99.

Kapłani żydowscy wszystkie swoje uroszczenia umieli prezentować jako ustawę boską, jako zastosowanie się do przykazania boskiego... również wszystko, co służyło do tego, by zachować Izraela, umożliwienie jego egzystencji (np. sumę uczynków: obrzezanie, kult ofiarny jako centrum narodowej świadomości), umieli wprowadzić nie jako naturę, lecz jako „Boga”. Ten sposób postępowania ciągnie się dalej; w obrębie żydostwa, gdzie konieczność „uczynków” nie była odczuwaną (mianowicie jako odgrodzenie się na zewnątrz), mogła była być powzięta koncepcja kapłańskiego rodzaju człowieka, którego stosunek jest taki, jak „natury wytwornej” do arystokraty; niekastowa i niejako samorzutna kapłańskość duszy, która, żeby przeciwieństwo swoje silnie odróżnić od siebie, przykładała wartość nie do „uczynków”, lecz do „zamiaru”...

W rzeczy samej chodziło znowu o to, by dopiąć pewnego oznaczonego typu duszy: niejako powstanie ludu w obrębie narodu kapłańskiego — pietystyczny ruch z dołu (grzesznicy, celnicy, niewiasty, chorzy). Jezus z Nazaretu był znakiem, po którym się poznawali. I znowuż, by móc wierzyć w siebie, potrzebują oni teologicznej transfiguracji: potrzeba im niemałej rzeczy, bo „syna Bożego”, by zjednać sobie wiarę. I zupełnie tak samo, jak kapłani fałszowali całą historię Izraela, tak zrobiono jeszcze próbę fałszowania w ogóle historii ludzkości, żeby chrześcijanizm mógł wydawać się najkardynalniejszym zdarzeniem. Ruch ten mógł był powstać tylko na gruncie żydowskim: którego czynem głównym było spleść razem winę i nieszczęście i wszelką winę zredukować do winy względem Boga: chrześcijanizm jest tego drugą potęgą.