538.

Wiecież wy, czego chcecie! — Nie dręczyłaż228 was nigdy trwoga, iż snadź229 nie nadajecie się do poznawania prawdy? Trwoga, że umysł wasz jest za tępy, a wasza bystrość wzrokowa jeszcze za mało subtelna? Gdy zdarzy się wam zauważyć, co za wola za waszym kryła się wzrokiem? Na przykład, że wczoraj pragnęliście widzieć więcej od innych, dzisiaj inaczej widzieć niż inni, lub że z góry powodowała wami tęsknota, by znaleźć zgodność lub przeciwieństwo w stosunku do tego, co za znalezione uchodziło dotychczas! Och, sromotne to, zaiste, zachcianki! Jakże często żądni jesteście wrażeń silnych, to znów kojących — bowiem właśnie popadliście w znużenie! Wciąż nurtowani skrycie przedpowziętymi postanowieniami, jak prawda ukształtowana być musi, byście wy, wy właśnie przyjąć ją mogli! Albo nie zdajeż230 się wam, że dzisiaj macie lepsze oczy, ponieważ czujecie w duszy jakby chłód i suchość pogodnego zimowego poranka? Wszelako czyż nie trzeba gorącości i marzenia, by jakiejś rzeczy myślowej wymierzyć sprawiedliwość? — A właśnie na tym polega widzenie! Jak gdyby w ogóle było w mocy waszej z rzeczami myślowymi obcować inaczej aniżeli z ludźmi! W obcowaniu tym przejawia się ta sama moralność, ta sama prawość, ta sama myśl ukryta, ta sama ospałość, ta sama bojaźliwość — cała wasza luba i nienawiści godna jaźń! Pod wpływem omdlałości waszej popadną rzeczy także w omdlenie, a gorączki wasze przeobrażą je w potwory! Azali231 poranek wasz innego na rzeczy nie rzuca światła od waszego wieczora? Nie zdejmujeż232 was lęk, że w podziemiu każdego poznania znów ze swą własną spotkacie się zjawą, jako z osłonką, w którą przed oczyma waszymi otuliła się prawda? Czyż to nie upiorna krotochwila, w której tak nierozważnie chcecie uczestniczyć? —