1.
Jeśli skądinąd filozofami jesteśmy, my Hiperborejczycy, to w każdym razie bodaj że inaczej niż ongi bywało się filozofem. Zgoła nie jesteśmy moralistami... Nie wierzymy uszom swoim, gdy słyszymy ich, tych ludzi epoki minionej, jak mówią. „Tutaj jest droga do szczęścia” — z tym każden89 z nich przyskakuje do nas, niby z receptą w ręku i namaszczeniem w hieratycznej gębie. „Ale cóż nas szczęście obchodzi?” — pytamy całkiem zdumieni. „Tutaj jest droga do szczęścia — prawią dalej te święte krzykały diabelskie — a oto jest cnota, nowa droga do szczęścia”... Ależ pozwólcie, moi panowie! Cóż nas obchodzi zwłaszcza wasza cnota! Po cóż tedy tacy jak my idą w ustronie, stają się filozofami, nosorożcami, niedźwiedziami jaskiniowymi, widmami? Czyż nie po to właśnie, by pozbyć się cnoty i szczęścia? Z natury jesteśmy nazbyt szczęśliwi, nazbyt cnotliwi, by nie znajdować małej pokusy w tym, żeby się stać filozofami: to znaczy immoralistami i awanturnikami... Mamy do Labiryntu osobliwą ciekawość, staramy się usilnie o to, żeby zawrzeć znajomość z panem Minotaurem, o którym opowiadają rzeczy niebezpieczne: cóż zależy nam na waszej drodze wzwyż, na waszym powrozie, który wiedzie na zewnątrz? Który do szczęścia i cnoty wiedzie? Do was wiedzie, jak się tego obawiam... Wy chcecie waszym powrozem uratować nas? A my, my prosimy was usilnie, powieście się na nim!...