537
Moralny obłęd geniuszu. — U pewnej odmiany wielkich duchów zdarza się obserwować przykre, poniekąd nawet okropne widowisko: oto najplenniejsze225 ich chwile, loty ich w oddal i wzwyż zdają się nie odpowiadać ich całkowitemu ustrojowi i przewyższać pod pewnym względem ich siły, skutkiem czego za każdym razem pozostaje w nich jakaś wada, a z czasem ogólna wadliwość machiny, co znów u tak wysoce rozwiniętych natur, jakimi są wspomniane, w różnych moralnych i intelektualnych o wiele regularniej przejawia się symptomatach, aniżeli w niedomaganiach cielesnych. Zatem niepojęta lękliwość, próżność, złość, zawiść, gnębiące przygnębienie, co nagle z nich wytryska, cała osobista małość i niewolność natur, na podobieństwo Rousseau’a i Schopenhauera, mogłaby snadnie226 być następstwem przewlekłej choroby sercowej: ta z kolei następstwem choroby nerwowej, ta zaś w końcu następstwem — —. Dopóki geniusz w nas gości, pełni jesteśmy odwagi, ba, nawet szaleństwa, nie dbamy o życie, zdrowie i cześć; za dnia krążymy wolniej od orła, w mrokach pewniejsi jesteśmy od sowy. Aliści227 porzuca on nas nagle i równie nagle ogarnia nas głęboki lęk: nie pojmujemy już siebie, bolejemy wszystkimi bólami przeżytymi i nieprzeżytymi, jesteśmy niczym śród nagich skał przed burzą i zarazem niby biedne duszyczki dziecięce, co drżą przed każdym szmerem i cieniem. — Trzy czwarte wszystkiego złego, dokonywanego na świecie, dzieje się z bojaźliwości: ta zaś w pierwszym rzędzie jest zjawiskiem fizjologicznym!