2.
Ostatecznie: nie ma rady! Pozostaje tylko jeden środek do przywrócenia szacunku filozofii: trzeba wpierw powiesić moralistów. Dopóki ci prawią o szczęściu i o cnocie, udaje im się namówić do niej tylko stare baby. Spójrzcie im przecie w twarz, wszystkim tym sławnym od tysiącoleci mędrcom: same stare, same leciwe baby, same matki, mówiąc słowami Fausta. „Matki, matki! Brzmi to tak strasznie”. My czynimy z filozofii niebezpieczeństwo, my zmieniamy jej pojęcie, my nauczamy filozofii jako pojęcia zagrażającego życiu: czyżbyśmy mogli lepiej przyjść jej z pomocą? — Każde pojęcie będzie dla ludzkości zawsze o tyle cenne, o ile ją kosztować będzie. Jeśli nikt nie waha się składać w ofierze hekatomby dla pojęć: „Bóg”, „ojczyzna”, „wolność”, jeśli historia jest wielkim dymem wokół ofiar tego rodzaju — to czymże pierwszeństwo pojęcia „filozofii” może się wykazać przed takimi wartościami popularnymi, jak „Bóg”, „ojczyzna”, „wolność”, jeśli nie tym, iż kosztuje więcej, iż wymaga — większych hekatomb?... Przemiana wszystkich wartości: będzie to kosztowne, obiecuję to.