271.

Nastrój godowy. — Właśnie tym ludziom, co najzapamiętalej dążą do uzyskania potęgi, niewymownie jest błogo czuć się pokonanymi! Nagle i głęboko zapaść w uczucie niby w wir jakiś! Dać sobie wydrzeć z rąk wodze i przyglądać się pędowi nie wiadomo dokąd? Wielka to przysługa — bez względu na to, kto i co ją wyświadczy: tacyśmy wówczas szczęśliwi i bezpamiętni, czujemy wokół siebie niezwykłą ciszę jak gdyby w najgłębszych rdzeniach ziemi! Otośmy całkiem wyzuci z potęgi! Otośmy igraszką sił praodwiecznych! Wytchnienie jest w tym szczęściu, otrząśnięcie wielkiego brzemienia, staczanie się w dół bez trudu niby za sprawą ślepej siły ciążenia. To sen człowieka wstępującego na góry: wprawdzie cel jego znajduje się u szczytu, atoli przemogło go znużenie, zdarzyło się mu usnąć w drodze i marzy oto o wręcz przeciwnym szczęściu — o staczaniu się w dół bez najmniejszego wysiłku. Opisuję szczęście, jakie mym zdaniem snadź164 jest nieobce dzisiejszym uznojonym, żądnym potęgi społeczeństwom Europy i Ameryki. Od czasu do czasu pragną one zapaść w omdlenie — rozkosz tę dają im wojny, sztuki, religie, geniusze. Ochłonąwszy z jakiegoś przelotnego, wszech pochłaniającego i miażdżącego wrażenia — (a na nim polega nowoczesny nastrój godowy!) — jest się znów wolniejszym, krzepszym165, chłodniejszym, surowszym i ku wręcz przeciwnemu niestrudzenie zdąża się dalej: mianowicie ku potędze.