224.
Do krytyki człowieka dobrego. Prawość, godność, obowiązkowość, sprawiedliwość, ludzkość, uczciwość, otwartość, czyste sumienie — czyż istotnie przez te mile brzmiące słowa potwierdza się i pochwala właściwości gwoli nim samym? Czy też właściwości i stany same przez się indyferentne co do wartości są tutaj wysunięte przed jakikolwiek punkt widzenia, skąd otrzymują wartość? Czy wartość tych właściwości leży w nich samych, czy też w pożytku, w korzyści, która z nich wynika (wynikać się zdaje, na którą się liczy)?
Naturalnie mam tutaj na myśli nie przeciwieństwo między ego i alter w ocenianiu: pytaniem jest, czy to następstwa, bądź dla posiadacza tych właściwości, bądź dla otoczenia, społeczeństwa, „ludzkości” są tym, gwoli czemu te właściwości mają mieć wartość: czy też mają one wartość same przez się... Pytając inaczej: czy to pożyteczność każe potępiać, zwalczać, zaprzeczać właściwości przeciwnych (niepewność, fałszywość, przewrotność, niepewność samego siebie, nieludzkość)? Czy istota takich właściwości, czy też tylko konsekwencja takich właściwości jest potępiona? Pytając inaczej: czy by było pożądanym, żeby ludzie posiadający te inne właściwości nie istnieli? W to się, w każdym razie, wierzy... Ale w tym tkwi błąd, krótkowzroczność, ograniczoność ciasnego egoizmu.
Wyrażając się inaczej, czy by było pożądanym stworzyć taki stan rzeczy, w którym cała korzyść byłaby po stronie ludzi prawych — tak iż natury i instynkty przeciwne byłyby zniechęcone i wymarłyby powoli?
Jest to w istocie pytanie smaku i estetyki: czy by było pożądanym, żeby pozostał tylko „najszanowniejszy”, tzn. najnudniejszy gatunek człowieka? Prostokątni, cnotliwi, poczciwcy, dzielni, prości sercem, „nosorożce”?
Jeśli usunąć w myśli olbrzymią obfitość tych „innych”: to nawet prawy nie ma już prawa do egzystencji: nie jest już potrzebny — i oto widoczna, że tylko gruba pożyteczność wyniosła na zaszczytne stanowisko taką nieznośną cnotę,
Cel godny pożądania znajduje się może właśnie na odwrotnej stronie: stworzyć stan rzeczy, w którym „człowiek prawy” zostaje zepchnięty na skromne stanowisko „pożytecznego narzędzia” — jako „idealne zwierzę stadne”, w najlepszym razie jako pasterz stada: jednym słowem taki stan rzeczy, w którym on nie dostaje się już na stanowisko na wyższym stopniu: które wymaga innych właściwości.