Kantyczki pana Sommera

3

Powstaje pytanie. Gdzie?

Na krawędzi. Między świtem

a samochodem rozpryskującym błoto,

zadają je mleczarze, gdy

na białej karteczce drobnym pismem

piszą: śmierć wywęszyła kwaterę,

pozostałem wierny.

A później smok zaczyna

swój rytualny taniec. Na masce

samochodu brudna maź

i rysunek anatomiczny „pana i pani”,

gdy już znudzeni klasyczną pozycją

zmieniają ją na ekstrawagancką,

tańczą jak krążowniki na

żółtym morzu.

Właściciel samochodu ględzi

tak, że słychać go aż tutaj, gdzie siedzę

i zastanawiam się, jak powstaje pytanie.

Czy obrasta jak kość topielca

wodorostami? Czy może

przypomina wir w Warcie?

Jałowe te przypuszczenia i suche

jak jajecznica, którą zrobili mi rankiem.

Nim wyjechali, wyciągnęli z lodówki

sterty jedzenia, między szynką

a cebulą pyszniły się jajka, oto miara

grozy — gdy inni widzieli je całe,

ja dostrzegałem skorupki.