Nad Odrą

Dziadek Barczuk umierał na raka

w Kostrzynie nad Odrą. Tam było pełno mew

i dlatego to są martwe ptaki.

Dni już nie pamiętam, ale są ścieżki,

znaki wydrapane w małym kamieniu.

Na przykład studnia, którą czyścił,

a do której ja wrzucałem śmieci i zabawki.

Pulchny jak laleczka, w zielonym sweterku,

buła z plasteliny, wrzeszczałem

kiedy wyszedł z niej w gumowym ubraniu.

Chciałbym powiedzieć: cały

w wodorostach, z wodnym bogiem we włosach,

z błyskiem w oku, jakby odkrył

tajemnicę, którą — wiecie — przekazał mnie.

Lecz nie powiem, był suchy i miał

szeroką szczękę, żółtą skórę

i sękate dłonie.

Dotykam drzewa — tak myślałem wtedy

i nie myliłem się wcale.

Prokofiev Andante Sognando

Przyszło nam Marku mieszkać na dnie morza,

bez snu i jedzenia, w kącie, tam przy desce,

gdzie krab wśród jabłek szyderczo porusza

nierealnymi szczypcami, bo jabłka są tu wszędzie,

tak jak i ludzie tu wszędzie, i wszystko jest

ludzkie w zasadzie, nawet krab i dno i piasek,

w końcu nawet woda Marku jest tu czymś człowieczym.

Mieliśmy mieszkać gdzie indziej, lecz ponury

schemat otulił nasze ciała i wylądowaliśmy.

Teraz twarz twoja jest bąblem powietrza, można

na nią patrzeć z boku jak na wykrzywioną maskę.

Chce mówić, ale z ust płynie strumień wody,

ryby wokół zbierają się, by patrzeć, coraz ich

więcej wokół twoich ramion.