Zagranica

Tajny kodzie zagraniczny, Sroko,

pierzasta raco, rozdwojona jak księżyc

na te tam ciemne strony, w których

morza, łodzie, algi i wodorosty,

o których nie umiem powiedzieć wprost,

że mnie urodziły, ale coś jest

w tym ciemnym zakątku ich pamięci,

że kiedy cię widzę, prawie natychmiast

widzę twoje gniazdo. Niebezpiecznie

widoczne. Kupkę gałęzi zrzucanych

z góry, na wylepioną błotem ziemiankę,

gdzie siedzisz, błyskając oczami. I ja

też siedzę, jak mnich w medytacji,

chcąc zrobić ci zdjęcie. Ale powstrzymuje

mnie ta rzeka obok, śmierdząca

i cicha. Jakie to ma znaczenie — ten ruch

pośród gałęzi, ten pozamiejski życiorys,

szmery i szumy, dochodzące tu skąd?

Pewnie że tak jak jest, jest najlepiej,

lecz lepić ten czas, uznać klęskę?

Poskładać wszystko w monogram rysowany

na ścianie dobrym sprejem. Zostawić

ślad, tak samo kruchy, obcy, zagraniczny;

jak twoje skorupki, niebieskawe

i pęknięte, lustra, szybki, drzazgi, pamięć,

z której wykołysało się następne

istnienie? Siedzę tu. Siedzę i nawet

tego nie potrafię dobrze opowiedzieć.