XLIII. Do studentki UMCS w Lublinie

przyjaciele nie umierają

na raka odbytu

Pan Bóg znowu będzie musiał

usunąć kawał ślepej kiszki

abyśmy trafili prosto do nieba

przyjaciele nie umierają

w kilkumiesięcznych odchodach

na raka odbytu

które matki straciły z oczu

tych co umierają w kilkumiesięcznych

odchodach matki tracą z oczu

i biorą na powrót do siebie

XLIV. Dławiąc się sobą, idzie prosto do nieba

stocz ze mną wojnę a będziesz zwycięski

każdego dnia będziesz zwycięski

i każdego pokonany gdy tylko zawołam

na pomoc umarłych

to moje ulubione zajęcie przywoływanie zmarłych

i nie znam innego pośród dni moich

wschodzi słońce i jest mi najłatwiej o krzyk

słońce zachodzi o krzyk się proszą wszystkie moje kości

jakbym był tylko rozgrzanym szkieletem

i nawet łatwiej być mi rozgrzanym szkieletem

aniżeli cielskiem porośniętym w przerażone mięso

które dławiąc się sobą idzie prosto do nieba

XLV. Waleta1

przez pięć kolejnych dni

nie usłyszą o mnie albo będą mówić

jako o umarłym i cieniem moim

bawić się przy świecach

przez pięć kolejnych dni będą opowiadać

jak bardzo byłem nieprzystępny za życia

i że broniłem się przed śmiercią w ciepłych

ramionach starców z Farbiarskiej

to będzie smutna opowieść o chłopcu

ze skradzionym słonecznikiem i szesnastu

tego dnia skradzionych książkach

i o tym jak się ów chłopiec rozmiłował

w słoneczniku gdy przyszła noc

po swoje ziarno