164.

Ani przez godzinę w mym życiu nie byłem chrześcijaninem: wszystko, com widział jako chrześcijanizm, uważam za dwuznaczność słów, zasługującą na wzgardę, za rzeczywiste tchórzostwo przed wszelkimi potęgami, jakie zresztą panują...

Chrześcijanie, uznający powszechną służbę wojskową, parlamentarne prawo głosowania, kulturę gazet — a wśród tego wszystkiego mówiący o „grzechu”, o „zbawieniu”, o „tamtym świecie”, o „śmierci na krzyżu” — jakże można wytrzymać w takiej niechlujnej gospodarce!