo ty jego możesz zabić”.
Tak, tak, do tego już, powiadam wam, doszło.
I oto pewnego razu stało się, co się w takich warunkach stać musiało — wielkie nieszczęście.
Pewnego dnia mełamedowa i zakrystianowa posłały swoich chłopców do wspólnej studni.
Obaj chłopcy dobiegli jednocześnie i od razu zaczęła się kłótnia.
— Ja pierwszy przyleciałem! — krzyknął mełamedowy Motel.
— Łżesz jak pies, to ja pierwszy! — odpowiedział Stasiek zakrystiana.
— Ty sam łżesz jak pies, a ja zawsze prawdę mówię.
— Żydowskie nasienie!
— A ty jesteś pijackie nasienie!
— Dla was, Żydów, w sam raz do picia plwociny, niepotrzebna wam woda!
— To ja na ciebie pluję — odpowiedział Motel i plunął w twarz Staśkowi.
— Ja ciebie, parszywcze, za to plunięcie w studni utopię! — zaryczał Stasiek, zbliżając się do Motla.
— Prędzej ja ciebie utopię, nie ty mnie!
I obaj chłopcy zaczęli się szamotać tuż obok studni.
Przerażone matki wybiegły ze swych domów, ale było już za późno.
Nim dobiegły, by ratować swoje dzieci, obaj chłopcy, bijąc się i szamocąc, wpadli jednocześnie do studni.
Kobiety oniemiały z bólu i przerażenia.
Nie tylko nie mogły się poruszyć, ale głosu nie mogły wydobyć z gardła, by wołać o ratunek.
I oto w tej chwili przechodził drogą jakiś podróżny człowiek w długim szarym płaszczu. Mówię: podróżny człowiek, bo nikt go przedtem nie widział i nikt go potem już nie zobaczył w miasteczku. Według mnie to nie był żaden człowiek, lecz Anioł Pojednania, którego Pan Bóg wysłał na ziemię, by ratować nienawiścią zatrute serca tych ludzi i ich dzieci.
Jak on te dzieci ze studni wyciągnął, tego wam szczegółowo wyjaśnić nie mogę. Może wstawił do studni stojącą obok domu zakrystiana drabinę, może założył jakiś sznur, tego nie wiem i zresztą nie o to tu chodzi. Dość że wyratował obu chłopców i matkom ich oddał.
Pierwszego wyciągnął syna zakrystiana, a matka zamiast biec do domu z przemokłym i drżącym chłopcem, stoi, patrzy i modli się głośno: „Boże Święty, Boże Miłosierny, spraw, żeby i jej syn był uratowany”.
I tak się też stało.
I wówczas ów podróżny człowiek, a właściwie ten Anioł, bo skądżeby obcy człowiek mógł wiedzieć, co się dzieje w sercach tych kobiet, przemówił. I powiedział im tak:
— Głupie, głupie i złe kobiety! Obie jesteście matki, obie w wielkiej męce rodziłyście wasze dzieci i każda by z was chciała, aby jej syn wyrósł na dobrego i uczciwego człowieka. A oto do czego doprowadziłyście swoich synów, do nienawiści i niemal do zabójstwa. Zapamiętajcie, póki jeszcze czas na skruchę i poprawę, zapamiętajcie sobie jedno: wiele na świecie jest win i wiele zbrodni, ale największym zbrodniarzem jest ten, który sieje nienawiść w sercu dziecka.
I podróżny człowiek, czy też Anioł, odszedł i wkrótce zniknął im z oczu.
A wówczas obie kobiety powiedziały prawie jednocześnie te same słowa:
— Bardzo się cieszę, że wasze dziecko zostało uratowane...
I w sercach ich zrobiło się cicho... bardzo cicho...
Przypisy:
1. dagerotyp — obraz fotograficzny utrwalony na metalowej płycie; technika wynaleziona w 1839 przez Louisa Daguerre’a. [przypis edytorski]
2. pensja — prywatna szkoła żeńska, zwykle z internatem. [przypis edytorski]
3. kursa (daw.) — dziś popr. forma M. lm: kursy. [przypis edytorski]
4. retuszeria (daw.) — retuszerstwo, umiejętność retuszowania. [przypis edytorski]
5. jąć (daw.) — zacząć; zabrać się za coś. [przypis edytorski]
6. stręczyć (daw.) — podsuwać komuś kupno czegoś, zatrudnienie kogoś itp.; tu mowa o biurze pośrednictwa pracy, w którym można wynająć służące. [przypis edytorski]
7. żargon — tu: język jidysz, używany przez Żydów w Europie Środkowej i Wschodniej, powstały ok. X wieku w płd. Niemczech na bazie jednego z dialektów niemieckich z dodatkiem elementów hebrajskich, słowiańskich i romańskich. [przypis edytorski]
8. pugilares (daw.) — portfel. [przypis edytorski]
9. tedy (daw.) — więc, zatem. [przypis edytorski]
10. zgodzę się za sklepową (przest.) — przyjmę pracę sklepowej, najmę się do pracy jako sklepowa. [przypis edytorski]
11. Weltschadchen (niem., z jid.) — szadchan (swat) światowy, w judaizmie człowiek kojarzący małżeństwa między osobami z bogatych i wykształconych rodzin, nierzadko z różnych miast (Welt: świat, schadchen: swat), w odróżnieniu od Ortsschadchen, swata lokalnego, działającego w środowiskach niższych warstw społecznych, z tej samej miejscowości lub okolic. [przypis edytorski]
12. cymes (jid.) — słodka potrawa z ryżu lub makaronu i marchewki; przen.: rarytas, coś bardzo atrakcyjnego. [przypis edytorski]
13. gojka — nie-Żydówka. [przypis edytorski]
14. chusen – narzeczony. [przypis redakcyjny]
15. szames (jid., z hebr.) — woźny, posługacz w bożnicy lub gminie żydowskiej; także: osobisty pomocnik rabina. [przypis edytorski]
16. wcale (daw.) — całkiem. [przypis edytorski]
17. Tristan i Izolda — opera Richarda Wagnera z roku 1859, dramat muzyczny na podstawie średniowiecznej legendy o tragicznej miłości rycerza Tristana i księżniczki Izoldy Jasnowłosej. [przypis edytorski]
18. chasen — główny śpiewak w synagodze, inaczej kantor. [przypis redakcyjny]
19. Toski, Traviaty, Fausta i Żydówki — Tosca: opera Pucciniego z 1900, Traviata: opera Verdiego z 1853, Faust: opera Antoniego Henryka Radziwiłła z librettem Goethego z 1835 lub opera Charles’a Gounoda do libretta Jules’a Barbiera i Michela Carrégo z 1859, Żydówka: opera Jacques’a Fromental Halévy z 1835. [przypis edytorski]
20. donżuan — uwodziciel, bałamut; od imienia legendarnego uwodziciela, XVI-wiecznego szlachcica hiszpańskiego, bohatera wielu dzieł literackich i muzycznych. [przypis edytorski]
21. Zielone Świątki — tu: Szawuot, żydowskie Święto Tygodni, podczas którego bożnice i domy są przystrajane zielenią, kwiatami i gałązkami; obchodzone w pięćdziesiątym dniu po święcie Pesach (Paschy). [przypis edytorski]
22. lak (bot.) — rodzaj roślin z rodziny kapustowatych; typowym gatunkiem jest lak wonny (Cheiranthus cheiri), o zebranych w grona, drobnych kwiatach, intensywnie pachnących, żółtych, czerwonych lub pomarańczowych. [przypis edytorski]
23. szlemil — niedołęga. [przypis redakcyjny]
24. kik — spotkanie się młodych. [przypis redakcyjny]
25. parch — strup na skórze wywołany chorobą grzybiczą; tu: daw. pogardliwe określenie osoby narodowości żydowskiej. [przypis edytorski]
26. wiorsta — dawna rosyjska jednostka długości, nieco ponad kilometr. [przypis edytorski]
27. w boru — dziś popr. forma Ms. lp.: w borze. [przypis edytorski]
28. rabin z Góry Kalwarii — jeden z Wielkich Rabinów należących dynastii chasydzkiej z Góry Kalwarii (jid. Ger), w woj. mazowieckim, od poł. XIX w. jednego z ważniejszych w Polsce centrów chasydyzmu. [przypis edytorski]
29. funt — dawna jednostka wagi, równa 0,4–0,5 kg. [przypis edytorski]
30. modrak (reg.) — chaber, bławatek. [przypis edytorski]
31. dać folgę swojemu językowi (daw.) — nie powstrzymywać się, nie pohamowywać się w mówieniu czegoś. [przypis edytorski]
32. alkierz — osobna izba w rogu budynku; w domach mieszkalnych używana często jako sypialnia. [przypis edytorski]
33. bety (lm, pot.) — pościel; dziś zwykle: wymięta i brudna. [przypis edytorski]
34. nolens volens (łac.) — chcąc, nie chcąc. [przypis edytorski]
35. towary łokciowe (przestarz.) — tkaniny, wstążki itp. sprzedawane w sklepiku na łokcie, tj. odwijane z beli i przycinane do długości pożądanej przez klienta. [przypis edytorski]
36. norymberszczyzna (daw.) — towary norymberskie, tj. drobna galanteria, zabawki i inne drobne przedmioty domowego użytku, wytwarzane dawniej w Norymberdze. [przypis edytorski]
37. cadyk— rabin cudotwórca. [przypis redakcyjny]
38. cheder — elementarna żydowska szkoła religijna, w której chłopcy od piątego roku życia uczyli się modlitw i Biblii. [przypis edytorski]
39. dyscyplina — przyrząd (kilka rzemieni umocowanych do rękojeści) służący do wymierzania kar cielesnych. [przypis edytorski]
40. szywebucher — uczeń wyższej szkoły religijnej. [przypis redakcyjny]
41. barmycwa, popr. bar micwa — uroczystość odprawiana, gdy chłopiec żydowski osiąga w trzynastym roku życia pełnoletność religijną. [przypis edytorski]
42. Chałubiński lub Baranowski — Tytus Chałubiński (1820–1889): wybitny lekarz i przyrodnik, znany jako „odkrywca” Zakopanego; Ignacy Baranowski (1833–1919): lekarz, przyjaciel i asystent Tytusa Chałubińskiego, profesor Uniwersytetu Warszawskiego. [przypis edytorski]
43. frant — osoba rozmiłowana w eleganckich strojach i hulaszczym życiu; birbant, hulaka. [przypis edytorski]
44. krople laurowe — dawny środek uspokajający. [przypis edytorski]
45. Rotszyld — nazwisko sławnych bankierów, których działalność obejmowała wiele krajów europejskich. [przypis edytorski]
46. Bacciarelli, Marcello (1731–1818) — malarz włoski, nadworny malarz króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, zasłynął jako utalentowany portrecista. [przypis edytorski]
47. Sądny Dzień — Jom Kipur, jedno z najważniejszych religijnych świąt żydowskich, dzień postu i pokuty. Pobożni Żydzi wierzą, że w tym dniu Bóg wyznacza losy wszystkich ludzi na następny rok, według ich dotychczasowych uczynków. [przypis edytorski]
48. kahał — gmina żydowska; także: władze takiej gminy. [przypis edytorski]
49. prowizor (daw.) — pracownik apteki o niższym stopniu niż magister farmacji. [przypis edytorski]
50. subiekt (daw.) — sprzedawca w sklepie. [przypis edytorski]
51. Wina i kara — właśc. Zbrodnia i kara (ros. Преступление и наказание), powieść Fiodora Dostojewskiego z roku 1866. [przypis edytorski]
52. patynki (daw.) — płytkie pantofelki lub trzewiczki. [przypis edytorski]
53. Gwiazda przewodnia (ang. Marjorie’s Quest) — powieść amerykańskiej pisarki Jeanie Gould z roku 1872, opowiadająca historię dziewczynki nieznającej swojego pochodzenia i tułającej się po rodzinach zastępczych i sierocińcach. [przypis edytorski]
54. Purym a. Purim (hebr.: Losy) — Święto Losów, radosne święto żydowskie, upamiętniające cudowne ocalenie Żydów, których Haman, minister na dworze perskiego króla, postanowił zgładzić; obchodzone 14 dnia miesiąca adar, tj. zwykle na przełomie lutego i marca; świętu towarzyszą tańce, maskarady i zabawy dla dzieci. [przypis edytorski]
55. purymspyler — purymowi aktorzy. [przypis redakcyjny]
56. Hagar — w biblijnej Księdze Rodzaju (Rdz 16; 21) egipska niewolnica Sary, żony Abrahama. W zastępstwie bezpłodnej Sary urodziła Abrahamowi syna Izmaela. Po kilkunastu latach Sara urodziła syna Izaaka i z powodu niewłaściwego zachowania Izmaela nakłoniła męża do wygnania Hagar i Izmaela na pustynię. Od śmierci z pragnienia uratował ich anioł, wskazując Hagar studnię. Hagar idzie przez pustynię, niosąc na ręku małego Izmaela: tak niekiedy rozumiano Rdz 21, 14: „I wstał Abraham rano i wziąwszy chléb i łagiew wody, dał Hagarze, kładąc na barki jej, a także dziecię, i odprawił ją” (tłum. Izaak Cylkow), mimo że Izmael wg tekstu był starszy od Izaaka o 14 lat, więc co najmniej tyle miał w momencie wygnania. [przypis edytorski]
57. nicować — przerabiać część garderoby, przewracając tkaninę na odwrotną stronę (na nice). [przypis edytorski]
58. Czechow, Anton (1860–1904) — rosyjski nowelista i dramatopisarz, mistrz małych form literackich, klasyk literatury rosyjskiej; autor m.in. jednoaktowej komedii Niedźwiedź. (1888). [przypis edytorski]
59. automobil (daw.) — samochód. [przypis edytorski]
60. Szelames — żargonowe imię Sulamity. [przypis redakcyjny]
61. ongi (daw.) — dawniej, niegdyś. [przypis edytorski]
62. buduar — pokój pani domu przeznaczony do odpoczynku. [przypis edytorski]
63. heliotrop — roślina wieloletnia o intensywnie pachnących kwiatach. [przypis edytorski]
64. Wujek, Jakub (1541–1597) — polski duchowny katolicki, jezuita, pisarz religijny, autor tłumaczenia Biblii (1599), które aż do opracowania Biblii Tysiąclecia (1965) pełniło rolę podstawowego polskiego przekładu katolickiego. [przypis edytorski]
65. Pieśń nad Pieśniami — hebrajski poemat miłosny z IV–III w. p.n.e., składający się z pieśni oblubienicy, oblubieńca i chóru, zaliczany do ksiąg Starego Testamentu; w tradycji żydowskiej i chrześcijańskiej interpretowany na ogół alegorycznie i przypisywany Salomonowi, słynnemu z mądrości królowi Izraela, żyjącemu w X w. p.n.e. [przypis edytorski]
66. minia, właśc. minjan (hebr.: liczba) — zgromadzenie złożone z dziesięciu dorosłych Żydów, niezbędne do niektórych ceremonii religijnych, w tym do odmówienia modlitwy kadisz, np. żałobnej. [przypis redakcyjny]
67. po umarłych mówi się minię — przejęzyczenie bohatera lub autorskie: za zmarłych, wspólnie z minjanem (grupą dorosłych Żydów), odmawia się kadisz, jedną z najważniejszych modlitw w liturgii żydowskiej. [przypis edytorski]
68. jesziwa — żydowska szkoła wyższa wyłącznie dla chłopców, gdzie studiowało się Torę i Talmud. [przypis edytorski]
69. frasować się (daw.) — smucić się, martwić się. [przypis edytorski]
70. arak — aromatyczny napój alkoholowy o smaku anyżowym. [przypis edytorski]
71. Marienbad (niem.), ob. Mariańskie Łaźnie — miejscowość w Czechach, od XIX w. popularny kurort, słynny ze źródeł mineralnych. [przypis edytorski]
72. zadowolnić (daw.) — dziś popr.: zadowolić. [przypis edytorski]
73. Otwock — miasto w woj. mazowieckim; pod koniec XIX w. dzięki budowie Kolei Nadwiślańskiej, łączącej go z Warszawą, stało się miejscowością sanatoryjno-uzdrowiskową. [przypis edytorski]
74. wyprawna pościel — pościel będąca częścią wyprawy ślubnej, czyli rzeczy otrzymywanych przez dziewczynę wychodzącą za mąż od rodziców. [przypis edytorski]
75. niwa (daw.) — pole, ziemia uprawna. [przypis edytorski]
76. kugiel a. kugel — tradycyjna żydowska potrawa świąteczna w postaci wypiekanej w piecu zapiekanki z utartych surowych ziemniaków z jajkami i cebulą; w wersji deserowej z makaronem i owocami. [przypis edytorski]
77. ma siostrę (...) za rzeźnikiem (daw.) — ma siostrę, która jest żoną rzeźnika. [przypis edytorski]
78. mełamed a. melamed (hebr.: nauczyciel) — nauczyciel w chederze, elementarnej szkole żydowskiej o charakterze religijnym przeznaczonej dla dzieci. [przypis edytorski]
79. Salomon — biblijny król Izraela, syn Dawida, słynny z mądrości, w tradycji żydowskiej przypisuje mu się autorstwo Księgi Koheleta, Księgi Przysłów oraz Pieśni nad Pieśniami. [przypis edytorski]
80. szyfkarta (z niem. Schiffskarte) — bilet okrętowy. [przypis edytorski]
81. kała — panna na wydaniu lub narzeczona. [przypis redakcyjny]
82. kinematograf (daw.) — kino. [przypis edytorski]
83. stalować — zlecać wykonanie czegoś, zamawiać coś. [przypis edytorski]
84. familia (z łac.) — rodzina. [przypis edytorski]
85. pleureusa (z fr.: pleureuse: płacząca, płaczka) — puszyste pióro strusie zwisające z damskiego kapelusza. [przypis edytorski]
86. familiantka (daw.) — kobieta z familii, krewna. [przypis edytorski]
87. sklep korzenny (przest.) — sklep z przyprawami, zwłaszcza egzotycznymi, jak cynamon, gałka muszkatołowa, imbir, kurkuma szafran, wanilia itp. [przypis edytorski]
88. miszpuche (jid.) — rodzina. [przypis edytorski]
89. kuczka (hebr. sukka) — szałas budowany w święto Sukkot, mający przypominać o opisanej w Księdze Wyjścia wędrówce ludu wybranego z Egiptu do Ziemi Obiecanej, kiedy to Żydzi zmuszeni byli prowadzić koczowniczy tryb życia. [przypis edytorski]