197.

Wrogość Niemców względem oświecenia. — Pomińmy dorobek, jaki Niemcy z pierwszej połowy bieżącego stulecia dzięki swej duchowej pracy dorzucili do skarbca kultury powszechnej, i zajmijmy się najpierw filozofami niemieckimi: cofnęli się oni na pierwszy i najdawniejszy szczebel spekulacji, gdyż poprzestawali na pojęciach zamiast szukać objaśnień, podobnie jak myśliciele marzycielskich epok — wskrzesili filozofię z okresu, poprzedzającego powstanie nauki. Po wtóre, niemieckimi historykami i romantykami: ich dążenie polegało w ogóle na tym, by rozniecić kult dawniejszych, prymitywnych odczuwań, osobliwie za chrześcijaństwa, duszy ludu, podań ludowych; gwary ludowej, średniowiecczyzny, ascetyki orientalnej i kultury indyjskiej. Po trzecie przyrodnikami: walczyli oni z duchem Newtona i Voltaire’a i usiłowali, na podobieństwo Goethego i Schopenhauera, podźwignąć znów ideę boskości czy demoniczności przyrody, jako też powszechną etyczną i symboliczną idei tej ważność. Cały wielki rozpęd niemiecki zwrócił się przeciw oświeceniu oraz rewolucji społecznej, którą najzupełniej mylnie uważano za następstwo tegoż oświecenia: pietyzm względem tego, co jeszcze istniało, przetwarzano w pietyzm względem tego, co kiedyś istniało, byle zapełnić nim znów serce i ducha, i nie pozostawić miejsca dla przyszłych, nowością zatrącających celów. Kult uczucia zajął miejsce kultu rozumu, zaś muzycy niemieccy, jako artyści porywów nieuchwytnych, marzycielskich, tęsknych i wyśnionych przyczynili się do wzniesienia nowej świątyni znacznie więcej od wszystkich twórców słowa i myśli. Jeżeli nawet uwzględnimy, iż w szczegółach mnóstwo cennych rzeczy zbadano i powiedziano, i o niejednym z większą odtąd wyrokowano słusznością aniżeli dawniej: to jednak na ogół da się powiedzieć, iż było to rzeczą nader niebezpieczną, pod pozorem najzupełniejszego i najostateczniejszego poznania przeszłości czynić poznanie samo zależnym od uczucia — i wyrażając się słowami Kanta, który w ten sposób określił swe zadanie — „torować znów drogę wierze, wiedzy wytyczając granice”. Oddychamy znów swobodnie: chwila niebezpieczeństwa tego minęła! I rzecz dziwna: właśnie te duchy, które Niemcy tak wymownie zaklinali, z biegiem czasu zaszkodziły najwięcej zamiarom swych zaklinaczy — historia, znajomość początku i rozwoju, odczucie przeszłości, nowo rozbudzona gorącość uczucia i poznania, co przez pewien czas zdały się skrzętnymi pomocnikami zaciemniającego obłędu wstecznego ducha, odmieniły naraz swą naturę i wzbijają się oto na rozwitych142 skrzydłach, opuszczając swych dawnych zaklinaczy jako nowe i krzepsze geniusze tegoż samego oświecenia, przeciw któremu je wywołano. Oświecenie to winniśmy prowadzić dalej — nie dbając, iż miało ono przeciw sobie „wielką rewolucję”, jako też „wielką reakcję”, ba, że jedna i druga wciąż z nim pasują się jeszcze: toć to jeno igraszka fal w porównaniu z istotnie wielkim prądem, co nas żenie143!