195.
Rzekome wychowanie klasyczne. — Przekonać się, że żywot nasz poświęcony jest poznaniu; że nie wahalibyśmy się nim wzgardzić — nie! — że wzgardzilibyśmy już nim, gdyby to kapłaństwo nie ochraniało go przed nami; często i z przejęciem powtarzać sobie wiersz:
„Korzę się, losie mój! Opierać się daremno:
Zmusiłbyś bowiem mnie ukorzyć się z westchnieniem!”
— i, przebiegając we wspomnieniu minione koleje życia, przekonać się, niestety, zarazem, że roztrwoniliśmy bezpowrotnie jedno: swą młodość, że dzięki wychowawcom naszym strawiliśmy te płomienne, żądne wiedzy lata nie na poznawaniu rzeczy, lecz na tak zwanym „wykształceniu klasycznym”! Zmarnowano młodość naszą, skąpą znajomość Greków i Rzymian, jakoż ich języków, wpajając w nas równie męcząco, jak nieudolnie i wbrew najwyższej zasadzie wszelkiego wykształcenia: by pokarm jakiś podawać jeno temu, kto go łaknie! Zmarnowano ją, narzucając nam przemocą matematykę i fizykę, zamiast roztoczyć wpierw przed nami zwątpienie niewiedzy i nasze maluczkie powszednie życie, nasze igraszki oraz to wszystko, co od świtu do nocy dzieje się w domach, warsztatach, śród krajobrazu i na niebie, rozszczepić na tysiące zagadnień drażniących, męczących, zawstydzających zagadnień — by żądzy naszej pokazać następnie, iż potrzebujemy koniecznie wiedzy matematycznej i mechanicznej, po czym wzbudzić w nas pierwszy naukowy zachwyt nad doskonałą ścisłością wniosków tejże wiedzy! Gdybyż przynajmniej nauczono nas czci dla tych umiejętności, wstrząśnięto dusze nasze bodaj jednym obrazem zapasów, klęsk i ponownych porywów, męczeństwa, stanowiącego dzieje umiejętności ścisłych! Wręcz przeciwnie, zalatywało nas tchnienie niejakiego lekceważenia dla istotnych umiejętności, wychowaniu naszemu przyświecała historia, „wykształcenie formalne” i „klasyczność”! A my pozwalaliśmy się tak łatwo oszukiwać! Wykształcenie formalne! Czyliż133 nie mogliśmy wskazać na najlepszych nauczycieli gimnazjów naszych i zapytać z uśmiechem: „Posiedliż134 oni to wykształcenie formalne? A jeżeli sami go nie posiadają, to jakże go nauczać mogą!”. A klasyczność! Uczyliżeśmy135 się istotnie tego, w czym właśnie starożytni wychowywali swą młodzież? Uczyliżeśmy się mówić jak oni, pisać jak oni? Ćwiczyliśmy się nieustannie w szermierce słownej, w dialektyce? Uczyliżeśmy się poruszać pięknie i szlachetnie jak oni, rzucać dyskiem, pasować się i bić się na pięści jak oni? Zapoznaliżeśmy136 się z praktyczną filozofów greckich ascetyką? Ćwiczonoż137 nas bodaj w jednej cnocie antycznej, i to w ten sposób, jak ćwiczyli się w niej starożytni? Czy wychowaniu naszemu nie zbywało na ogół wszelkiego zastanowienia się nad morałem, a tym bardziej jedynie możliwej krytyki tegoż, mianowicie surowych i śmiałych usiłowań, by żyć wedle tego lub owego morału? Rozbudzanoż w nas bodaj poczucie, iż starożytni górniej pojmowali życie niż nowocześni? Pokazanoż nam podział dnia i żywota, jako też cele przeświecające ponad życiem w którymś z duchów starożytnych? Uczyliżeśmy się chociażby starożytnych języków podobnie jak żyjących — mianowicie, by nimi mówić, płynnie i dobrze mówić? Żadnej istotnej korzyści, żadnego nowego nabytku w rezultacie żmudnych lat! Li138 wiedza o tym, co ongi139 ludzie wiedzieli i do czego byli zdolni. I jaka wiedza! Z roku na rok utwierdzam się coraz bardziej w przeświadczeniu, że istota całego greckiego i antycznego świata, lubo140 zda się tak powszechnie znana i dla wszystkich stojąca otworem, nader trudno jest zrozumiała, ba, zaledwie dostępna, oraz że łatwość, z jaką zazwyczaj mówi się o starożytnych, jest albo płochością, albo też odwiecznym dziedzictwem bezmyślnej zarozumiałości. Łudzi nas podobieństwo słów i pojęć: jednakże poza nimi tai się zawsze odczucie, które dla odczuwania nowoczesnego musiałoby być obce, niezrozumiałe lub przykre. I te dziedziny mają być widownią igraszek chłopięcych! A jednak tak było za naszych lat pacholęcych i omal na zawsze przepoiło nas odrazą do starożytności, odrazą rzekomo nazbyt wielkiego z nią spoufalenia! Gdyż w mózgach naszych pedagogów klasycznych tak dalece zakorzeniło się urojenie, jakoby powiodło się im niejako wejść w posiadanie starożytnych, że złudzenie to udziela się także i ich wychowańcom, wraz z podejrzeniem, iż owo posiadanie bynajmniej nie jest im potrzebne do szczęścia, lecz w sam raz przystoi poczciwym biednym, starym molom książkowym: „Niechże się w tej bibule gnieżdżą! Godne ich gniazdo!” — ta cicha refleksja była uwieńczeniem naszego wychowania klasycznego. — I nie odmieni się to już — — dla nas! Ale nie myślmy jeno141 o sobie!