455.
Rodząca się cnota. — Takich twierdzeń i obietnic, jakie wypowiadali starożytni filozofowie o jedności cnoty i szczęścia lub jakie wyznawało chrześcijaństwo w słowach „Szukajcież tedy naprzód królestwa bożego, a to wszystko będzie wam przydane!” — nie głoszono nigdy z całą rzetelnością, a jednak zawsze bez wyrzutów sumienia: zasady, których prawdziwość była nader pożądana, wysuwano śmiało przeciw oczywistości jako prawdy, nie doznając przy tym żadnych religijnych czy moralnych zgryzot sumienia — albowiem in honorem maiorem cnoty czy Boga wychodzono poza rzeczywistość i to bez żadnych samolubnych zamiarów! Na tym stopniu prawdziwości stoi jeszcze wielu zacnych ludzi: gdy nie poczuwają się do egoizmu, zda się im rzeczą dozwoloną lżej obchodzić się z prawdą. Warto zauważyć, iż rzetelność nie znajduje się ani między sokratycznymi ani między chrześcijańskimi cnotami: jest to jedna z najmłodszych cnót, jeszcze niedojrzała, jeszcze częstokroć nieuznawana i niepoznawana, zaledwie siebie samej świadoma — coś w okresie stawania się, czego rozwój możemy przyspieszyć lub opóźnić stosownie do swego zapatrywania.