XLII

od tamtego dnia słońce wschodzi

i zachodzi bardzo nieporadnie

od tamtej nocy księżyc gaśnie nieporadnie

jakby miał zasnąć z wszystkim na dniach

a gaśnie jak gdyby się mocował

całe życie z dniem

od tamtego czasu słońce nie pokazuje się

w południe wielki błazen któremu plunę pod nogi

niech ma błazen wobec którego wszelka

śmieszność wydaje się bezradna

wielki to błazen przed którym tańczę kilka

kości odsłoniwszy gdy noc zapadnie